Anabella – Rozdział XLII (cz. 6)

– Boże drogi, czyś ty zwariowała, dziewczyno? – z jakiejś odległej, nierealnej przestrzeni dobiegał do niej rozmyty głos Majka. – Ileś ty tego wypiła! Pół butelki obciągnęłaś… dziecko, czyś ty na głowę upadła?!

Czuła, jak unosi ją z krzesła, otula ramionami… przed kilka chwil miała wrażenie, że razem lecą gdzieś w przestrzeń, w nieskończony kosmos, gdzie wszystko wiruje jak na wielkiej galaktycznej karuzeli…

– Ja pierdzielę, Iza – dudniło jej w głowie. – Boże, zlituj się… O, ja kretyn! Bezmózgi frajer! Co ja narobiłem… Iza, Izulka… elfiku… Antek!!!… Antek, do cholery!!!

Znów szum w uszach, przed oczami męczący kołowrót kształtów i barw… Dlaczego ten świat musi się tak kręcić? Ziemia krąży wokół słońca… ale czy musi to robić aż tak szybko? Ta karuzela jest nieznośna…

– Szefie, co jej jest? – to jakiś znajomy dźwięk, brzmi chyba jak głos Antka. – Iza? O, kurde… Przecież ona jest kompletnie pijana!

– Stul gębę i wołaj Chudego! Ma mi się tu meldować za pół minuty! Będzie prowadził, ja sam nie siądę za kółko po dwóch szklankach brandy.

– Tak jest, szefie, już lecę.

Ciemno, robi się coraz ciemniej… kto wyłączył światło? Iza chce o to zapytać, ale nie daje rady otworzyć ust… nie czuje ich, podobnie jak końcówek palców. Czuje za to kojący uścisk ramion, ich ciepło i przyjemny zapach wody kolońskiej, który miesza się z okropnym, ostrym zapachem alkoholu.

– Iza – szemrze przy jej twarzy cichy, błagalny szept. – Izulka… Wybacz mi. Wybacz staremu kretynowi, nieodpowiedzialnemu idiocie… Ależ dałaś mi nauczkę! Tak się załatwia tępych frajerów, przez nokaut, jednym chwytem! Wygrałaś, elfiku, rozwaliłaś mnie na łopatki… I jak ja teraz spojrzę ci w oczy?…

Gdyby dało się oddzielić jeden zapach od drugiego! Nie myśleć o tym ohydnym zapachu na wpół strawionej brandy, a skupić się tylko na tym drugim, przyjemnym, cudownym… To ten sam, który czuła w łazience u Lodzi, kiedy zapierała koszulę szefa… ten, który przypomniał jej o Michale i który tak ją wtedy rozpalił…

– Tak… – szepcze cichutko Iza.

Czuje, jak miękka dłoń ostrożnie gładzi ją po włosach.

– Wyciągnę cię z tego, maleńka. I przysięgam… przysięgam ci na wszystkie świętości, że to się już nigdy więcej nie powtórzy. Dzisiaj ostatni raz w życiu dotknąłem tego świństwa… nie ruszę go już nigdy, jak Pablo whisky… Żadnego mocnego alkoholu, przysięgam ci to, Iza. Przysięgam na mój pusty łeb i na moje nędzne życie. Wybacz mi, moja mała dobra duszyczko…

Głos coraz bardziej się oddala, staje się coraz mniej wyraźny, chwilami przygasa zupełnie… Jeden głos? A może jest ich kilka?

– Oblała się brandy, całe spodnie ma mokre…

– Zostaw, nieważne. Chodź no tutaj, pomóż mi, musimy jakoś założyć jej tę kurtkę…

Iza czuje przytępionymi zmysłami, jak ktoś narzuca jej na ramiona ubranie i ostrożnie wkłada jej rękę w rękaw. Chce pomóc przy tej operacji, ale nie może podnieść ręki… opada jej ona bezwładnie, podobnie jak głowa…

– Dobra, Chudy, bierz kluczyki od opla i idź przodem… Nie, zostaw! Zjeżdżaj z tymi łapami, co ci powiedziałem?! Ja sam będę ją niósł…

Świat wiruje, wiruje, wiruje… Jakie nieprzyjemne jest to wrażenie, że leci do tyłu na głowę, gdzieś w dół, w jakąś czeluść bez dna! Czy stamtąd już nie ma powrotu? A może tak wygląda lot do piekła? Do tego strasznego piekła, o którym dawno temu opowiadała jej babcia… Ale nie… piekło to przecież paniczny strach, a ona się nie boi… Chroni ją przed tym uścisk tych ciepłych ramion i ten przyjemny, kojący zapach, który daje jej poczucie bezpieczeństwa…

– Nie bój się, już wytrzeźwiałem, mam umysł jak szkło. Otworzysz mi drzwi, okej?

Rozpaloną twarz Izy owiewa chłodne powietrze, które na krótką chwilę wyostrza jej zmysły i redukuje ten dudniący, okropny szum w uszach.

– Czekaj, sadzamy ją z tyłu… ostrożnie! Ja siadam z nią, ty jedziesz.

Wyostrzenie zmysłów jednak nie jest przyjemne. Trzask samochodowych drzwi sprawia jej niemal fizyczny ból… ach! głowa chyba zaraz jej pęknie… Ale teraz znów to przyjemne ciepło i cichy, kojący szept…

– Oprzyj się o mnie, elfiku… połóż tutaj główkę…

Szum w uszach znowu narasta, a potem oddala się powoli. Ciemność gęstnieje, ogarnia ją jak czarny woal… Zostaje tylko ciepło obejmującego ją ramienia i delikatny dotyk dłoni, która gładzi ją po włosach i policzku. Ale i to powoli umyka, rozmywa się, odchodzi w ciemność… Teraz nie ma już nic. Pustka i noc.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XLII (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz