Anabella – Rozdział XLII (cz. 8)

Iza w duchu przyznała mu rację i łapczywie upiła kilka niewielkich łyków wody, która przyjemnie nawilżyła jej zeschłe wargi i gardło. Kosztowało ją to jednak tyle wysiłku, że aż zakręciło jej się w głowie i z powrotem opadła bezsilnie na poduszkę, którą Majk powoli opuścił do poprzedniej pozycji.

– Gdzie jestem? – wyszeptała, zerkając dookoła ze zdziwieniem.

– U mnie – odparł spokojnie.

Iza przypomniała sobie teraz jak przez mgłę wystrój pokoju, w którym rzeczywiście była już raz, bodaj pod koniec lutego, kiedy wraz z Chudym odwozili pijanego szefa do domu po jego pierwszej sesji brandy. Tak, to był ten sam pokój… Jednak widziany z perspektywy łóżka i pozycji leżącej wyglądał jakoś inaczej.

Majk odstawił szklankę na szafkę i usiadł przy niej na brzegu łóżka.

– Przywiozłem cię tutaj, bo nie chciałem robić przedstawienia u ciebie na stancji – wyjaśnił jej swobodnie. – Poza tym chciałem mieć na ciebie oko. Nie wiem, jak zaopiekowaliby się tobą w domu, mieszkasz w końcu z dwoma facetami… Po pierwsze, mogli spanikować i nie wiedzieć, co robić, po drugie, byłaś kompletnie nieprzytomna. A ja czułem się za ciebie odpowiedzialny.

Iza patrzyła na niego błędnym wzrokiem, miała wrażenie, że sens jego słów dociera do niej z opóźnieniem. Znów poczuła nieznośną suchość w gardle.

– Daj mi jeszcze wody – poprosiła cichutko.

Majk natychmiast zerwał się i przystawił szklankę do jej ust, znów pomagając jej podnieść głowę do pozycji umożliwiającej picie. Iza z trudem, zaciskając powieki, gdyż przy zmianie pozycji ból omal nie rozsadzał jej czaszki, upiła kilka kolejnych łyków i wycieńczona opadła z powrotem na poduszkę.

– Dziękuję – wyszeptała, nie otwierając oczu.

Poczuła, że Majk delikatnie gładzi ją po włosach.

– Nie ma za co, Izulka – odparł cicho. – To przecież wszystko przeze mnie. To ja wymyśliłem ten kretyński deal. Nadal nie mogę uwierzyć, że jestem takim osłem… Przepraszam cię za to, elficzku. Wybacz mi.

Iza ostrożnie otworzyła oczy, starając się nie poruszać przy tym głową, żeby nie prowokować intensyfikacji bólu. Nad sobą znów zobaczyła z bliska jego zatroskaną twarz.

– To ty mi wybacz – wyszeptała z trudem. – To ja spóźniłam się na terapię…

– Ciiii – pokręcił głową, nadal powoli gładząc ją po włosach. – Nic nie mów, Iza.

Przykucnął teraz przy łóżku, oparł podbródek na jej poduszce i uśmiechnął się do niej, odgarniając jej z twarzy kosmyk włosów, który zsunął się na nią, gdy nieco bardziej odwróciła głowę w jego stronę. Odwzajemniła mu bledziutki uśmiech.

– Pogadamy o tym innym razem – zapewnił ją łagodnie. – Teraz najważniejsze, żebyś jak najszybciej pozbierała się w jeden kawałek. Na początek musi przestać boleć cię łepek… Oczywiście zostaniesz tutaj, dopóki nie wrócisz do pełnej formy. Potem ustalimy sobie szczegóły, ale od razu zapowiadam, że nie wypuszczę cię stąd, dopóki nie będę miał pewności, że wszystko już z tobą w porządku. Wieczorem tylko zostawię cię samą, bo będę musiał pojechać do firmy, ale przez cały czas będę pod telefonem.

Na jego ostatnie słowa Iza drgnęła i gwałtownie poderwała głowę z poduszki, nie bacząc na przeszywający ją ból.

– Która godzina? – zapytała z przestrachem.

– Leż spokojnie – nakazał jej Majk. – Jest trochę po czternastej. Przeleżałaś pół doby jak trup i nie będziesz na razie wstawać. Najwcześniej wieczorem, jak jeszcze trochę kimniesz.

– Ale ja muszę zadzwonić do domu i powiedzieć, gdzie jestem! – zawołała, znów usiłując się poderwać pomimo paraliżującego bólu głowy. – Rano miałam robić śniadanie, potem gotować obiad… Pan Stasio i Kacper nie będą wiedzieli, gdzie jestem! Jeszcze wpadnie im do głowy zadzwonić na policję!

– Stop, Iza, spokojnie – zatrzymał ją, pomagając jej z powrotem ułożyć się na poduszce. – O tym też pomyślałem, załatwiłem to już nad ranem.

– Jak to? – zdumiała się Iza.

– Mam przecież numer telefonu do Kacpra – przypomniał jej. – Wysłałem mu smsa, że jesteś u mnie i że dzisiaj nie wrócisz do domu. Podowcipkował sobie oczywiście na ten temat, frajer jeden – uśmiechnął się pobłażliwie. – Wzięło go na słone żarciki… ale przyjął rzecz do wiadomości i w domu nie będą się o ciebie martwić. Jutro oczywiście też nigdzie nie pójdziesz – zaznaczył stanowczo. – Uczelnia jeden dzień przeżyje bez ciebie, a ty bez uczelni. A w firmie twoje obowiązki przejmę ja. Musisz wrócić do pełni sił, pół butelki brandy dla takiego małego elfika to była jednak końska dawka.

– Ale dzisiaj miałam też iść do Szczepcia – zaprotestowała z żalem Iza. – Chciałam zanieść mu zupę, posiedzieć z nim chociaż godzinkę…

– Ja do niego pojadę – zadeklarował natychmiast Majk. – Wyjadę wcześniej i zajrzę do niego przed robotą, zawiozę mu jakieś żarcie. Mam w lodówce fajne leczo, odgrzeję mu, rozwodnię i zje sobie jak zupę. A ty niczym się nie martw, Izula, proszę cię – dodał z naciskiem. – Masz teraz odpoczywać i leczyć kaca. Gdybyś mogła coś zjeść, dałbym ci tabletkę na ból głowy, ale jeszcze jest za wcześnie, a na pusty żołądek nie będziesz brała leków, mowy nie ma. Przyniosę zaraz lód i zrobimy ci zimny kompres na tę biedną łepetynkę… A jak trochę dojdziesz do siebie, pójdziesz się wykąpać, bo zalałaś się wczoraj brandy i byłaś cała mokra. Teraz wyschło, ale podejrzewam, że i tak możesz czuć się niekomfortowo.

Iza odruchowo odchyliła kołdrę i ze zdziwieniem stwierdziła, że leży pod nią we wczorajszym poplamionym t-shircie i dżinsach.

– Nie rozbierałem cię – wyjaśnił jej beztrosko Majk. – Mam zasadę, że nie rozbieram kobiet bez ich wyraźnej zgody. Zdjąłem ci tylko sweter i skarpetki, żeby nie było ci za gorąco.

W kolejnym niemal bezwarunkowym odruchu Iza poruszyła palcami u stóp i stwierdziła, że w istocie nie miała na nich skarpetek. Uśmiechnęła się leciutko, nie wiedzieć czemu rozbawiona tym faktem.

– Dziękuję ci, Majk – szepnęła, przymykając oczy, gdyż z wysiłku zaczęło jej się kręcić w głowie. – Jesteś kochany… Gdyby jeszcze ta głowa tak mnie nie bolała…

– Lecę po lód, elfiku! – podchwycił żywo Majk, podrywając się z miejsca. – Zaraz będziesz miała kompres, a potem napijesz się jeszcze wody i pójdziesz spać aż do wieczora. Leż sobie spokojnie i nic nie mów. Zobaczysz, że za godzinkę będzie ci już dużo lepiej.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział XLII (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz