Anabella – Rozdział XLIII (cz. 11)

Zapadła cisza, w trakcie której słychać było tylko cichy szum wody w rurach od kaloryferów i odległe okrzyki dzieci za oknem, gdzie najwidoczniej musiał mieścić się jakiś plac zabaw albo przedszkole. Iza ostrożnym, delikatnym gestem gładziła włosy Majka, który już po kilku minutach rzeczywiście zapadł w sen, gdyż jego oddech stał się równy i głęboki, mięśnie rozluźniły mu się, a jego głowa zaczęła mocniej ciążyć na jej kolanach. Jakże przyjemny był ten ciężar… Czy to znów przez skojarzenie z Michałem i tamtą niezapomnianą sceną na korytkowskiej łące? Dziewczyna przymknęła oczy z dłonią wplecioną w miękką czuprynę, która pod jej palcami, przed oczami jej duszy, powoli zamieniła się w tamtą cudowną burzę blond włosów…

Znów słyszy brzęczenie owadów, na włosach czuje ciepło intensywnego, letniego słońca… Słodki ciężar na jej kolanach jest epicentrum wszechświata, mistycznym skarbem, a ona jego strażniczką. Musi dbać o to, by nikt jej go nie odebrał… Lecz jak? Jest tylko jeden sposób, by został przy niej na zawsze – musi być z nią bezgranicznie szczęśliwy. Tak szczęśliwy, jak jeszcze nigdy nie był z nikim innym… wtedy sam będzie chciał zostać i nigdy nie przyjdzie mu do głowy od niej odejść. Aby dać mu to szczęście, musi pokazać mu, jak bardzo go kocha, bo miłość, którą od dawna hoduje w swym sercu, jest jej największym i najpiękniejszym darem, jedynym, jaki może mu ofiarować. A zatem musi przekazać mu tę miłość bez słów… przez dotyk palców w jego włosach… zakodować ją w ruchu dłoni, w niemej pieszczocie, w którą włoży całą swą duszę… Duszę, która przeniknie go na wskroś i złączy się w jedno z jego duszą, a wtedy nie trzeba już będzie słów, wtedy wszystko stanie się proste i jasne, bo będą tacy sami. Tacy sami… tacy sami… jak dwie połówki jednego orzecha, idealnie do siebie pasujące, bo stworzone, by dojrzewać i przemijać razem. Tacy sami, w jedności serc i dusz…

Iza schyla się nad nim z przymkniętymi oczami, czuje ciepło jego oddechu… Oddycha równo, spokojnie… czy to znaczy, że jest mu dobrze, że jest szczęśliwy? Niech zatem jego dusza poczuje to wszystko, co ona może i chce mu dać… niech zrozumie, że to ona jest mu przeznaczona! Nie żadna Sylwia, nie żadna inna, tylko ona, Iza. Tylko ona, bo nikt inny nie umiałby go kochać tak mocno! Niech poczuje to i niech odwzajemni jej tę czułość, tę miłość, która rozrywa jej serce… Niech napełni się nią i zanurzy w niej cały, niech odczyta w niej swoje przeznaczenie! Niech szóstym zmysłem pojmie to milczące zaklęcie jej palców… Tak cudownie jest dotykać jego włosów! Jaką rozkosz sprawia jej ich zapach! W tym zapachu jest nuta, która koi jej nerwy i zapewnia jej głęboki, błogi spokój… nuta, która daje jej poczucie bezpieczeństwa… Nuta eau de Cologne.

Zaraz, zaraz, coś tu nie pasuje… Michał i woda kolońska? Przecież on nigdy jej nie używał! Ale może właśnie zaczął? Zaczął, bo wie, jak bardzo ona, Iza, uwielbia ten zapach? Ach, to teraz nieważne, nieważne!… Ten zapach łączy się z tym drugim, z zapachem jego ciała… przyjemnie drażni jej zmysły… przenosi ją do małowolskiego motelu… Nie, stop, to niemożliwe! Wszak nadal są na łące w Korytkowie, scena z motelu jeszcze się nie wydarzyła! Iza jest przecież westalką, strażniczką ognia i mistycznego skarbu… Jest czysta jak łza, należy do niego sercem i duszą, lecz jeszcze nie ciałem. Na to przyjdzie właściwy czas, nie wolno niczego przyśpieszać, nie wolno zaburzać naturalnych etapów ich drogi ku szczęściu i jedności!

A może scena z motelu nigdy się nie wydarzyła? Może to był tylko wybryk jej wyobraźni? Tak… tamtego nie było… nie zrobiłaby tego przecież, to byłoby za wcześnie!… Nic się nie wydarzyło. Nadal jest czysta i niewinna jak dziecko. Czeka na niego i będzie czekać, aż nadejdzie chwila, kiedy w jego dotyku i pocałunkach poczuje tak samo mocną i stabilną miłość, jaką ona daje mu ze swojej strony. Poczuje ją… nie zwykłą namiętność, nie pożar zmysłów, ale miłość płynącą z serca i duszy, zaklętą w dotyk… i w oddech… i w szept… Wtedy dopiero odda mu się cała, bez strachu, bez niepewności jutra, z ufnością bez granic, tak jak zawsze marzyła.

O tak… ten cudowny zapach jego włosów i jego ciała jest obietnicą burzy zmysłów, która dopiero nadejdzie. Lecz ona już teraz odgaduje jej moc, już teraz, kiedy go czuje, drży całym ciałem, a krew zaczyna szybciej krążyć w jej żyłach… W jego oddechu jest żar, który rozpala ją od środka, a ten dyskretny, prawie nieuchwytny zapach, zapach, który być może wyczuwa i rozpoznaje tylko ona, sprawia, że kręci jej się w głowie. Jakie to przyjemne… Gdyby mogła już nadejść ta upragniona chwila, kiedy zatonie w jego ramionach i w dotyku jego ust poczuje to samo, co sama nosi w sobie od tak dawna! To samo… bo są tacy sami… jedna dusza w dwojgu ciał, dwoje w jednym, na zawsze!

– Mama! On mnie bije!

Odległy, przygłuszony krzyk dziecka dobiegający zza okna, z jakiegoś gwarnego placu zabaw, wyrwał Izę z transu. Podniosła głowę i otworzyła oczy.

„Śpij, Michasiu” – powtórzyła bezwiednie w myśli ostatnie słowa sprzed swojej wizji obejrzanej w teatrze wyobraźni. – „I niczym się nie martw…”

Majk spał na jej kolanach jak zabity, z policzkiem wtulonym w falbanki jej seledynowej koszuli nocnej, z burzą włosów opadającą mu na czoło i twarzą ogarniętą błogim spokojem. Jego rysy, rozluźnione teraz i pozbawione wszelkich grymasów, skojarzyły jej się z czystym obliczem jednego z aniołów, którego w dzieciństwie oglądała na malowidłach zdobiących ściany kościoła w Małowoli. Był to kościół, do którego czasami zabierał całą rodzinę ojciec, a choć od jego śmierci Iza nie była tam już ani razu, teraz wyraźnie przypomniał jej się ów fragment fresku, w który zawsze wpatrywała się jako kilkuletnia dziewczynka – anioł z kędzierzawą burzą blond loków, spuszczonymi oczami i łagodną, jasną twarzą wolną od wszelkiego zła i brudu tego świata. W uśpionych rysach Majka wyczuwała teraz tę samą łagodność i czystość… tak jakby i on we śnie wracał do swej postaci sprzed lat, kiedy jeszcze żył nadzieją i wierzył, że jego wierność tej jedynej, której na zawsze oddał swe serce, zawiedzie go do bram upragnionego szczęścia.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział XLIII (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz