Anabella – Rozdział XLIII (cz. 13)

– Aha, Iza, jeszcze jedna rzecz – przypomniał sobie Majk, dokańczając ziemniaki z bigosem, które przywiózł z Anabelli po spotkaniu z Rogalskim i które odgrzali sobie z Izą na obiad. – Znowu wypadło mi ze łba. Miałem pogadać z tobą o Szczepku.

– A właśnie, Szczepcio! – podchwyciła żywo Iza. – Co tam u niego? Zjadł coś wczoraj?

– Zjadł wszystko, co mu zawiozłem – zapewnił ją Majk. – W ogóle teraz jest w całkiem niezłej formie, nie ma porównania do tego, co było w lecie. Leciał nam przecież przez ręce, musiałem zakładać mu gacie i nosić go do wanny czy do łóżka. A teraz całkiem dziarski z niego dziadek.

– Fakt – zgodziła się Iza, dolewając mu do szklanki soku jabłkowego. – Ale przytyć, to nie przytył, ani o kilogram. Mam wrażenie, że nawet jeszcze bardziej schudł. I chyba wzrok mu siada, jak myślisz? Tak jakby coraz słabiej widział… Nawet zdjęć nie chce już oglądać, nie mówiąc o telewizji.

– Co zrobić, starość nie radość – rozłożył ręce Majk, sięgając po sok i upijając porządnego łyka. – Ale jeszcze nie jest z nim najgorzej. Wczoraj kazał mi się zaprowadzić do kościoła, wiesz?

– Serio? – zdumiała się Iza. – I zrobiłeś to? Przecież to dla niego ogromny wysiłek!

– Zrobiłem – skinął głową. – Zaprowadziłem go do tego najbliższego, tego, co tam ma pod nosem… sama kiedyś poszłaś tam się modlić, pamiętasz?

– Tak, do Świętego Pawła – odparła Iza, patrząc na niego z niepokojem. – Niby dwa kroki, ale to i tak dla niego forsowne wyjście… Zostawiłeś go tam samego?

– No co ty? – Majk spojrzał na nią niemal z oburzeniem. – On już nie jest samodzielny, jak miałem go zostawić? Posiedziałem z nim na mszy, zaprowadziłem go do komunii, bo bardzo chciał… no a potem wróciliśmy na chatę. Przez to w firmie byłem dopiero przed dwudziestą, Antek już mało jajka nie zniósł, bo mieli jakiś problem i czekali na mnie. Patałachy! – prychnął. – Widzisz, jak to wygląda, kiedy nie ma Basi albo ciebie. Muszę być ja, bo inaczej wszystko bierze w łeb, nie ma kto podejmować najgłupszych decyzji.

– Antek czasami podejmuje – zauważyła Iza, ogarnięta ulgą, że wyjście z domu pana Szczepana zakończyło się szczęśliwie.

– No dobra, powiedzmy – przyznał Majk. – Ale boi się o każdą pierdołę, wydzwania, o wszystko pyta… Sam wczoraj mi powiedział, że woli, jak ty jesteś, bo wtedy jest najbezpieczniej dla wszystkich.

– Bez przesady – uśmiechnęła się Iza. – Ja przecież nie jestem nieomylna.

– To nieważne – odwzajemnił jej uśmiech, sięgając po serwetkę, by wytrzeć sobie usta po jedzeniu. – Nawet jak pomylisz się w jakiejś decyzji, wszyscy wiedzą, że na ciebie szef i tak się nie pogniewa. I mają rację – mrugnął do niej wesoło. – Iza decyduje, a wszyscy są kryci, nie? Cwana zgraja, jak by na to nie spojrzeć.

Iza parsknęła śmiechem, dopiła swój sok i podniosła się, by pozbierać naczynia. Majk zerwał się również i oboje zabrali się za sprzątanie stołu po zakończonym obiedzie.

– Ale nie dokończyłem ci jeszcze o Szczepku – podjął, kiedy odnieśli naczynia do kuchni.

– No, co jeszcze? – zaciekawiła się Iza, wkładając do zlewu szklanki po soku i sięgając po płyn do naczyń, aby je pozmywać.

– Prosił, żebym zawiózł go na cmentarz przed Wszystkimi Świętymi – wyjaśnił jej Majk. – Chce odwiedzić grób Hani… Zostaw, Iza, co ty wyprawiasz? – przerwał sobie, wyjmując jej z rąk płyn do naczyń i stanowczym gestem odstawiając go na bok. – Załadujemy to wszystko do zmywarki, od śniadania nazbierało się tych gratów już wystarczająco.

– Aha, okej – zgodziła się. – Nie wiedziałam, że masz zmywarkę.

– A co to za kuchnia bez zmywarki? – wzruszył ramionami, otwierając drzwi umieszczonej pod blatem zmywarki i wkładając tam brudne talerze. – W dzisiejszych czasach to podstawowe wyposażenie przeciętnego gospodarstwa. Podaj mi te szklanki, wpakujemy to hurtowo… dzięki. No więc wracając do Szczepka – podjął. – Chce odwiedzić swoją Hanię, już ponad pół roku tam nie był. Wcześniej brał taryfę i jechał do niej co jakiś czas, ale teraz musi mieć asystę, bo w każdej chwili grozi mu zasłabnięcie.

– No jasne – przyznała Iza, podając mu kolejne naczynia, które on umieszczał we wnętrzu zmywarki. – Nie ma mowy, żeby sam włóczył się po cmentarzu. A gdzie ona leży?

– Na Unickiej. To tutaj obok, niedaleko mnie. Pojadę z nim przed samymi świętami, już umówiliśmy się na przedostatniego października. Chcesz jechać z nami?

– Bardzo chętnie! – ucieszyła się Iza. – Dopiero trzydziestego pierwszego wybieram się do domu, więc pewnie, że z wami pojadę! Jeszcze nigdy nie widziałam grobu Hani. Kiedyś Szczepcio obiecywał, że mnie tam zabierze, ale zaraz potem mu się pogorszyło i już nie mogło być o tym mowy. Ojej… jak się cieszę!

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Dalsze części:

Rozdział XLIII (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz