Anabella – Rozdział XLIV (cz. 13)

Tak czy inaczej, pomijając wszystko, życzliwa reakcja kolegów poruszyła jej serce i napełniła ją nową energią. Poczuła się doceniona jak jeszcze nigdy, wręcz przeceniona… a jednocześnie rozumiała, że to będzie wymagało od niej jeszcze większej dozy zaangażowania. Będzie musiała udowodnić, i to czynem, nie słowem, że zasługuje na to zaufanie, jakim obdarzył ją nie tylko szef, ale i reszta kolegów. Będzie musiała dać z siebie wszystko! Jak to zrobi przy natłoku zajęć na uczelni, nie wiadomo… ale będzie musiała! Dla nich, dla tego wspaniałego zespołu, który w tak otwarty sposób przyjął ją niespełna rok temu do swojego grona i który zawsze pozwalał jej się czuć jak ktoś ważny. Dla zespołu, który nigdy nie okazywał zazdrości o to, że szef traktował ją w sposób wyjątkowy, i który po niezrozumiałej dla nikogo przygodzie z brandy nie zrobił jej na ten temat ani jednej uwagi…

„Muszę się zgodzić” – pomyślała. – „Nie mam innego wyjścia. Wszyscy na mnie liczą, a zwłaszcza on… szef. I to jest najważniejsze, bo kogo jak kogo, ale jego za nic w świecie nie wolno mi zawieść!”

Nie mówiła zatem już nic, patrzyła tylko na kolegów, przenosząc wzrok po kolei z jednych na drugich, i czuła, jak jej serce zalewa fala przyjemnego ciepła.

– No, nie fikaj, Iza – poradził jej wesoło Antek. – Szef dobrze wie, co robi. Zresztą jak zawsze.

– Nie podlizuj się, Antonio – uśmiechnął się z pobłażaniem Majk, podchodząc do niego i klepiąc go przyjacielsko po plecach. – Ale tutaj masz rację. Tak czy inaczej moja decyzja jest taka, jak powiedziałem, i nie ma od tego odwołania – oznajmił kategorycznym tonem Izie. – Od dziś pod moją nieobecność pełnomocnym decydentem w tej firmie jest Iza i rozliczacie się z nią ze wszystkich ruchów i działań na tych samych zasadach co ze mną. Tylko w kilku kwestiach zachowam sobie kontrolę na wyłączność, ale to już są sprawy dla was nieistotne. Dokładne warunki ustalę z panią szefową osobiście. A teraz koniec zebrania, bo czas leci, a robota stoi. Wracacie na stanowiska.

Pracownicy posłusznie zaczęli opuszczać pokój kelnerek, ściskając po drodze Izę i składając jej gratulacje, które ta przyjmowała ze skonfundowaniem. Sama również sięgnęła po swój fartuszek i przepasała się nim, czemu Majk przyglądał się spod oka z delikatnym uśmiechem na ustach. Kiedy wszyscy wyszli, Iza spojrzała na niego z wyrzutem.

– Dlaczego to zrobiłeś? – zapytała cicho. – Ja oczywiście bardzo doceniam twoje zaufanie, ale… tworzenie dla mnie odrębnego, oficjalnego stanowiska jest zupełnie niepotrzebne. I w dodatku nie zapytałeś mnie o zdanie.

– Wolałem o nic nie pytać – uśmiechnął się. – Wiedziałem, że będziesz stawiać opór, więc uznałem, że szybciej pójdzie, jak postawię cię przed faktem dokonanym. No, nie gniewaj się, elfiku. Wyjaśnię ci to zaraz. Chodź ze mną.

Wskazał jej wyjście i poprowadził ją do swojego gabinetu, gdzie usadził ją na fotelu przy biurku, a sam zajął miejsce obok na dostawionym krześle.

– Od samego początku w tej firmie nie było zastępcy szefa – powiedział spokojnie, nalewając jej wody mineralnej do szklanki. – Proszę, Izulka, niegazowana… Najpierw nie czułem takiej potrzeby, a potem nie widziałem na tym stanowisku nikogo, komu mógłbym w stu procentach zaufać. Tymczasem od kilku lat wiem, że taka zaufana osoba jest mi bardzo potrzebna. Opowiem ci coś.

Nalał wody również sobie, wziął szklankę do ręki i przybrał nonszalancką pozę, opierając się ramieniem o biurko, z nogami wyciągniętymi do przodu i założonymi jedna na drugą.

– Kilka lat temu… cztery albo pięć… miałem pewną przykrą sytuację – podjął, upijając łyka wody. – Właściwie zdarzenie drogowe. Jechałem oplem po ekspresówce do Rzeszowa, z babcią… Pamiętasz, opowiadałem kiedyś tobie i Szczepkowi, że wożę ją tam czasami w odwiedziny do moich rodziców.

– Pamiętam – skinęła głową Iza, również podnosząc szklankę do ust.

– No więc jechałem właśnie z nią i z tymi jej wszystkimi klamotami – ciągnął Majk. – Nie wiem, jak to się stało, w pewnym momencie chyba się zagapiłem, może po coś sięgnąłem i na chwilę przestałem kontrolować drogę… a byłem na dużej prędkości… W każdym razie nagle znalazłem się połową samochodu na sąsiednim pasie, a po nim tuż za mną jechała taka wielka ciężarówka… tir z przyczepą, coś takiego. Zajechałem mu drogę jak ostatni kretyn. Zorientowałem się w ostatniej chwili, udało mi się odbić na prawo, a przy tym jakimś cudem nie wylecieć z toru jazdy i nie zaliczyć dachowania.

– O Boże! – szepnęła Iza, patrząc na niego z przestrachem.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Dalsze części:

Rozdział XLIV (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz