Anabella – Rozdział XLIX (cz. 10)

Gęsto padający śnieg i szczypiący w policzki mróz uniemożliwiały rozmowę Izy i pana Stanisława ze spotkanym przed chwilą przy parkingu panem Maciejem, młodym aplikantem z kancelarii adwokackiej Pabla, który zajmował się sprawą Kacpra. Wyszedł on właśnie z kompleksu budynków na peryferiach miasta, gdzie znajdował się areszt śledczy, lecz teraz zawrócił, aby służyć obojgu wsparciem podczas ich pierwszej, tak długo wyczekiwanej wizyty u chłopaka. Dopiero kiedy po przejściu kontroli cała trójka została wpuszczona do właściwego budynku, mogli zdjąć przemoczone okrycia wierzchnie i czapki, a następnie porozmawiać kilka minut przed spotkaniem z Kacprem, które miało się odbyć w specjalnie do tego przeznaczonym pomieszczeniu.

Ponury klimat zakładu karnego, mimo że widziała tylko nikłą część więziennej scenerii, głęboko poruszył Izę, która w tego typu miejscu znalazła się po raz pierwszy w życiu. Myśl o tym, że Kacper, tak bardzo kochający życie i wolność, spędził tu już ponad dwa tygodnie, a prawdopodobnie będzie musiał spędzić jeszcze wiele kolejnych tygodni czy nawet miesięcy, sprawiła, że jej serce zalała tym gorętsza fala współczucia. Smutnego nastroju nie była w stanie przełamać nawet ozdobiona bombkami i kolorowymi światełkami choinka, którą ustawiono w kącie pokoju widzeń z racji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia; przeciwnie, poprzez kontrast z otoczeniem robiła ona jeszcze bardziej przygnębiające wrażenie.

– Bardzo państwa proszę, żeby podczas widzenia podtrzymywać pana Kacpra na duchu i nie martwić go niepotrzebnie, ani nie użalać się nad nim – poinstruował ich pan Maciej przed wejściem do pokoju, gdzie miały się odbyć odwiedziny. – A już na pewno nie robić mu żadnych wyrzutów.

– Oczywiście – zapewniła go Iza. – Mówił mi to już Pablo… znaczy pan Paweł… i rozmawialiśmy o tym z panem Stasiem – tu spojrzała na swojego towarzysza, który pokiwał głową na znak potwierdzenia. – Ustaliliśmy, jak mamy się zachowywać, i będziemy się tego trzymać. Nie chcemy psuć mu nastroju, zwłaszcza przed świętami.

Ostrzeżenia obu adwokatów w istocie były uzasadnione. Kacper, doprowadzony na spotkanie z Izą i stryjem przez dwóch postawnych strażników, wyglądał tak marnie, że na jego widok dziewczynie aż łza zakręciła się w oku. Przygaszony, lekko zgarbiony, z szarą twarzą i podkrążonymi oczami, wyglądał, jakby przybyło mu z dziesięć lat, a najbardziej uderzający był nietypowy dla niego brak energii w ruchach oraz ziejący z oczu bezgraniczny smutek. Pamiętając jednak, jak ważne jest okazanie mu samych pozytywnych emocji, Iza powitała go z uśmiechem, ściskając go serdecznie za obie ręce, a następnie przytulając. Pan Stanisław, nie mniej niż ona wstrząśnięty spektakularną zmianą bratanka, także uścisnął go, starając się przybrać dobrą minę do złej gry.

– Jak się czujesz, Kacperku? – zapytała z przejęciem Iza, kiedy wszyscy troje usiedli przy przeznaczonym do rozmowy stole. – Pan Maciej mówił, że jesteś zdrowy, tylko trochę markotny. No, to akurat niedziwne, miałeś ciężkie przejścia… ale kiedyś to się przecież skończy. A jak tylko będzie taka możliwość, będziemy częściej cię odwiedzać, obiecujemy. Oczywiście z prezentami!

– Dzięki, Iza – uśmiechnął się blado Kacper, nerwowo splatając leżące na stole dłonie. – I tobie też, stryj. Fajnie, że wpadliście… Co tam u was?

– U nas wszystko po staremu – zapewniła go Iza. – Ty lepiej opowiadaj nam, co u ciebie, bo nie mamy o tobie prawie żadnych wieści. Tyle co od pana Macieja, ale taki masz tu reżim, że on też za często u ciebie nie bywa.

– Tak, pan Maciek bardzo mi pomaga – przyznał Kacper. – I pan mecenas też… Super gość, gdybym na samym początku z nim nie pogadał, to chyba fioła bym dostał. Obaj fachowo zajęli się moją sprawą, od tego czasu nawet klawisze jakoś inaczej mnie traktują. Ale ja wiem, że to ty wszystko tak dla mnie pozałatwiałaś, Iza – spojrzał z wdzięcznością na dziewczynę. – Dzięki… Głupio się czuję, i to podwójnie. Wiem przecież, co zaraz mi powiecie – westchnął, rzucając okiem na nią, a potem na pana Stanisława, który obserwował go w skupionym milczeniu. – No to dobra… walcie od razu i będzie z głowy.

– Co mamy walić? – zdziwiła Iza.

– No tę waszą starą śpiewkę – wyjaśnił jej Kacper. – Że już dawno ostrzegaliście mnie, że się doigram… że sam sobie jestem winien… że zabałaganiłem życie i teraz mam za swoje… No, mówcie mi to, walcie po głupim łbie, chcę to już mieć za sobą.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XLIX (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz