Anabella – Rozdział XLIX (cz. 4)

– Co mam wam przeliczyć? – zdziwił się Majk, który właśnie wrócił do stolików z tacą pełną nowych butelek piwa, które zwinnym gestem zestawił na stolik. – Macie tu piwko, wiedziałem, że wszystko już będzie wychlane, więc od razu przyniosłem nową dostawę.

Na jego widok Iza poderwała się z miejsca, gotowa do przejęcia zmiany, i rutynowym gestem odebrała z jego rąk tacę. Podziękował jej uśmiechem.

– No, co z tym przeliczaniem? – powtórzył, spoglądając pytająco na Asię.

– Chodzi o równowartość twojej stawki zakładu – wyjaśniła mu Dominika. – Ustaliliśmy nowe zasady, żebyś nam nie ględził, że jesteśmy niesprawiedliwe.

– Bo jesteście – wzruszył ramionami Majk. – Ale to mi nie przeszkadza, i tak wygram bezwarunkowo.

– No, uważaj, stary! – zaśmiał się Kajtek, grożąc mu palcem. – Co prawda ugraliśmy dla ciebie lepsze warunki niż wcześniej, bo rozliczasz się nie na łożu śmierci, ale już w twoje czterdzieste urodziny. Niemniej ja na twoim miejscu i tak bym nie ryzykował! Straty materialne to jedno, ale najgorzej jest stracić autorytet!

– Podejmuję tę rękawicę – zapewnił go pobłażliwie Majk, rzucając wyzywające spojrzenie siedzącym przy stoliku kobietom. – No, bardzo proszę, jakie warunki proponujecie? Chętnie dowiem się, co wygram, nawet jeśli to będzie dopiero za siedem lat.

– Za sześć i pół – sprostowała wesoło Anita. – Nie odmładzaj się, cwaniaku! Już masz trzydzieści trzy i pół, myślisz, że nie umiemy liczyć? Ale to drobiazg… choćbyś na głowie stanął, zakład możesz z góry uznać za przegrany!

– Bezwzględnie – przyznała Dominika. – Gadaj sobie, co chcesz, zarzekaj się, a prędzej czy później i tak wpadniesz jak Pablo. Myślisz, że wymigasz się od posiadania teściowej? Nie ma takiej opcji. To byłaby największa niesprawiedliwość dziejowa wszechczasów!

– Ech! – roześmiał się Majk, po czym, zerknąwszy na Izę, która właśnie dawała mu znak, że idzie na salę, zatrzymał ją ruchem ręki. – Czekajcie, zamienię tylko dwa słowa z Izą, przekażę jej pałeczkę i zaraz pogadamy o konkretach.

Towarzystwo przystało na to, wymieniając między sobą kolejne żartobliwe uwagi na temat omawianego zakładu, przy czym panowie zgodnie brali stronę Majka, negocjując dla niego jak najlepsze warunki w ramach, jak podkreślił Kajtek, męskiej solidarności, natomiast panie zgodnie stały na stanowisku, że to i tak nie ma znaczenia, bo jego przegrana jest więcej niż pewna. Tylko Pablo i Lodzia nie brali udziału w tych żartach, przysłuchując im się w milczeniu.

– Karolina przyszła przed chwilą w mega wisielczym humorze – poinformował tymczasem Izę Majk, odciągnąwszy ją nieco na stronę. – Ze mną nie chce gadać, z Antkiem tym bardziej, Lidzi omal nie zabiła wzrokiem, a od reszty dziewczyn opędza się jak od much. Oddelegowałem ją na razie do pomocy w kuchni, żeby mi klientów na sali nie porozwalała, bo coś czuję, że istnieje spore ryzyko rzucania filiżankami z espresso! – zaśmiał się, odgarniając sobie nonszalanckim gestem włosy z czoła. – Ech, te kobiety! Idź teraz ty, Iza, i spróbuj z nią pogadać, co? To twoja osobista podopieczna, więc może chociaż tobie wyzna, co się, do diabła, stało, że odwala takie hocki.

– Jasne, szefie – westchnęła Iza, zastanawiając się, kiedy wreszcie skończą się nieustanne fochy Karoliny. – Ale najpierw pogadam z Antkiem, bo coś czuję, że to znowu on nabroił. Gadałeś z nim o tym?

– Nie – pokręcił głową. – Fuknęła się, jak tylko zobaczyła go na horyzoncie, więc dałam spokój obojgu… No, ale może i masz rację, kto wie? – zastanowił się. – Pogadaj z nimi i ustaw ich po swojemu, bo jak ja się za to zabiorę, to będzie dużo gorzej. Na razie patrzę na to przez palce, ale jak Karolka dalej będzie mi odstawiać takie sceny, to w końcu się pogniewamy.

– Ja to załatwię – zapewniła go skwapliwie Iza. – Głowę daję, że niewiniątko Antoś maczał w tym palce, to już nie pierwszy raz. Zaraz się z nim rozmówię.

– Okej – uśmiechnął się z rozbawieniem Majk. – Wsparcie na sali też się przyda dziewczynom, bo przyszło sporo luda. W dodatku pełno znajomych, pół godziny biegałem po stolikach i ściskałem ręce… Aha, i jeszcze jedna rzecz – przypomniał sobie. – Krawczyk dzwonił, ma tu wpaść za jakieś pół godziny.

– Krawczyk? – powtórzyła ze zgrozą zmrożona tą informacją Iza.

– Przywiezie dokumenty, o które prosiłem go dwa miesiące temu – wyjaśnił jej Majk, krzywiąc się lekko. – I przy okazji weźmie sobie to rozliczenie, które wczoraj dla niego robiłaś. Powiedziałem mu, że już jest gotowe, więc uznał, że pofatyguje się do nas i załatwi to od ręki.

– Tak… akurat dzisiaj – zauważyła z przekąsem Iza, mimowolnie zerkając na siedzącą przy stoliku Lodzię. – A wspominałeś mu, że masz gości?

– Owszem – skinął głową Majk. – Mówiłem, że mamy dzisiaj spotkanie z przyjaciółmi. Ale to mu najwyraźniej nie przeszkadza.

– Pewnie, że nie – mruknęła pod nosem Iza. – Wręcz przeciwnie.

Majk spojrzał na nią uważniej, zaalarmowany jej surową, jakby zdegustowaną miną.

– Jeśli nie chcesz z nim gadać, to ja się tym zajmę osobiście – powiedział ostrożnie. – Daj mi tylko znać, jak przyjedzie.

Iza pokręciła głową i nieco nerwowym ruchem poprawiła sobie trzymaną w ręku tacę.

– Nie, spokojnie, załatwię to sama – zapewniła go obojętnym tonem. – Dam mu rozliczenie i przyjmę tamte dokumenty, nie ma sprawy.

Choć jej głos brzmiał neutralnie, Majk musiał wyczuć ukryte w nim emocje, bo przyglądał jej się teraz jeszcze bardziej podejrzliwie.

– Majk, idziesz czy nie? – zawołała od stolika Dominika. – Czekamy na ciebie i czekamy!

– Opracowaliśmy już trzecią wersję warunków zakładu – dodała wesoło Asia. – Wracaj, bo ominą cię najfajniejsze negocjacje!

– Lecę! – rzucił z uśmiechem Majk, po czym odwróciwszy się do Izy, znowu spoważniał. – Dobra, pogadamy kiedy indziej – dodał ściszonym, rozkazującym głosem. – Ale koniecznie daj mi cynk, jak przyjdzie tu ten frajer. Ja sam będę z nim gadał. Rozumiemy się?

– Tak jest, szefie – odparła karnie Iza.

I nie patrząc na niego, ruszyła w stronę sali z głową pełną niewesołych myśli. Majk jeszcze raz zerknął za nią z zafrasowaną, niepewną miną, lecz gdy chwilę później z powrotem odwrócił się do przyjaciół, jego twarz była już przyobleczona w znajomy, chojracki uśmiech, który stanowił jeden z jego znaków rozpoznawczych. Przy stoliku, do którego dołączył, natychmiast posypały się dalsze żarty, on zaś brał w nich aktywny udział, wywołując salwy śmiechu, które niosły się za przemierzającą salę Izą aż do samego wejścia na zaplecze.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział XLIX (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz