Anabella – Rozdział XLV (cz. 14)

– Pozwoliłeś mi się wygadać – ciągnęła Iza, przymykając oczy. – Ja też wolałabym rozmowę na żywo, ale nawet przez telefon to już dla mnie duża pomoc. Bardzo ci za to dziękuję.

– Nie zrobiłem jeszcze nic takiego – zaprotestował łagodnie Majk. – Ale zrobię, co tylko mogę. Wiesz, co sobie pomyślałem? Że jak wrócisz do Lublina, to zabiorę cię w takie jedno miejsce… dla mnie bardzo osobiste. Nikt nie wie, że tam jeżdżę, ani tym bardziej po co. Będziesz pierwszą osobą, którą tam zabiorę, i podzielę się z tobą kolejnym kawałkiem mojej nędznej duszy. Pojedziesz tam ze mną, prawda, elfiku?

– Pojadę – zgodziła się natychmiast Iza. – I nawet nie pytam, dokąd, bo z tobą pojadę wszędzie w ciemno. Nawet na koniec świata.

– To niestety nie jest koniec świata – w jego głosie wyczuła, że uśmiecha się, mówiąc te słowa. – Tylko kilka kilometrów od Lublina… Ale jeśli będziesz chciała, możemy udawać, że to koniec świata. Możemy nawet udawać, że to całkiem inny świat. Co ty na to? Sami przed sobą urządzimy takie małe przedstawienie.

– W trybie terapii? – zapytała z uśmiechem.

– W trybie terapii – potwierdził pogodnie. – W tym trybie możemy robić wszystko… nawet udawać, że jesteśmy szczęśliwi, i prawie w to wierzyć. Przynajmniej ja tak mam, kiedy jesteś przy mnie. Kiedy wracasz?

– W niedzielę wieczorem – odparła Iza, czując, jakby nad jej głową powolutku rozwiewały się czarne chmury i wychylało się zza nich błękitne niebo. – W poniedziałek rano muszę już być na uczelni, potem obiad i jeszcze chciałam na chwilę zajrzeć do Szczepcia. Ale wieczorem jak zawsze będę w firmie.

– Dobrze, więc w poniedziałek dogadamy się konkretniej – postanowił Majk. – Mam z tobą jeszcze jedną rzecz do obgadania, ale załatwimy to już, jak wrócisz.

– Dobrze, szefie – uśmiechnęła się Iza.

– Słyszę, że już masz trochę weselszy głos – ucieszył się. – Mały elfik nie będzie już dzisiaj płakał w poduszkę, prawda?

– Nie będzie – zapewniła go Iza. – Już mi dużo lepiej i znowu tak… spokojniej. Nawet czuję, że chyba zasnę bez problemu i pośpię aż do śniadania.

– I tak powinno być – odparł z wyczuwalną radością w głosie. – Już prawie wpół do piątej, czas spać, mały nocny rozbójniku! Nie myśl już teraz ani o nim, ani o tej działce, ani o żadnych innych kłopotach. Postaraj się wyspać, a jutro wszystko będzie wyglądało inaczej, zobaczysz. A gdyby nie przeszło ci do końca – dodał ciszej – i któregoś z tych dni potrzebowałabyś jeszcze się wygadać, to dzwoń do mnie natychmiast, o każdej porze dnia i nocy. Okej? Obiecaj mi to, Izulka.

– Obiecuję, Majk – odpowiedziała szybko. – Będę dzwonić zawsze, kiedy tylko dopadnie mnie taki podły nastrój. Jaka ja byłam głupia, że wcześniej tego nie robiłam…

– No nareszcie! – stwierdził z zadowoleniem. – To mi się podoba! W końcu nauczyłaś się czegoś pożytecznego… Trzeba było trochę na to poczekać, ale lepiej późno niż wcale. A teraz idź spać i nie zaprzątaj sobie główki tymi kłopotami. Twój stary terapeuta będzie o tobie myślał, odciągał od ciebie demony i czuwał nad tobą z daleka. Aha… powiedz mi jeszcze coś – dodał, ściszając nagle głos. – Nie wpada ci tam przypadkiem do pokoju jakieś księżycowe światło?

– Nie – odparła Iza, zdziwiona tym pytaniem. – Nie ma dzisiaj księżyca, jest pochmurno i całkowicie ciemno. Żadnych świateł, jak to na wsi… Dlaczego pytasz?

– A… tak sobie – odparł jakby nieco zmieszany. – To co? Widzimy się w poniedziałek?

– Tak, szefie – uśmiechnęła się.

– W takim razie do poniedziałku. Śpij dobrze, Izula.

– Dziękuję… Ty też śpij dobrze, Michasiu.

Rozłączyła się z uśmiechem i już miała odłożyć telefon na szafkę, lecz tknięta nagłą myślą, zawahała się, cofnęła dłoń i jeszcze raz aktywowała wygaszony już aparat. Wybrawszy z historii ostatnie połączenie, otworzyła edycję kontaktu i wykasowała nazwę Szef 2, po czym zastąpiła ją imieniem Michaś. Następnie odłożyła telefon i ogarnięta błogim spokojem, wtuliła twarz w poduszkę, która już dawno nie wydawała jej się taka miękka i wygodna. Nim zdążyła o czymkolwiek pomyśleć, jej duszę ukołysał słodki sen, a poduszka, przytulna i ciepła niczym najukochańsze na świecie ramiona, zdawała się wydzielać delikatny zapach… kojący, oszałamiająco przyjemny zapach eau de Cologne.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Dalsze części:

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz