Anabella – Rozdział XLVI (cz. 2)

Autobus dojeżdżał już do docelowego przystanku, Iza przygotowała się zatem do wysiadania. Jechała do Lodzi, która w trybie pilnym wezwała ją do siebie za pomocą dramatycznego smsa, co prawda bez precyzowania, o co chodziło, jednak Iza i tak wiedziała, że mogło chodzić tylko o jedno.

„Pewnie psychol znowu ją nachodzi” – myślała z niepokojem, zmierzając z przystanku w stronę bloku, gdzie mieszkali państwo Lewiccy. – „Oby to nie było nic poważnego…”

Poirytowana Lodzia zaraz w pierwszych słowach potwierdziła jej domysły. Poprzedniego popołudnia spotkała Krawczyka twarzą w twarz i to na własnym osiedlu, kiedy wybrała się na spacer z Edziem, a przeciążonego pracą Pabla do wieczora miało nie być w domu.

– Wiedział o tym, że Pabla nie ma, sam mi to powiedział – mówiła zdenerwowana, podając Izie uśmiechniętego od ucha do ucha synka. – Potrzymaj go, Izunia, dobrze? Ty jesteś spokojna, przy tobie nie będzie się denerwował, a ja od wczoraj sprzedaję mu same negatywne emocje. Muszę się uspokoić i jakoś ogarnąć mentalnie, żeby nie przenosić tego syfu na Edika. Uff! Napijesz się czegoś?

– Gorącej herbaty, jeśli można, bo strasznie zimno na dworze – odparła Iza, z radością biorąc z jej rąk niemowlę i tuląc je do siebie. – No, chodź do mnie, Edziulku. Ależ ty urosłeś, mały łobuziaku! Jaki jesteś śliczny! I oczka rzeczywiście masz jak tatuś, teraz widać to jak na dłoni! Miałaś rację, Lodziu.

– Oczywiście – uśmiechnęła się blado Lodzia. – Zauważyłam to od razu, od pierwszej minuty… Chodź do kuchni, Iza, zaparzymy herbatę. Chcesz tę swoją ulubioną malinową od Majka?

– Aha – przytaknęła Iza, wpatrując się z zachwytem w uśmiechającego się do niej chłopca. – Bardzo chętnie. No co, zbójaszku? Już niedługo kończymy trzy miesiące, tak? Taki z nas staruszek? Ach, nie mogę, jak ty się cudownie uśmiechasz… No, Lodziu, mów, jak to było – dodała, poważniejąc. – Zaczepił cię na spacerze? Tak po prostu bezczelnie podszedł do ciebie i zagadał na twoim własnym osiedlu?

– Dokładnie tak – skinęła głową Lodzia, z zaciętą miną wsypując porcję herbaty do imbryka i przygotowując filiżanki. – Wyobraź sobie! Oczywiście musiał tam na mnie czatować już wcześniej, zaparkował to swoje zakichane porsche naprzeciwko naszej klatki… Teraz to chyba zacznę się bać wychodzić z dzieckiem z domu! I w końcu powiem o wszystkim Pablowi, bo już nie dam rady sama, nie wytrzymam z tym, te nerwy mnie wykończą! A już tak się cieszyłam, że ta sprawa się uspokoiła… no i sama widzisz! Jednak nie!

– Opowiedz mi po kolei – poprosiła Iza, siadając na krześle z Edziem w ramionach i z uśmiechem podając mu palec, który dziecko natychmiast chwyciło i ścisnęło w małej piąstce. – Rozumiem, że od tamtej naszej rozmowy w październiku był spokój, psychol nic się nie odzywał i dopiero wczoraj cię zaatakował, tak?

– Tak – potwierdziła Lodzia, zalewając wrzątkiem herbatę, która natychmiast rozniosła po całej kuchni aromatyczny zapach malin. – Właściwie to nie odzywał się od chrzcin Edzia, tyle tylko że znalazłam po czasie ten jego list i zdenerwowałam się… ale on sam siedział cicho prawie sześć tygodni. Więc myślałam, że już może wyluzuje. A tu nagle wczoraj patrzę, a on wychodzi prosto na mnie z parkingu! Ależ się wystraszyłam i roztrzęsłam! Jakbym diabła wcielonego zobaczyła!

– Wyobrażam sobie – westchnęła ze współczuciem Iza. – I co? Przystawiał się do ciebie?

– Oczywiście! – prychnęła Lodzia. – I to jak! Nie będę ci powtarzać, jakie rzeczy mi wygadywał, bo aż mi się niedobrze robi na samo wspomnienie… Wyznania, obietnice… tfu! A najgorsze jest to, co mówił o Pablu. I tego to mu nigdy nie daruję… nigdy!

Jej ręka odstawiająca imbryk na stół zatrzęsła się, a z pięknych błękitnych oczu trysnęły gniewne iskry. Iza patrzyła jak zaklęta, urzeczona jej niezwykłą, oszałamiającą urodą, której silne emocje dodawały jeszcze więcej blasku.

– Co o nim powiedział? – zapytała ostrożnie.

– Bydlak! – fuknęła Lodzia, opadając na krzesło. – Śmiał sugerować, że Pablo… nie, Iza, nie przejdzie mi to przez usta! No dobra, czekaj… niech się uspokoję. Powiedział mi, że ma pewność, że może ze mną spokojnie porozmawiać, bo mój mąż nie wróci do domu przed wieczorem. I że chyba domyślam się, dlaczego… bo wcale nie z powodu pracy… rozumiesz?!

– A to gnojek! – zawołała z oburzeniem Iza. – Jak on śmiał?!

Przed oczami po raz kolejny stanęła jej tak często widywana twarz Pabla wpatrzonego z miłością i zachwytem w oczy ukochanej żony… Sugestia Krawczyka była tak bezczelna i tak obrzydliwa, że jej samej przez moment zrobiło się niedobrze.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1)

Dalsze części:

Rozdział XLVI (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz