Anabella – Rozdział XLVI (cz. 5)

Samochód mknął wąską, pustą drogą wśród oszronionych, nagich już drzew i rozległych pól, gdzie nie widać było żywej duszy ani nawet żadnych zabudowań. Iza z zaciekawieniem obserwowała przez szybę owo pustkowie, które zadziwiało ją nie tyle samo w sobie, co ze względu na dość niewielką odległość od miasta, które zaledwie kilkanaście kilometrów dalej tętniło i buzowało życiem.

– Więc to jest ta twoja pustelnia? – zagadnęła do Majka, kiedy skręcili w węższą z odnóg polnej drogi rozwidlającej się na skrzyżowaniu.

Wiodła ona w stronę nieodległego wzgórza porośniętego kępą drzew, jedynych w promieniu kilku kilometrów, gdzie aż po horyzont rozpościerały się puste, zaorane o tej porze roku pola. Majk skinął twierdząco głową, zerkając na nią z uśmiechem.

– Parkuję tutaj i dalej idę na piechotę – wyjaśnił jej, kiedy zatrzymali się u stóp wzgórza, gdzie coraz bardziej zwężająca się droga kończyła się i zanikała w niewielkich zaroślach obecnie pozbawionych liści. – No dobra, mała… zakładamy teraz czapki i rękawiczki, bo tu potrafi naprawdę nieźle wiać.

Trwało sobotnie popołudnie, kiedy to po wczesnym obiedzie zjedzonym wspólnie z panem Szczepanem oboje znaleźli wreszcie czas, by udać się do miejsca, które Majk obiecał pokazać Izie, kiedy rozmawiali nocą przez telefon. Dojazd z miasta zajął im niewiele ponad kwadrans, jednak zmiana scenerii była tak drastyczna, że Iza miała wrażenie, jakby wylądowali w zupełnie innej rzeczywistości.

Wysiedli z samochodu i smagani szalejącym na pustkowiu listopadowym wiatrem weszli na wzgórze, gdzie wśród kilku nagich, drobniejszych drzew królował wielki dąb o imponująco grubym pniu i gęstych brązowych liściach, które wciąż trzymały się gałęzi. Tylko w jednym miejscu, właśnie za tym pniem, można było stanąć po zawietrznej, co też Majk i Iza instynktownie uczynili. Tylko tam wiatr nie bił po twarzy i nie zatykał oddechu, tylko tam było ciszej i cieplej, jak w spokojnej oazie pośród szalejących sztormowych mórz.

– Jesteśmy na końcu świata? – uśmiechnęła się Iza, szczelniej otulając się kapturem grubej puchowej kurtki, którą na polecenie Majka wzięła dziś zamiast dużo lżejszego wełnianego płaszcza.

– Na samym skraju kuli ziemskiej – zapewnił ją, oparłszy się ramieniem o pień dębu, by jeszcze bardziej zasłonić ją od wiatru. – Dalej już jest chyba tylko piekło.

– Albo niebo – dodała, wpatrując się z fascynacją w rozległy, surowy krajobraz widoczny aż po horyzont ze wzniesienia, na którym się znajdowali. – Dzisiaj jest zimno i ponuro, ale w lecie musi tu być bardzo pięknie.

– Może i tak – zgodził się bez przekonania Majk. – Zawsze, kiedy tu przyjeżdżam, jestem w takim podłym nastroju, że nie zwracam uwagi na jakieś tam piękno przyrody. Właściwie to… dzisiaj jest pierwszy raz, kiedy przyjechałem tu w dobrym humorze.

– Czyli to jest taka twoja ściana płaczu? – domyśliła się Iza, podnosząc na niego wzrok.

Napotkała poważne spojrzenie jego stalowoszarych oczu, których barwa doskonale zgrywała się z szaro-brunatnym jesiennym krajobrazem.

– Raczej planeta ryku i wrzasku – sprostował ze smutnym uśmiechem. – W najgorszych momentach rozpaczy przyjeżdżałem tu, żeby wywalić z siebie emocje. Inaczej bym oszalał.

– Ach! – szepnęła ze współczuciem. – Rozumiem.

Rozglądała się teraz w skupionym i pełnym szacunku milczeniu, jakby wśród tych rozległych pól, które dotąd wydawały jej się zwyczajnym pustkowiem, próbowała uchwycić szóstym zmysłem echo dawnego krzyku rozpaczy Majka. Miała wrażenie, że w owym dziwnym miejscu, jak nigdzie indziej, może czytać jak w książce w duszy swego towarzysza… w duszy tego coraz droższego jej sercu przyjaciela, który przyprowadził ją dziś tutaj niczym do świątyni. Rozumiała doskonale, jak intymne musiało być dla niego to wyznanie i jak ogromny ciężar gatunkowy miało odkrycie przed nią tajemnicy, o którą zapewne nikt by go nie podejrzewał. Poczuła się przy tym kimś wyjątkowym, wybranym spośród miliardów innych ludzi i myśl ta sprawiła jej nagle cichą radość, która zdawała się sięgać najgłębszych sfer jej duszy.

Nagle przyszło jej do głowy, że taka pusta, szaro-bura równina, gdzie człowiek może być sam ze sobą, byłaby doskonałym miejscem na modlitwę… i że Bóg na pewno by jej wysłuchał… lecz czy Majk umiał się tu modlić? Wątpiła w to szczerze. Jeśli już, to chyba do diabła…

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4)

Dalsze części:

Rozdział XLVI (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz