Anabella – Rozdział XLVI (cz. 6)

– Koniec świata – wyszeptała wreszcie po kilku długich minutach, podczas których słychać było tylko szum wiatru w liściach dębu. – Więc istnieje takie miejsce…

– Tak, elfiku – odszepnął. – Czujesz to, prawda?

– Czuję, Michasiu – pokiwała głową, opierając się plecami o pień dębu i przymykając oczy. – Czuję to, jakbym była tobą samym. Cierpiałeś tu bardzo… ale też odnajdywałeś ulgę.

– Dokładnie tak – odparł cicho. – Wiedziałem, że ty jedna możesz to zrozumieć. Już dawno wpadło mi do głowy, żeby kiedyś przywieźć cię tutaj w trybie terapii. Ale dotąd nie miałem odwagi. Zawsze byłem tu sam, na tym to zresztą polegało… na całkowitej samotności… A teraz jesteś jedyną osobą, która wie o tym miejscu i o jego roli w moim życiu. Jedyną, przed którą nie wstydzę się do tego przyznać.

Poczuła, że ogarnia ją ramieniem, oderwała zatem plecy od pnia drzewa i nie otwierając oczu, przytuliła głowę do jego piersi, jak zawsze gdy ładowali sobie wzajemnie baterie energią pochodzącą z tajemnego paktu ich dusz. Stali tak długo w milczeniu, osłonięci od wiatru wielkim pniem starego dębu, w miejscu, które było końcem świata i samotnym azylem Majka… azylem, który ów pozwolił jej dziś ze sobą dzielić. Przez myśl Izy przebiegło, że znowu czuje się tak spokojnie i dobrze jak na cmentarzu, gdy wpatrywali się w znicze płonące na grobie Hani… i że w takich chwilach wszystkie jej problemy i cierpienia złamanego serca są odległe niczym planety innej galaktyki.

– Często tu przyjeżdżasz? – zapytała w końcu, otwierając oczy i wpatrując się w pochmurne, ciemniejące już powoli niebo oraz w linię, gdzie spotykało się ono z ziemią.

– Różnie – odparł Majk, również zatrzymując wzrok na tej samej odległej linii horyzontu. – Bywało, że przyjeżdżałem po kilka razy w miesiącu, a czasami nie było mnie tu i pół roku. Nie zawsze wrzeszczałem, czasami tylko stałem godzinami i patrzyłem przed siebie… Ostatnio byłem tu na początku października… parę dni przed tym, jak wypiłaś za mnie brandy… ale nie pomogło mi ani medytowanie, ani darcie ryja. Nic mi wtedy nie pomagało, chociaż próbowałem różnych rzeczy. Dopiero twoja terapia postawiła mnie na nogi.

– Tak jak mnie w Korytkowie twój nocny telefon – uśmiechnęła się leciutko Iza. – Chyba wychodzi na to, że nie ma lepszego lekarstwa na smutek niż drugi człowiek, który rozumie, co nam w duszy gra.

– Zdecydowanie – przyznał Majk, mocniej otulając ją ramieniem. – Poczułem to na własnej skórze. Kiedy mogę wygadać się przed tobą i poprzytulać się do ciebie w trybie terapii, o wiele szybciej opuszczają mnie demony. I rzadziej przychodzą. A od czasu tej nieszczęsnej brandy, odkąd pozwalasz mi regularnie ładować baterie magiczną elfikową energią, to już w ogóle jestem jak nowonarodzony… prawie jak Edek! – dodał weselej, na co oboje prychnęli śmiechem. – Tak, Iza – spoważniał znowu. – Drugi człowiek, który nas rozumie i któremu można naprawdę zaufać, to najlepsze, co może przytrafić się w życiu. W moim przypadku to jest mały dobry elfik, który, sam o tym nie wiedząc, przyjechał mi na ratunek z jakiegoś dalekiego Korytkowa.

Iza uśmiechnęła się i znów na dłuższą chwilę zapanowało milczenie.

– A skoro już wspomniałaś o tamtym telefonie, to powiedz mi… jak się teraz czujesz? – podjął Majk. – Wydaje mi się, że jest lepiej, bo masz wesołą buzię i nie widzę w twoich oczach tego potwornego smutku, który już dość dobrze znam. A z drugiej strony wiem, że pozory mogą czasem mylić.

– Tym razem nie mylą – zapewniła go Iza. – Czuję się o wiele lepiej… nieporównywalnie lepiej… prawie całkiem dobrze. To cholerstwo pewnie jeszcze wróci i dobije mnie, jak będą zbliżać się święta… no i te zaręczyny… ale na razie nie chcę o tym myśleć. Teraz mam taki fajny czas, że jestem z tym prawie całkowicie pogodzona, wolę skupiać się na pracy, uczyć się języka i działać na wszystkich frontach do utraty sił. To mi dobrze robi. W środku nocy po powrocie z pracy zasypiam jak kamień i o niczym już nie myślę.

– Aha, ja też to znam – zgodził się Majk. – To jest bardzo skuteczny system. Rzucasz się w wir pracy, żeby zająć sobie każdą minutę i nie mieć czasu na rozpamiętywanie smętów.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XLVI (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz