Anabella – Rozdział XLVI (cz. 7)

– Właśnie – pokiwała głową, wpatrując się w rozległe pola coraz bardziej okrywające się zasłoną zapadającego zmierzchu. – Wiesz, Majk? Fajny jest ten twój koniec świata. Tak tu cicho i spokojnie, nawet pomimo tego wiatru… można usłyszeć własne myśli… Musisz mi obiecać, że jeszcze kiedyś mnie tu zabierzesz – dodała, odchylając głowę, by podnieść na niego oczy. – Najlepiej w lecie, jak będzie ciepło i zielono. Obiecasz mi to?

– Oczywiście – uśmiechnął się. – Chętnie przywiozę cię tu na wiosnę czy w lecie. A raczej ty przywieziesz mnie.

– Ja? – zdziwiła się. – Niby jak? Nie prowadzę samochodu, a tu chyba nie da się dojechać inaczej.

– Nie da się – przyznał Majk. – I to jest właśnie coś, o czym koniecznie muszę z tobą porozmawiać. Teraz, korzystając z okazji, bo potem, jak wpadniemy do naszego codziennego kotła w firmie, znowu nie będzie czasu. Ad rem. Chciałbym, żebyś po Nowym Roku zapisała się na kurs na prawo jazdy. Oczywiście na koszt firmy, w ramach rozwoju kadry.

– Ja? Na prawo jazdy? – zaniepokoiła się Iza.

– Wprawdzie nie chcę narzucać ci tego odgórnie, bo wiem, że masz milion obowiązków – ciągnął spokojnie. – Ale może uda się jakoś wpleść to w twój napięty grafik, co, elfiku? Zależy mi na tym, żeby wszyscy stali pracownicy na najodpowiedzialniejszych stanowiskach w firmie mieli prawko. Chłopaki mają, niektóre kelnerki też, ale na twoim zależy mi szczególnie. Jesteś moją zastępczynią i plenipotentką, a nigdy nie wiadomo, co się zdarzy i gdzie nagle trzeba będzie podjechać. Zawsze w takich sytuacjach podwozi cię Chudy, ale sama rozumiesz…

– Jasne, szefie – przerwała mu z powagą Iza. – Rozumiem. Polecenie służbowe to polecenie służbowe, z tym nie ma dyskusji. Wykonam wszystko, co każesz.

– Kochane stworzonko – uśmiechnął się Majk, odwracając ją twarzą ku sobie i ogarniając ją obydwoma ramionami. – Dobra dusza i niezawodny człowiek. Chodź do mnie, elfiku.

Iza posłusznie wtuliła się w niego, objąwszy go jak zawsze wpół, i zatopiła zaróżowiony od zimnego wiatru policzek w fałdach jego zimowej kurtki. Były chłodne, ale sama faktura znajomej czarnej skóry sprawiła jej przyjemność. Wokół zapadał coraz gęstszy zmrok późnego listopadowego popołudnia i wiatr zdawał się wiać coraz mocniej.

– Nie zimno ci? – zapytał z troską Majk.

– Nie – pokręciła głową. – Kazałeś mi ubrać się ciepło, więc mam moją najgrubszą zimową kurtkę, a pod spodem jeszcze sweter. Do tego czapka i rękawiczki… i jest mi cieplutko. A tobie? – zaniepokoiła się.

– Mnie jest super – zapewnił ją łagodnie. – Jeszcze nigdy na tym końcu świata nie było mi tak dobrze jak dzisiaj. Wiedziałem, że muszę cię tu przywieźć. Odczarowałaś mi już tyle złych skojarzeń, Iza… A wiesz, że znowu śniła mi się ta cyganka spod Leroy Merlin? – dodał innym, jeszcze bardziej poufnym tonem. – Chyba zaczyna mnie już prześladować. Zwłaszcza że mam wrażenie, że wtedy wyglądała inaczej, a przecież wiem, że to ta sama… Miała takie niesamowite, czarne oczy.

Iza aż zdrętwiała z wrażenia.

– Co mówiła tym razem? – zapytała w napięciu.

– Tym razem nic – odparł w zamyśleniu. – Patrzyła tylko na mnie, uśmiechała się i kiwała głową, jakby chciała mi powiedzieć, że wszystko jest okej. Dziwne to trochę… Wiesz? Ostatnio próbowałem skupić się i przypomnieć sobie, co ona mi wtedy nawygadywała… wtedy, co to niby wróżyła mi z ręki. Niektóre rzeczy sobie przypomniałem, innych nie, ale i tak niewiele z tego rozumiem. Mówiła o szczęściu… Pewnie głupi jestem jak but, że w ogóle zaprzątam sobie tym głowę, ale to dlatego, że przyśniła mi się już drugi raz, i to po takim czasie… Dziwne to wszystko, naprawdę.

– Dziwne – przyznała szeptem Iza.

Całe jej ciało ogarnęło teraz mimowolne drżenie na wspomnienie zarówno tamtej sytuacji sprzed pół roku, jak i jej innych spotkań z panią Ziutą – spotkań, które w lipcu, po rozmowie na peronie pod Radzyniem, urwały się jak nożem uciął i już więcej nie wróciły. Jednak dlaczego teraz doświadczał tego Majk? Przecież on nie miał z panią Ziutą nic wspólnego… Może to działało jak jakiś zaraźliwy wirus, a on został nim dotknięty tylko przez to, że wtedy przypadkowo towarzyszył jej pod Leroy Merlin? Pierwotnie miała przecież jechać tam z Chudym… Czy gdyby tak się stało, dziś pani Ziuta śniłaby się nie Majkowi, a Chudemu?

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział XLVI (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz