Anabella – Rozdział XLVIII (cz. 11)

– Zjedz jeszcze trochę tej surówki, Szczepciu – poprosiła Iza, wskazując na talerz. – Warzywa trzeba jeść, to dobrze działa na odporność.

Pan Szczepan posłusznie pochylił się nad talerzem, powoli nabrał surówki na widelec i podniósł go do ust. Co prawda z racji tego, że ostatnio dość mocno trzęsły mu się ręce, część porcji spadła z powrotem na talerz, jednak druga część trafiła do ust i staruszek przeżuwał ją nieśpiesznie, jakby w zwolnionym tempie, które charakteryzowało ostatnio wszystkie jego gesty i czynności.

Spowolnienie to, połączone z dalszą utratą wagi, niepokoiło zarówno Izę, jak i Majka do tego stopnia, że dzień wcześniej zamówili dla niego domową wizytę lekarską w celu osłuchania go i pobrania próbek krwi do badań laboratoryjnych. Był to pomysł, który kilka tygodni wcześniej podpowiedziała Majkowi znajoma pielęgniarka jego babci – skoro pacjent nie chciał iść na badania do szpitala, należało w sterylny sposób pobrać próbki u niego w domu i w dniu wczorajszym zostało to wykonane już po raz trzeci. Badania krwi, poza lekką anemią, nie wykazały niczego niepokojącego, gorzej natomiast stan zdrowia staruszka prezentował się od strony kardiologicznej. Krótko mówiąc, jego serce działało coraz słabiej, na to jednak w jego wieku nie było już innej rady niż regularne przyjmowanie przepisanych leków.

Iza przyniosła dziś panu Szczepanowi pełny obiad i usiadłszy z nim w kuchni, pilnowała, żeby zjadł jak najwięcej. Trwało to już ponad godzinę, więc przy okazji dziewczyna gawędziła z nim na wszelkie możliwe tematy, opowiadając mu o tym, czym żyła w ostatnich dniach. Staruszek, którego umysł na szczęście zachował pełną jasność, słuchał jej z wielkim zaciekawieniem i uwagą, powolutku przeżuwając swój obiad.

– Rodzice Kacpra przyjechali przedwczoraj i dogadali się już z adwokatami – relacjonowała mu Iza. – Kacper ma decyzję o areszcie tymczasowym. Sytuacja jest niedobra, bo ten człowiek, którego pobił, ma poważne rany głowy i lekarze dopiero teraz mają wybudzać go ze śpiączki. Dużo będzie zależało od jego stanu zdrowia, od tego, czy wyjdzie z tego bez szwanku, czy będzie miał trwały uszczerbek na zdrowiu… Jego też mi szkoda – westchnęła. – To młody człowiek, dwadzieścia trzy lata… gdyby miał na tym trwale ucierpieć, to… nie, nie wyobrażam sobie tego – pokręciła głową z zafrasowaniem. – Na szczęście nie ma już obaw o jego życie, bo na początku nawet ono było zagrożone… Ważne będą też ustalenia policji, kto zaczął, kto prowokował, jak doszło do obrażeń… ale jeśli stan zdrowia tego chłopaka nie poprawi się, to będzie słabo. Bardzo słabo.

Pan Szczepan ostrożnie przełknął kolejną porcję surówki i powoli pokiwał głową.

– Ale co zrobisz, Izulka? – odparł, odkładając widelec na talerz i niemrawym gestem sięgając po szklankę z kompotem. – Nie możesz bronić bandyty. Sama wiesz, że ten Kacper źle zrobił. Bardzo źle…

– Wiem, Szczepciu – przyznała Iza. – I ja go wcale nie bronię, to oczywiste, że źle zrobił i na pewno poniesie za to karę. Sama uważam, że powinien ją ponieść dla własnego dobra. Pan Stasio też. Oboje doszliśmy wczoraj do wniosku, że może to jest na niego jedyny sposób, żeby wreszcie się opamiętał. Ale z drugiej strony, gdyby to miało być kilka lat bezwzględnego więzienia… On też jest młody, ma całe życie przed sobą, a przecież nie zrobił tego z premedytacją, tylko ze zwyczajnej głupoty. On teraz rozumie swój błąd i żałuje tego, co wykonał. Szkoda, że tak późno… Ale mimo wszystko trzeba go bronić, bo tamten też nie był bez winy, świadkowie widzieli, jak walił Kacpra butelką po piwie po głowie. To też mogło źle się skończyć.

– No to w takim razie dwóch bandytów – stwierdził pan Szczepan. – Jeden wart drugiego.

– Niby tak – westchnęła Iza. – Ale ja nie jestem taka radykalna, Szczepciu. Wolę myśleć o tym tak, że to było niepotrzebne i tragiczne w skutkach starcie dwóch głupich chłopaków, którzy z własnej winy wzajemnie narobili sobie krzywdy… i oby przez to nie skopali sobie całego życia… A Kacper jest dla mnie jak niegrzeczny, nieposłuszny, ale kochany brat. I nawet jeśli wiem, że źle zrobił, to żałuję go i chciałabym jakoś mu pomóc.

– No tak, Izulka, no tak – pokiwał głową staruszek. – Nie gniewaj się na mnie. Ja tak tylko gadam, bo ciągle się boję, żebyś ty się, nie daj Panie Boże, nie zapatrzyła na takiego łobuza jak on… jak przecież masz pod ręką kogoś sto razy lepszego… Ale ja temu chłopakowi dobrze życzę – zaznaczył z powagą. – I oby z niego jeszcze co dobrego wyrosło. To mówisz, że będzie miał dwóch adwokatów?

– Nie do końca – sprostowała Iza. – Ale w pewnym sensie tak. Sprawę Kacpra będzie prowadził taki młody, bardzo sympatyczny pan na aplikacji adwokackiej, pan Maciej. A nadzorował go będzie doświadczony adwokat, który jest jego opiekunem merytorycznym, mąż mojej koleżanki i wieloletni przyjaciel Michasia. Będą go bronić, jak mogą, chociaż oczywiście bez kary się nie obędzie, tu nie ma żadnych wątpliwości.

Sprawa Kacpra rzeczywiście przedstawiała się nie za wesoło. Już sama decyzja o aresztowaniu tymczasowym wskazywała na powagę sytuacji, oznaczało to bowiem, że Kacprowi może grozić kara pozbawienia wolności powyżej roku. Potwierdził to zresztą aplikant Pabla, młody, sympatyczny prawnik, którego Iza osobiście poznała przy okazji spotkania z rodzicami Kacpra. Ci przyjechali do Lublina nazajutrz po zatrzymaniu syna przez policję i z radością przystali na propozycję pomocy prawnej, jaką za pośrednictwem Izy i Majka zaoferował Pablo. Ten ostatni, choć do prowadzenia sprawy oddelegował aplikanta, przez pierwsze dwa dni wspomagał go osobiście i to z nim Kacper odbył swą pierwszą poważną rozmowę. Rodzice chłopaka, którzy ze względu na obowiązki zawodowe nie mogli zostać w Lublinie dłużej niż dwa dni, udzielili pełnomocnictwa do otrzymywania informacji na temat syna panu Stanisławowi, a w jego zastępstwie także Izie, jednak ani jedno, ani drugie nie dostało pozwolenia na zobaczenie się z Kacprem choćby na krótki moment.

– Przy areszcie tymczasowym na kontakt z bliskimi trzeba mieć zgodę sądu – wyjaśniła smutno panu Szczepanowi Iza. – Więc na razie musimy poczekać. Chciałabym, żeby pozwolili nam chociaż raz zobaczyć go przed świętami. Paczkę jakąś mu przynieść, porozmawiać trochę… Bo na święta to go raczej nie wypuszczą – westchnęła. – Może po Nowym Roku coś się wyjaśni, chociaż czarno to widzę… No, ale już wystarczy tego tematu, Szczepciu – przerwała samej sobie, podsuwając staruszkowi talerzyk z pokrojonym bananem. – Zjedz teraz na deser trochę banana, a ja opowiem ci o czymś innym. No, powiedz mi… o czym chciałbyś posłuchać?

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział XLVIII (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz