Anabella – Rozdział XLVIII (cz. 13)

– A wracając do prawka – podjęła Marta, popijając łyk kawy z papierowego kubeczka. – Ja oczywiście zapisałabym się na razie tylko na kategorię A.

– Ach, tylko na motocykl? – roześmiała się Iza. – Jasna sprawa! Przynajmniej na kursie będziesz miała okazję trochę sobie pojeździć! Chociaż wiatru we włosach chyba za dużo nie złapiesz, bo tam obowiązują ograniczenia prędkości.

– To nic, odbiję sobie potem – zapewniła ją swobodnie Marta. – Za jakiś czas kupię sobie własną yamahę, przekonałam się na sto procent do tego modelu, co ma Dan. Super się prowadzi, zresztą dla mnie cięższy odpada, bo…

– Skąd wiesz, jak się prowadzi? – przerwała jej zdziwiona Iza. – Daniel dawał ci kierować?

– Aha – uśmiechnęła się figlarnie Marta, kładąc palec na ustach. – Tylko ciiiicho… Jeden raz, daleko za miastem, nie było żadnego niebezpieczeństwa dla innych. Dla nas też, bo jechałam powoli, Dan nie pozwolił mi przekraczać czterdziestu na godzinę. Dopiero się uczę, więc wiadomo… Szaleć będę dopiero, jak zrobię prawko i nabiorę trochę doświadczenia na własnym sprzęcie.

Iza przyglądała jej się spod oka. Od kilku tygodni, od pamiętnego spotkania z Radkiem na holu uczelni, Marta nie wspomniała o nim ani jednym słowem. Ona sama też nie poruszała tego niewygodnego tematu, a od Daniela, z którym spotkała się od tego czasu kilka razy, wiedziała, że na wycieczkach motocyklowych Marta miała jak najlepszy humor i zdawała się zupełnie nie myśleć o swoich sercowych ranach.

Daniel wziął sobie do serca prośbę Izy o pomoc w oderwaniu nieszczęśliwej koleżanki od złych myśli i zanim na dobre spadł śnieg, dwa lub trzy razy zabrał Martę na przejażdżkę motocyklową, za każdym razem załatwiając dla niej skórzany kombinezon, aby się nie przeziębiła. Iza, która jednego z wieczorów wybrała się z Danielem na obiecany seans do kina, a w samej końcówce listopada spotkała się z nim na krótkiej prywatce u Lodzi, kiedy to koledzy i koleżanki przyszli popodziwiać trzymiesięcznego już Edzia, przez większość czasu rozmawiała z nim właściwie tylko o Marcie. Nie wiedzieć kiedy przyjacielska walka o spokój jej ducha stała się tematem numer jeden ich rozmów, częściowo zapewne dlatego, że oboje czerpali szczerą satysfakcję z pomocy zranionej dziewczynie, a może także z uwagi na to, że był to dla nich neutralny temat dyżurny, na który zawsze mogli zejść, gdy rozmowa w jakikolwiek sposób stawała się niezręczna.

Tak czy inaczej Iza zauważyła, że od kilku tygodni Marta nie wspominała o Radku, ona zaś nie chciała poruszać tego drażliwego tematu, by nie psuć jej humoru. Z radością obserwowała, jak z tygodnia na tydzień dziewczyna zdawała się odżywać, jej twarz powolutku nabierała dawnego zdrowego koloru, oczy blasku, a cienie smutku i melancholii coraz rzadziej przebiegały przez jej twarz. Od zerwania z niewiernym chłopakiem i pierwszej fali rozpaczy minęły już dwa miesiące… a może tylko dwa? Dla Izy, która swe stałe uczucie nosiła w sercu od kilkunastu lat, owe dwa miesiące byłyby nic nieznaczącym mgnieniem oka, jednak dla Marty wydawały się być ogromnym etapem przebytym na drodze od piekła rozpaczy ku przynajmniej względnemu uleczeniu najcięższych ran.

– Jesteś szalona, Martusiu – uśmiechnęła się Iza, popijając swoją kawę. – Na początku nie wiedziałam, że masz taką pasję, przez prawie cały pierwszy rok nie przyznawałaś się do tego ani słowem. A to jest przecież bardzo sympatyczne i oryginalne… To co, podać ci nazwę i adres mojej szkoły nauki jazdy? Pewnie nie będziemy chodzić razem, bo interesuje nas egzamin na inne kategorie, ale zawsze będzie o czym pogadać.

– Jasne – kiwnęła energicznie głową Marta. – Odwalimy teorię, póki jest śnieg i mróz, a jak zrobi się cieplej, będziemy ćwiczyć praktycznie. Dan obiecał, że pouczy mnie jeszcze trochę techniki na swoim sprzęcie gdzieś za miastem, ale muszę jak najszybciej dozbierać kasy na własny. Mam już sporo, a tata obiecał dołożyć mi większy zastrzyk na urodziny, więc liczę, że w wakacje dałoby się coś kupić.

Jej twarz przybrała wyraz rozmarzenia, a oczy jej rozbłysły. Iza słuchała i obserwowała ją z uśmiechem, nadal popijając kawę. Za wielkim oknem holu, tuż za szybą przy której siedziały, rozpadał się gęsty, biały śnieg…

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Dalsze części:

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz