Anabella – Rozdział XV (cz. 10)

– No już, Kacper, spokojnie – wtrąciła pojednawczym tonem Iza. – Nie burz się, przecież ja tak tylko sobie zażartowałam z tą kucharką… Masz rację, każdy robi ze swoim życiem, co uważa za stosowne, i dopóki innym nie robi krzywdy, to nikomu nic do tego. Chcesz jeszcze trochę sałatki?

– A pewnie, daj – rozpogodził się znowu Kacper. – Super doprawiłaś te ogóry, niebo w gębie normalnie… No bo wiesz – podjął po chwili łagodniejszym tonem, zwracając się tylko do Izy i ostentacyjnie ignorując stryja. – Ja nie mówię, że rodzina to zła rzecz… Może nawet kiedyś o tym pomyślę. Ale to tak dopiero na starość, jak już mi wital spadnie. Ty nic z tego nie rozumiesz, bo masz tę swoją inwersję… czy tam awersję… A ja za jurny facet jestem, żeby się bawić w jakieś obowiązki. Zresztą… miałbym tylko jedną wybrać? Jak ty chcesz, żebym ja się zdecydował? Każda przecież jest inna, a ja kocham wszystkie, tylko każdą za co innego… Jakbym wybrał Bożenkę, to zawsze żałowałbym, że nie wybrałem Marzenki albo Reginki… a jakbym wybrał Reginkę albo Marzenkę… albo nawet Anetkę… to z kolei bym żałował, że nie wybrałem Bożenki. A z drugiej strony…

– Kacper, daj już spokój i kończ jedzenie – przerwała mu z rozbawieniem Iza. – Ty kompletnie nic z tych rzeczy nie rozumiesz… Może i masz doświadczenie z kobietami, tylko że nie tego rodzaju, co trzeba. I w ogóle nie masz zielonego pojęcia, o czym my ci tu mówimy. Ale spokojnie, mamy czas. Poczekamy cierpliwie, aż wreszcie trafi cię na poważnie, i wtedy dopiero o tym pogadamy, okej?

– Nie trafi mnie – zapewnił ją stanowczym tonem Kacper, przełykając ostatnią porcję sałatki i sięgając po szklankę z kompotem. – Jak już kiedyś się zdecyduję, żeby wybrać jedną i pobawić się w rodzinę… bo mówię stryjowi, że nie wykluczam, tylko niech mnie stary cap nie przyciska, sam muszę!… no to wtedy wybiorę ją na rozum i z zimną krwią. Żadne tam zakochanie! – prychnął kpiąco. – Już ci mówiłem, Iza, że zakochany to ja jestem cały czas i to mi wystarczy. A jakbym miał się na jakąś zdecydować, to takie warunki postawię, że hej…

– Warunki postawisz? – pokiwał z politowaniem głową pan Stanisław. – Ty byś najpierw na siebie popatrzył, co sam masz w ofercie…

– I co mi stryj bez przerwy przygaduje? – fuknął Kacper. – Zdziwiłbyś się, stary zgredzie, jaka kolejka by się ustawiła! Kobitki za mną przepadają – oznajmił dumnie. – I niechbym słówko szepnął… żadna by mi nie odmówiła!

– Chwalipięta – mruknął pan Stanisław. – Żebyś się kiedyś nie doigrał…

– Kacper, a jak tam z pracą? – zmieniła na wszelki wypadek temat Iza. – Mówiłeś, że Adaś coś ci tam załatwił? To już pewne?

– Pewne na mur – odparł Kacper, rzucając gospodarzowi ostrzegawcze spojrzenie i odstawiając pustą szklankę na stół. – Dzięki, Iza, pyszne było. Żarcie na sto dwa. A z robotą, to tak, jak mówiłem… Adaś ma wjazd do Lafarge, to taka francuska firma… może nawet słyszałaś, bo ty jesteś mocna w tych francuskich sprawach…

– Owszem, coś mi się obiło o uszy – przyznała po chwili zastanowienia Iza. – To chyba jakaś większa firma budowlana?

– Dokładnie – skinął głową Kacper z miną znawcy. – Mają przedstawicielstwo w Polsce i Adasia wujo tam pracuje na wysokim stanowisku. Jak nasz szef rozwiązał firmę, to Adaś zaraz uderzył do wuja i ten go wciągnął, bo akurat potrzebują ludzi z doświadczeniem na budowie. No i Adaś nagrał też robotę dla mnie i dla Jacka. W poniedziałek podpisujemy umowy, a od pierwszego marca ruszamy z robotą.

– A warunki masz dobre? – zaciekawił się pan Stanisław.

– Dużo lepsze, niż miałem – zapewnił go Kacper. – Kasa w dechę, no i zapewniają dojazd busem z Lublina na budowę, bo to będzie gdzieś w terenie, chyba pod Zamościem.

– No to się chwali – w głosie gospodarza zabrzmiało coś w rodzaju uznania. – Przynajmniej od tej strony trochę się ogarnąłeś, jak widzę… a to już coś.

– A co, stryj to się pewnie gryzł, że już mu sianka za lokal nie będę odpalał? – zaśmiał się kpiąco Kacper. – Spokojna głowa, stary capie, ja jestem człowiek honoru… Do żarcia też dalej będę się dokładał, bo ten deal, że my we dwóch fundujemy zakupy, a Iza gotuje, to jest normalnie pomysł tysiąclecia!

– Możemy dalej to ciągnąć – zgodziła się ostrożnie Iza. – Chociaż u mnie teraz czas trochę się skurczy, bo w pracy rozważam przejście od nowej umowy na trzy czwarte etatu.

– To już nową umowę będzie pani podpisywać? – zdziwił się pan Stanisław. – Ależ to poleciało…

– Tak, pracuję tam już prawie dwa miesiące – uśmiechnęła się Iza. – A teraz szef zaproponował mi trzy czwarte etatu, w najbliższych dniach mam mu dać odpowiedź.

– I co planujesz? – zainteresował się Kacper.

– Skłaniam się, żeby spróbować – odparła Iza, podnosząc się z krzesła, by pozbierać puste naczynia ze stołu. – Policzyłam już sobie wszystko i powinnam dać radę, bo praca jest tylko wieczorami i w nocy, więc przed osiemnastą będę mieć czas na naukę i inne sprawy. A dodatkowe pieniądze przecież nie leżą na ulicy…

– Byle miała pani kiedy się wyspać – zauważył pan sceptycznie Stanisław. – Już i tak późno pani wraca, w weekendy to nawet w środku nocy… Żeby się pani nie przepracowała.

– Ja tak nawet lubię, panie Stasiu – zapewniła go łagodnie Iza. – Lubię zmęczyć się i dobrze wykorzystać czas, bo nie mam go wtedy za wiele na myślenie o… o niepotrzebnych rzeczach. Ważne, żebym organizacyjnie dała radę, a z fizyczną stroną to już nie będzie problemu.

– Mocna z ciebie kobitka – pokiwał z uznaniem głową Kacper.

– Dobra i pracowita – przyznał pan Stanisław. – I ładna. Oby tylko trafiła pani na jakiegoś dobrego chłopaka, a nie na łobuza…

– O tym na razie nie myślę, panie Stasiu – zapewniła go zachowawczo Iza.

– A nie, ja tak tylko sobie mówię, pani Izo – wycofał się skwapliwie gospodarz, przyglądając się z niepokojem jej posmutniałej nagle twarzy. – Po prostu pomyślałem, że takiej dziewczyny jak pani strasznie szkoda by było dla byle kogo. Ale co ja będę gadał, jeszcze pani się na mnie pogniewa… Nad tym to już niech Opatrzność czuwa.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XV (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz