Anabella – Rozdział XV (cz. 11)

– Uff, trochę się przerzedziło – odetchnęła z ulgą Klaudia, odkładając tacę na blat baru. – Najgorsza była ta banda przy drzwiach, Chudy z Tomem mieli dzisiaj ostrą robotę. A ja dosłownie nóg nie czuję po tym maratonie… Która godzina?

– Za dwadzieścia druga – odparła Iza, zerkając na zegar wiszący nad barem.

Sobotni wieczór okazał się wyjątkowo ciężki. Jako że na uczelniach rozpoczął się drugi semestr, do Lublina masowo wrócili zamiejscowi studenci, którzy, spragnieni rozrywki i spotkań towarzyskich, szturmowali dziś nocne kluby. Renomowana Anabella cieszyła się szczególną popularnością, tym bardziej, że tego wieczoru zorganizowano w niej dyskotekę ze starą muzyką rockową, czyli jedną z tych imprez, z jakich klub słynął już od kilku ładnych lat.

Iza przesunęła dłonią po czole i przetarła palcami zmęczone oczy, siłą woli tłumiąc potężne ziewnięcie. Ona również, jak Klaudia, słaniała się już na nogach, a w uszach huczało jej od głośno grającej muzyki, którą Antek, na polecenie Majka, wyłączył dopiero po pierwszej nad ranem. Rozbawieni i wytańczeni goście po kolei zbierali się do wyjścia i coraz tłumniej opuszczali lokal ku wielkiej uldze wykończonej dziś wyjątkowo ekipy.

– Zbieramy wszystko ze stołów, dziewczyny wrzucą naczynia na zmywarkę, a my przygotowujemy salę pod sprzątanie – nakazała kelnerkom Basia. – Zacznijcie od lewej pod ścianą, tam już się najbardziej pozwalniało… Szefie, jeszcze z pół godziny nam to zajmie – dodała na widok Majka, który właśnie wrócił z głębi sali, gdzie pomagał Antkowi odłączyć nagłośnienie. – Musimy założyć krzesła na stoliki, a jest nas tylko cztery, bo dziewczyny w kuchni mają górę zmywania.

– Zostaw, Basiu, my wam zaraz pomożemy – odparł Majk, zerkając ukradkiem na Izę. – Antek skończy i zaraz go zwinę, staniemy z Chudym we trzech do tych krzeseł, a wy zbierzcie tylko fanty ze stolików. Z podłogi nic nie podnoście, rano sprzątaczki poradzą sobie z tym syfem, za to im w końcu płacimy…

Znów zerknął spod oka na Izę, która, pochwyciwszy to znaczące spojrzenie, rozłożyła ręce w dyskretnym geście bezradności. Przez cały wieczór Majk usiłował nawiązać z nią umówioną rozmowę na temat pana Szczepana, jednak jak dotąd nie udało im się wygospodarować na to ani jednej wolnej minuty. Nawet teraz, po zakończeniu dyskoteki, pracy było tak dużo, a każda para rąk tak cenna, że nie było mowy o jakichkolwiek pogawędkach poza protokołem.

Kiedy wreszcie sala została przygotowana pod poranną interwencję firmy sprzątającej, Iza i Klaudia udały się do kuchni, aby pomóc dwóm zmęczonym kucharkom w dokończeniu porządków i wyjęciu naczyń ze zmywarek. Sprawiło to, że wszystkie cztery udały się do swojej szatni dopiero kwadrans po drugiej, kiedy Basia, Antek i Chudy wyszli już do domu, a na posterunku został tylko nadzorujący wszystko Majk.

– Iza? – zagadnął ją, kiedy w pełni już ubrana w zimowy płaszcz, szalik i czapkę wychodziła z szatni za Klaudią, Elizą i Dorotą.

– Tak, szefie?

– Zostań ze mną jeszcze kwadrans, pomożesz mi wszystko pozamykać – oznajmił neutralnym tonem, podrzucając w dłoni pęk kluczy.

Pozostałe dziewczyny obejrzały się na nich z podejrzliwymi minami i wymieniły zdezorientowane spojrzenia. Żadna jednak nie odważyła się skomentować tej dziwnej prośby szefa, który zazwyczaj albo zamykał lokal sam, albo pod swoją nieobecność zlecał to Antkowi.

– Dobrze – westchnęła Iza.

Zatrzymała się posłusznie i ściągnęła z głowy czapkę, by nie zrobiło jej się za gorąco.

– Wybacz, elfiku – powiedział Majk, kiedy zostali sami przy wejściu na zaplecze. – Taką mieliśmy jazdę, że nie dało się zamienić nawet dwóch słów. Poświęcisz mi parę minut? Wiem, że jesteś zmęczona, ja też już mam trochę dość, ale teraz wreszcie jest chwila spokoju i nikt nam nie będzie przeszkadzał.

– Nie ma sprawy – uśmiechnęła się blado Iza, choć w głębi duszy wolałaby wrócić już do domu i jak najszybciej położyć się spać.

– Chodźmy na sekundę do mnie – podjął, wskazując jej ruchem dłoni, by poszła przed nim wąskim korytarzem zaplecza. – Wezmę tylko kurtkę, ogarniemy teren, zamkniemy interes i podwiozę cię do domu. Wieczorem masz wolne, prawda?

Weszli do jego gabinetu. Majk szybkim ruchem zgarnął z wieszaka swoją kurtkę, a z biurka opróżnioną do połowy butelkę wody mineralnej, zamknął uchylone okienko pod sufitem, wyłączył światło i oboje wycofali się na korytarz.

– Nie do końca – sprostowała, odpowiadając na jego pytanie. – W tym tygodniu wyjątkowo zamieniłam się z Gosią i zostaję na niedzielę, a za to w przyszłą sobotę ona zastąpi mnie.

– Z jakiegoś konkretnego powodu? – spojrzał na nią z zaciekawieniem.

– Trochę tak – uśmiechnęła się. – Idę z kolegą na imprezę urodzinową.

– Ach, rozumiem – skinął głową, zamykając drzwi i prowadząc ją znów na salę. – Czekaj, wyłączymy tylko światło przy barze, główne wejście już zamknąłem od środka, wyjdziemy sobie tyłem… Chce ci się pić? – dodał, wyciągając w jej stronę swoją butelkę z wodą.

– Nie, dzięki – Iza spojrzała na niego z rozbawieniem. – Przed chwilą obaliłyśmy z dziewczynami w kuchni półtora litra mineralnej. Mieliśmy pogadać o panu Szczepciu…

– Właśnie – podchwycił, zatrzymując się przy barze, który w obecnej chwili był już jedynym oświetlonym punktem na sali. – Nie gniewaj się, że zawracam ci głowę o tej porze i po takim wycisku, ale sprawa jest dość pilna. Uruchomiłem parę kontaktów i będę musiał odpowiedzieć w najbliższych dniach… Zaraz powiem ci dokładnie, o co chodzi, tylko łyknę sobie trochę tej wody.

Odkręcił korek i pociągnął łapczywie z gwinta kilka długich łyków wody, opróżniając butelkę do dna.

– Sorry, że tak żłopię po prostacku – powiedział przepraszającym tonem, wycierając usta wierzchem dłoni. – Ale w gardle tak mi już zaschło, że wymiękłem…

– Jasne – uśmiechnęła się Iza.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział XV (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz