Anabella – Rozdział XV (cz. 6)

Na ich widok Majk natychmiast poderwał się z krzesła. Krawczyk odruchowo odstawił filiżankę po kawie na brzeg stołu i poszedł za jego przykładem.

– No proszę, kogo ja tu widzę?! – zawołał wesoło Majk, bezceremonialnie obejmując i ściskając roześmianą Lodzię. – Nasza mała gwiazdeczka! Co też jaśnie panią sprowadza dziś w moje niskie progi?

Lodzia zamaszystym gestem wręczyła mu trzymaną w ręce teczkę z dokumentami.

– Rozczaruję jaśnie pana, bo niestety tylko to – odparła żartobliwie. – Nadworny prawnik kazał mi z uniżonym ukłonem przekazać to na pańskie ręce.

– O, tak szybko? – zdziwił się Majk, przejmując od niej dokumenty. – No to podziękuj mu serdecznie, bo ja się tego spodziewałem dopiero po weekendzie…

– Właśnie o to chodziło, żeby załatwił wszystko teraz i weekend miał wolny – wyjaśniła mu Lodzia, odruchowo spoglądając na stojącego obok i przypatrującego się jej Krawczyka. – Uprzedzam z góry, że do poniedziałku nie ma go dla nikogo… No, ale nie przeszkadzam ci już, Majk, widzę, że jesteś zajęty. Skorzystałam z tego, że Iza tutaj szła, i przyniosłam papiery, a teraz już znikam.

– Czekaj – zatrzymał ją Majk, również zerkając na Krawczyka, jakby dopiero sobie o nim przypomniał. – Skoro już tu jesteśmy, to uczyńmy zadość etykiecie. Pozwól, że przedstawię ci mojego stałego klienta, a obecnie też współpracownika… Pan Sebastian Krawczyk.

Krawczyk, na którego twarzy odbijała się mieszanina zdumienia i zafascynowania, skłonił się uprzejmie Lodzi, ujął dłoń, którą podała mu z grzecznym uśmiechem, i znanym już Izie gestem schylił się szarmancko, by ją ucałować.

– Panie Sebastianie, to jest pani Leokadia Lewicka – przedstawił ją Majk. – Małżonka mojego prawnika i zarazem najlepszego przyjaciela.

– Miło mi panią poznać – powiedział wyraźnie oczarowany Krawczyk.

Czekająca dyskretnie z boku i obserwująca całą scenę Iza zauważyła, że oczy rozbłysły mu przy tym gorączkowym blaskiem, a twarz przybrała wyraz siłą tłumionych emocji. Wyprostował się, wypinając lekko do przodu pierś, co Izie przywiodło na myśl żartobliwe skojarzenie z puszącym się kogutem, jednak nie mogła nie przyznać, że w tym stanie nadzwyczajnego ożywienia wyglądał jeszcze przystojniej i atrakcyjniej niż zwykle.

„Wpadła mu w oko” – pomyślała z rozbawieniem. – „Zachowuje się jak samiec pawia w okresie godowym… No, ale czemu się dziwić? Kobieta idealna…”

– Mnie również miło – odparła grzecznie Lodzia, po czym znów zwróciła się do Majka, kładąc mu poufałym gestem dłoń na ramieniu. – No, lecę już, Majk, jestem w towarzystwie. Trzymaj się i nie burz się za bardzo, gdybym zgarnęła dzisiaj jeszcze Izę na parę minut rozmowy, bo nie obiecuję, że tego nie zrobię!

– Nie ma sprawy, gwiazdeczko – uśmiechnął się Majk. – Dla ciebie przymknę oko na każdą, nawet najbardziej rażącą niesubordynację mojej kelnerki. Ty też się trzymaj i pozdrów ode mnie Pabla!

– Jasne, dzięki! To na razie! – rzuciła wesoło Lodzia.

Zerknęła przelotnie na stojącego w milczeniu Krawczyka, kiwnęła mu uprzejmie głową i mrugnąwszy do Izy, pofrunęła z powrotem na salę.

– No dobrze, wróćmy w takim razie do naszego przerwanego wątku – podjął Majk, wskazując Krawczykowi krzesło.

Ten drgnął, jakby dopiero się ocknął, posłusznie usiadł z powrotem na swoim miejscu i znów zamyślił się, nerwowo bębniąc palcami po krawędzi stolika. Majk nonszalanckim gestem odsunął swoje krzesło, odgarnął sobie dłonią włosy do tyłu i z uśmiechem spojrzał na kelnerkę.

– Co, Izulka? – zagadnął, siadając. – Przyszłaś po uzupełnienie zamówienia?

Serce Izy, jak zawsze tknięte wzruszeniem na widok znajomego gestu, załomotało tym gwałtowniej na dźwięk tego zdrobnienia jej imienia… zdrobnienia, którego dotąd używała tylko jedna, jedyna osoba na świecie…

– Tak, szefie – szepnęła.

– Panie Sebastianie, drugie macchiato? – zapytał wesoło Majk. – Wprawdzie kolejna kawa o tej porze to może nie jest najlepszy pomysł, ale jeśli pan sobie życzy, to bardzo proszę.

– Nie, jednak dziękuję – pokręcił głową Krawczyk. – Poprosiłbym tylko o szklaneczkę gazowanej wody mineralnej.

– Tak jest – skinęła głową Iza. – A dla szefa?

– Dla mnie jeszcze jedno małe piwko – oznajmił Majk. – Takie samo.

– Dobrze. Za chwilę przyniosę i zabiorę puste naczynia.

„Izulka” – myślała, zmierzając na zaplecze. – „A niech go… Jak ten facet to robi, że bez przerwy niechcący trafia w sedno?…”

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XV (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz