Anabella – Rozdział XV (cz. 7)

– Przepraszam, gdzie mogę znaleźć Majka?

Ładna, mocno umalowana blondynka podeszła do stojących przy barze Izy, Gosi i Antka, którzy omawiali właśnie kwestię zmiany ustawienia kilku tarasujących przejście stolików.

– Szef wyszedł na chwilę z klientem – poinformował ją uprzejmie Antek. – Ma tylko odprowadzić go na parking, zaraz powinien być z powrotem.

– Okej, poczekam – skinęła głową dziewczyna.

Usiadła na jednym z wysokich krzeseł przy barze i pokręciwszy odmownie głową na jakieś pytanie Wiktorii, wyjęła z torebki lusterko i przejrzała się w nim, lekko wydymając umalowane na czerwono wargi.

– To chyba Zuzia – powiedział konspiracyjnie Antek do swoich towarzyszek. – Albo Madzia, jedna z dwóch, jeszcze nie do końca je kojarzę.

– Ty nie musisz, ważne, że szef kojarzy – zauważyła Gosia, dyskretnie zerkając na dziewczynę, ubraną w tak wyzywająco krótką sukienkę, że ta niemal w całości odsłaniała jej długie, zgrabne nogi. – Ale dobra, wróćmy do tych stolików… Może Tom pomógłby nam to szybko poprzenosić? Tylko trzeba by przeprosić na chwilę klientów…

– To nie problem, ja to załatwię – zaoferowała się Iza. – Zgodzą się na pewno, wręcz powinni być zadowoleni z przeprowadzki, bo teraz ciągle ktoś im włazi na plecy w tym przejściu.

– O, super, to pogadaj z nimi, Iza, a ja lecę załatwić z Tomem transport – zgodził się Antek. – Szkoda, że Chudego dzisiaj nie ma, ale ja mu pomogę i zaraz to ogarniemy.

– My w sumie też możemy pomóc, jakby co – zaznaczyła Gosia.

– No nie żartuj – uśmiechnął się Antek. – Szef by nam łby pourywał, gdyby zobaczył, że kobiety noszą za nas ciężary. Wy załatwcie tylko dyplomację, a my z Tomem zajmiemy się męską robotą. O, jest szef! – dodał na widok zmierzającego w ich kierunku Majka, którego w połowie sali jak zwykle zaczepili jacyś goście. – Już na dzisiaj skończył z Krawczykiem, ale coś czuję, że będzie miał inne pilne zajęcie! – zaśmiał się, wskazując dyskretnie oczami na oczekującą przy barze blondynkę.

– Bo co, Antoś, zazdrościsz mu? – zażartowała Gosia, trącając go lekko łokciem. – Bierz przykład z szefa, też byś się rozejrzał czasami za jakąś ładną dziewczyną!

– Nie interesuje mnie styl szefa – odparował jej dumnie Antek. – Mówiłem wam już kiedyś, żebyście dały mi spokój, ja się nie bawię w takie rzeczy.

– Wiem, czekasz na tę swoją jedną, jedyną – wyrecytowała z kpiącą emfazą Gosia. – Ale nie zaprzeczysz, że podobają ci się blondynki, a ta jest naprawdę do rzeczy…

– Z wyglądu owszem – przyznał Antek, mimochodem taksując wzrokiem zgrabną sylwetkę dziewczyny. – Ale wygląd to nie wszystko, Gosiu. To, że szef lubi takie tępe lale, nie znaczy, że i mnie to kręci. Nawet z najpiękniejszego kubeczka nie napijesz się, jeśli jest pusty.

Iza zerknęła na niego z uwagą, zdziwiona taką maksymą w jego ustach.

– Nie, no jasne, tak tylko żartowałam! – zaśmiała się Gosia, klepiąc go przyjacielsko po ramieniu. – Nie gniewaj się, Antoś, to tylko takie wygłupy…

– Jak tam, kochani, wszystko w porządku? – rozległ się wesoły głos Majka, który dziarskim krokiem podszedł do nich z głębi sali.

– Wszystko okej, szefie – zapewnił go Antek. – Planujemy właśnie małe przemeblowanie, bo klienci zgłaszali, że tam na końcu stoliki są niewygodnie ustawione. Aha, i jeszcze jakaś… osoba czeka tam na szefa – ruchem głowy wskazał siedzącą obecnie plecami do nich dziewczynę.

Majk zerknął w jej stronę i uśmiechnął się.

– W porządku – skinął głową. – Dzięki, Antek. To co… ogarniecie tu wszystko do drugiej?

– Tak jest, szef zostawi to mnie – odparł Antek. – Wszystko będzie chodzić jak w zegarku albo i lepiej. Klucze wezmę ze sobą i rano otworzę sprzątaczkom.

– Świetnie, dzięki! – Majk klepnął go przyjacielsko po ramieniu, po czym spojrzał na Izę i puścił do niej porozumiewawcze oko. – Jest okej, Iza. Frajer Krawczyk tym razem zadowolony z obsługi, więc problem chyba mamy z głowy.

– Cieszę się, szefie – uśmiechnęła się nie bez satysfakcji Iza.

– Dobra, ja idę pogadać z tymi chłopakami – oznajmiła Gosia, wskazując na męskie towarzystwo siedzące przy jednym ze stolików wytypowanych do przesunięcia w inne miejsce. – A ty, Iza, zajmij się tamtymi, okej?

– Aha – zgodziła się Iza. – I pogadam od razu z tymi spod ściany, zostaw mi ich, Gosiu.

– No to w takim razie ja lecę po Toma – podchwycił Antek. – Szefie, jakby co, cały czas jestem pod telefonem!

Co rzekłszy, ruszył w stronę wyjścia, przy którym w półmroku majaczyła potężna sylwetka Toma.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział XV (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz