Anabella – Rozdział XV (cz. 9)

„Właściwie to fajnie będzie pójść na tę imprezę” – myślała Iza, krojąc ogórki na sałatkę w kuchni pana Stanisława. – „Daniel tak się ucieszył, że się zgodziłam i że udało mi się zorganizować na sobotę… A i ja coraz bardziej się na to nastawiam. Trzeba będzie pomyśleć o jakimś sensownym stroju, bo w sumie nic takiego nie mam… no i o makijażu. Nie malowałam się od czasów dyskotek z Misiem w Małowoli… Może czas już odrobinę to odczarować? Skoro trafia się okazja…”

Rozważania przerwało jej potężne trzaśnięcie drzwiami w przedpokoju i rumor wkopywanych do kąta butów, a po chwili do kuchni wparował Kacper, w locie ściągając z siebie grubą, bawełnianą bluzę.

– Siemka, młoda! Masz coś do żarcia? – zakrzyknął wesoło od progu. – Takie tu, kurde, zapachy, że aż mi ślinka cieknie… Co dzisiaj pichcisz?

Risotto z duszonymi warzywami – oznajmiła mu rzeczowo Iza. – A do tego będzie sałatka z ogórków, właśnie kończę kroić. Bardzo jesteś głodny?

– Jak stado wilków! – zapewnił ją Kacper, rzucając bluzę na oparcie krzesła i zajmując miejsce przy stole. – Zeżarłbym bizona na surowo… To co, rzucisz mi porcyjkę tego ryżotta?

– Ej, nie ma tak! Najpierw śmigasz umyć ręce! – zestrofowała go Iza. – Nie będziesz jadł z brudnymi łapami, tyle razy ci to mówiłam!

– Okej – westchnął Kacper, niechętnie podnosząc się z krzesła. – Co za tyranki z tych bab… A bo to raz w życiu jadłem brudnymi łapami i żyję?

– Nieważne – odparła stanowczo Iza. – Leć do łazienki i szoruj łapska, a przy okazji zawołaj też pana Stasia na obiad. Tylko nie wrzeszcz, bo nie wiem, czy się nie zdrzemnął…

Kacper posłusznie wyszedł z kuchni i po chwili z łazienki dobiegł dźwięk puszczanej wody. Iza wymieszała sałatkę, doprawiła ją i postawiła na środku stołu, po czym zabrała się za nakładanie porcji risotto na przygotowane talerze.

„Nawet miałabym ochotę ubrać się w coś eleganckiego” – kontynuowała w myśli przerwany wątek. – „Na przykład w taką sukienkę, jaką Lodzia miała na prywatce… Byłaby idealna, tylko kolor trzeba by dobrać inny, bo ja w niebieskim nie wyglądam najlepiej. Melcia mówi, że najbardziej pasuje mi ten rudo-pomarańczowy, w którym mam szalik i czapkę… Może kupiłabym sobie właśnie coś takiego? I do tego parę kosmetyków do makijażu. Kasa z premii leży przecież jeszcze nieruszona…”

– Stryjuuuu! – z głębi mieszkania dobiegł donośny ryk Kacpra. – Stryj rusza zad i leci piorunem myć łapy! Słyszysz, stary capie?! Iza woła na obiad!

– I co tak drzesz ryja, szczylu?! – odpowiedział mu niezadowolony głos pana Stanisława. – Ja kiedyś zawału dostanę przez te twoje ryki! Powiedz jej, że już idę…

Po chwili obaj panowie zgodnie wkroczyli do kuchni i zajęli miejsca przy stole. Kacper rzucił się na swoje jedzenie jak jastrząb na upatrzoną z góry zdobycz i po kilku minutach jego porcja stała się już tylko wspomnieniem.

– Kacperku, dołożyć ci? – zagadnęła Iza, wymieniając rozbawione spojrzenia z gospodarzem.

– Pewnie, jak jeszcze masz, to ja chętnie – zgodził się natychmiast Kacper. – Pycha po prostu to twoje ryżotto… Kobieta, która umie tak gotować to normalnie… no skarb!

– Miło mi i cieszę się, że ci smakowało – uśmiechnęła się, podnosząc się na chwilę, by dołożyć mu risotto z dymiącego jeszcze garnka. – Ale wiesz, co ci powiem? Skoro jedzenie to dla ciebie taka… hmm… pasja… to powinieneś pomyśleć o tym, żeby ożenić się z jakąś dobrą kucharką.

Tu mrugnęła znacząco do pana Stanisława, który pokręcił tylko sceptycznie głową.

– Ożenić się? – skrzywił się Kacper, napychając sobie usta kolejną porcją potrawy. – Że niby ja? No co ty, Iza, zwariowałaś? – spojrzał na nią z pobłażaniem. – Aż taki głupi nie jestem! Wolność to dla mnie podstawa, trzeba korzystać z życia, a nie wiązać sobie kulę u nogi. Tyle człowiek ma z tego lajfu, że czasem się trochę zabawi, a i tak trzeba harować jak wół, żeby mieć jakąś kasę w kieszeni. Jeszcze mi tylko jakiejś, tfu!… żony na łbie brakowało!

Iza machnęła ręką i spokojnie wróciła do swojego jedzenia.

– Gówniarz jeszcze jesteś, Kacper, i nic o życiu nie wiesz – odezwał się mentorskim tonem pan Stanisław. – Gdybyś nie trwonił tak pieniędzy na te twoje… dyrdymały, to byś sobie odłożył na przyszłość i przynajmniej coś byś z tego miał. Rodzina to święta rzecz, może kiedyś się tego nauczysz, bo na razie gadać z tobą, to jak grochem o ścianę…

– A co mnie tu stryj będzie pouczał?! – podniósł z poirytowaniem głos Kacper. – Wzór do naśladowania się znalazł! Sam to się dopiero ze stryjenką Ziutą popisał! Stara zdzi… – zreflektował się i urwał pod gromiącym spojrzeniem Izy. – No dobra, nic nie mówiłem… Ale niech się stryj nie czepia, co? Moje życie, moja sprawa! Robię, co chcę, bo tak chcę i koniec! I niech to wreszcie będzie jasne, do stu tysięcy diabłów!!!

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział XV (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz