Anabella – Rozdział XVI (cz. 4)

Daniel czekał na umówionym miejscu pod pocztą główną wraz z parą swoich znajomych. Na widok zmierzającej w ich stronę dziewczyny podszedł szybkim krokiem i szarmancko odebrał z jej rąk torbę z butami i kosmetykami.

– Cześć, Iza! – w jego głosie zabrzmiała szczera radość. – Jesteśmy już, samochód czeka gotowy za rogiem, zaraz możemy ruszać.

– Mam nadzieję, że się nie spóźniłam? – zaniepokoiła się lekko Iza.

– Ani trochę – zapewnił ją, wpatrując się ukradkiem w drobne kropelki wody na końcu jej rzęs, które ozdobił w ten sposób prószący dziś lekko śnieżek, niewątpliwie już jeden z ostatnich tej zimy. – Jesteś perfekcyjnie punktualna, to my przyszliśmy za wcześnie.

Kilka minut później samochód mknął już rozświetlonymi ulicami miasta, a następnie peryferiami, które skończyły się niebawem, zamieniając się w ciemne połacie pól. Nim rozgadane towarzystwo zdążyło się obejrzeć, znaleźli się na zadrzewionym parkingu przed jasno oświetloną restauracją w formie stylowego dworku. Wysiadłszy z samochodu i wyjąwszy z niego swoje bagaże, wszyscy czworo ruszyli mokrą, żwirową ścieżką w stronę szerokich schodów prowadzących do wejścia do budynku.

– Byłeś tu już kiedyś? – zapytała Iza.

– Nigdy – pokręcił głową Daniel, poprawiając sobie na ramieniu jej torbę oraz swoją własną, w której niósł prezent dla solenizanta. – Słyszałem tylko, że w środku jest bardzo fajnie. Uważaj na tych schodach, Iza, mogą być oblodzone, trochę śniegu dzisiaj spadło… Może lepiej przytrzymaj się mnie, co?

Iza wsunęła rękę pod ramię, które jej podał, zupełnie o tym nie myśląc. Przed jej oczami wyświetliła się bowiem wizja zimowego dnia sprzed czterech lat w Korytkowie, oblodzonych schodków budynku poczty i wpatrzonych w nią ze zdumieniem błękitnych oczu… oczu, które od zawsze i na zawsze były całym jej światem… To krótkie déjà vu przeniosło ją na kilkanaście sekund w stan odrealnienia i otuliło jej serce słodyczą tamtych chwil. Szła po schodach pod ramię z Danielem, lecz jej dusza była nieobecna, przemierzając czas i przestrzeń, by znów usłyszeć ukochany głos i tamte słowa… Iza? To ty? Ale się zmieniłaś!…

– Ostrożnie, tu jest naprawdę ślisko – głos Daniela dobiegał do niej jak z innej galaktyki.

„Misiu” – myślała smutno. – „Tak bym chciała cię zobaczyć… chociaż na chwilę, jak wtedy… Gdybym była dobrą wróżką i umiała czarować, wyczarowałabym sobie ciebie właśnie tutaj, na tych schodach…”

Z drzwi restauracji, w których właśnie zniknęła idąca przed nimi para ich towarzyszy podróży, wyszło kilka rozgadanych, przekrzykujących się osób.

– Zaraz skoczę ci po to do samochodu, jaki problem? – rzucił jeden z młodych mężczyzn, zarzucając na siebie kurtkę z kapturem i ruszając w dół po schodach.

Dochodząca już z Danielem do szczytu schodów Iza ocknęła się na dźwięk głosu, który uderzająco skojarzył jej się z tamtym głosem sprzed lat… Podniosła głowę i spojrzała w górę, z miejsca napotykając spojrzenie jedynych na świecie niebieskich oczu, które popatrzyły oto prosto na nią spod bujnej blond grzywy wysypującej się spod luźnego kaptura.

Serce zabiło jej tak mocno, że aż zabrakło jej tchu. W oczach Michała, który również musiał ją rozpoznać, odmalowało się dokładnie to samo zaskoczenie co wtedy, cztery lata temu na oblodzonych schodkach korytkowskiej poczty… Tym razem jednak nie odezwał się, zwolnił tylko kroku, przyglądając jej się z uwagą, jakby chciał upewnić się, że się nie myli… Blada z wrażenia Iza zahaczyła stopą o przedostatni stopień schodów i na krótką chwilę straciła równowagę, natychmiast podtrzymana przez Daniela.

– Widzisz, mówiłem ci, że jest ślisko – przypomniał jej z uśmiechem.

Michał minął ich i zbiegł po schodach. Iza nie oglądała się za nim, za wszelką cenę starając się uspokoić bicie serca, nie do końca zresztą pewna, czy jego obecność była prawdą czy tylko jej wyobrażeniem wyczarowanym przez dobrą wróżkę… Pomna, że przecież jest tu z Danielem, spojrzała na niego i odwzajemniła mu uśmiech.

– Widzisz, taka ze mnie niezdara – odparła żartobliwym tonem. – Dzięki, Daniel, miałeś całkowitą rację.

Dotarli do szczytu schodów i weszli do środka, gdzie w obszernym holu przywitał ich otoczony rozbawionym tłumem solenizant Marcin, przystojny szatyn ubrany w białą koszulę wypuszczoną w luźnym stylu na spodnie. Po życzeniach i wręczeniu mu prezentu, Iza i Daniel zostali skierowani przez młode hostessy do pomieszczeń przeznaczonych odpowiednio na szatnię damską i męską. Iza z ulgą przyjęła fakt, że choć na kilka minut będzie mogła zostać sama.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział XVI (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz