Anabella – Rozdział XVI (cz. 6)

– Tak, pracuję dalej w Anabelli i nie zamierzam się stamtąd wynosić – mówiła Iza do pochylonego na krześle w jej stronę Daniela. – Teraz nawet do czerwca będę pracować więcej, wczoraj podpisałam na próbę umowę na trzy czwarte etatu. A od czerwca zastanowię się, co dalej, bo akurat będzie sesja, a potem wakacje. Będę musiała poświęcić trochę czasu na egzaminy, no i chciałabym choć na miesiąc pojechać do siostry, pomóc jej trochę w sklepie…

– A nie przysługuje ci żaden urlop? – zapytał Daniel.

– Nie wiem, to zależy, jaką umowę podpisałabym po zakończeniu tamtej – wyjaśniła mu Iza, popijając drobnymi łykami sok pomarańczowy. – To będzie ciężka decyzja, bo z jednej strony bardzo bym chciała zostać w tej pracy na dłużej, od września na pewno… a z drugiej strony w wakacje chciałabym chociaż parę tygodni pobyć w domu…

Siedzieli przy ustawionym w podkowę stole, na którym przygotowano urodzinowy poczęstunek. Kilka metrów dalej, w przeciwległym narożniku stołu, swoje miejsce zajął Michał z paczką przyjaciół i dziewczyną. Iza wiedziała już, która to z nich – dość mocno umalowana brunetka o bardzo ładnej, miłej buzi i nieco pulchnych, lecz harmonijnych kształtach; pochwyciła nawet z odległych okrzyków, że miała na imię Małgosia. Od ponad godziny, którą przegadała na różne tematy z Danielem, wykazując się zadziwiającą podzielnością uwagi, mimo że zdawała się w ogóle nie patrzeć w tamtą stronę, nie umknął jej żaden, choćby najmniejszy gest Michała, żaden jego uśmiech, wybuch śmiechu, żadne spojrzenie… Zwłaszcza żadne z tych spojrzeń, które kierował w jej stronę – a było ich dotąd już kilkanaście!

Tak… po raz pierwszy od wielu lat Iza znów przeżywała to cudowne uczucie wynikające ze zwróconego na nią spojrzenia najdroższego na świecie mężczyzny… spojrzenia nie okazjonalnego i obojętnego, lecz skupionego, zaintrygowanego, na nowo pełnego zainteresowania. Znała go na tyle dobrze, że umiała rozpoznać to nawet na odległość, bez oszukiwania samej siebie, z całkowitą i niepodważalną pewnością wynikającą z lat doświadczeń i obserwacji jego zachowania. Co jakiś czas zerkał w jej kierunku, wyłączając się z rozmowy przy stole, i wpatrywał się w nią jak kiedyś, z zaciekawieniem i fascynacją, których tak dawno nie widziała w jego oczach… Musiał być przy tym przekonany, że ona nie dostrzega jego spojrzeń, bo za każdym kolejnym patrzył na nią dłużej i uważniej, chwilami skupiając też badawczy wzrok na pochylonym ku niej Danielu.

Była to dla Izy godzina cudów, podczas której czuła, jak wstępuje w nią nowe życie, a duszę przepełnia niebiańskie szczęście. Niby nie działo się nic takiego, Michał siedział w swoim gronie, daleko od niej, nie mówiąc już o tym, że był na przyjęciu z inną dziewczyną… lecz dla udręczonego nieugaszoną miłością i wieloletnią tęsknotą serca Izy te drobne okruchy zainteresowania z jego strony były jak najpiękniejszy dar, jaki mogła dostać od losu.

Jego skierowana na nią dyskretnie uwaga i ukradkowe spojrzenia wystarczały jej, by sięgnąć wrót raju, a uczucie szczęścia, o którym już niemal zapomniała, wzbudziło w niej również spontaniczną życzliwość względem Daniela. Wdzięczna mu za to zaproszenie, za to, że zabrał ją tu dzisiaj i zupełnie nieświadomie podarował jej te cudowne chwile, gorąco zapragnęła, by bawił się jak najlepiej i by ani przez chwilę nie pożałował, że tego magicznego wieczoru wybrał ją na swoją towarzyszkę. Dlatego, ani na chwilę nie przestając kątem oka obserwować Michała, rozmawiała z nim z wielkim ożywieniem, wypytując go o wszystko i otwarcie odpowiadając na jego coraz bardziej osobiste pytania, zwłaszcza te dotyczące rodziny i trudnych doświadczeń, jakie stały się udziałem jej i Amelii w nie tak jeszcze odległej przeszłości.

– Podziwiam cię, Iza – powiedział z powagą Daniel, ostrożnie sięgając pod stołem po jej dłoń i przytrzymując ją w swojej. – Nawet nie wiesz, jak bardzo mi imponujesz. Podziwiałem cię od samego początku, od razu wyczułem, że jesteś wyjątkową dziewczyną… Cieszę się, że zgodziłaś się przyjść tu dzisiaj ze mną. To dla mnie wielkie wyróżnienie i zaszczyt.

– No co ty, przestań! – roześmiała się Iza, poklepując go lekko po dłoni i wycofując spod niej delikatnie swoją własną, którą ściskał coraz mocniej. – Wyróżnienie to jest raczej dla mnie, ja nadal nie mogę do końca uwierzyć, że pomyślałeś akurat o mnie. Przecież ledwo się znamy! To było naprawdę bardzo miłe.

– Ledwo się znamy – pokiwał w zamyśleniu głową Daniel. – Niby prawda… ale mnie wydaje się, że znam cię od bardzo dawna. Może to dlatego, że tak dużo o tobie myślę? – dodał, jakby do siebie.

Iza uśmiechnęła się tylko, nie zastanawiając się zupełnie nad znaczeniem tych słów, bowiem w tym momencie znów pochwyciła kątem oka dyskretne spojrzenie Michała. Serce zabiło jej słodko już po raz nie wiadomo który tego szalonego wieczoru…

– No dobrze, mili goście, koniec tego żarcia! – ogłosił żartobliwym tonem solenizant, podniósłszy się ze swojego krzesła i klasnąwszy w ręce. – Teraz czas na muzę i szaleństwo na parkiecie!

Odpowiedziały mu przeciągłe okrzyki i gromkie brawa, rozbawieni goście zerwali się ze swoich miejsc przy stole i ruszyli za gospodarzem w stronę wejścia na dalszą salę. Tam, jak na zawołanie, z głośników gruchnęły dźwięki głośnej muzyki, a na podłodze rozmigotały się smugi padających przez drzwi kolorowych świateł dyskotekowych.

– No, wreszcie zatańczymy! – zawołał z radością Daniel, wyciągając rękę do Izy.

– Tak! – odparła z tą samą radością, podając mu swoją. – Już strasznie dawno nie tańczyłam!

– Więc musimy zadbać o to, żebyś dzisiaj nadrobiła te zaległości – uśmiechnął się do niej, obejmując ją lekko w talii przy wejściu na salę.

Iza nie zwróciła na to większej uwagi, skupiona na dokonanym właśnie oszałamiającym odkryciu, że Michał idzie ze swoją dziewczyną na salę dokładnie tuż za nimi. Dziwny traf… przypadek… a może nie do końca?

– Chętnie! – odpowiedziała z uśmiechem Danielowi, energicznym gestem wciągając go na parkiet. – Zaczynajmy od razu, szkoda każdej chwili!

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XVI (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz