Anabella – Rozdział XVII (cz. 4)

W następnej sekundzie wparował do kuchni, niosąc naręcze czerwonych tulipanów opakowanych każdy osobno w ozdobną, przeźroczystą folię. Położył kwiaty na wolnym brzegu stołu i wybrawszy jeden, wyciągnął go w stronę Izy z szerokim uśmiechem na obliczu.

– Masz, młoda, to dla ciebie! Prezent dla pięknej kobiety na Dzień Kobiet!

– Ach… dziękuję! – odparła zaskoczona Iza, biorąc z jego ręki tulipana. – Jej, Kacper, jak miło z twojej strony… nie spodziewałam się, że pomyślisz o mnie!

– A co, kobieta jesteś czy nie? – zawołał Kacper, bez żenady obejmując ją ramionami i z głośnym cmoknięciem całując ją w policzek. – No, dawaj buziaka… Masz dzisiaj święto, a faceci dla pięknych kobiet kupują dzisiaj kwiatki. Gdzież ja bym o tobie zapomniał!

– No i niech pan tylko spojrzy, panie Stasiu – powiedziała wesoło Iza, zwracając się do przyglądającego się im z uśmiechem gospodarza. – Jaki szarmancki ten pana bratanek!

– Taaa… szarmancki – pokiwał sceptycznie głową pan Stanisław, po czym ruchem podbródka wskazał na pozostałe tulipany. – A ta reszta to dla kogo, co, szczylu? Pewnie dla tych twoich panienek?

– A co stryj myślisz! – zaśmiał się dobrodusznie Kacper. – Dla jednej miałbym kwiatka kupić, a dla innych nie? To przecież nie wypada, ja człowiek honoru, kurde, jestem… Czekaj, nawet kartki z życzeniami im kupiłem, mam je gdzieś tutaj… tylko powpisuję zaraz która będzie dla której…

Sięgnął do kieszeni bluzy i wyjął stamtąd plik identycznych kartek ozdobionych zdjęciem czerwonych róż, które układały się w kształt serca. Iza i gospodarz wymienili znaczące spojrzenia, przy czym, w przeciwieństwie do rozbawionej miny dziewczyny, twarz pana Stanisława wyrażała głęboki niesmak.

– Pokaż, mogę zobaczyć? – zapytała Iza, sięgając po jedną z kartek, na której odczytała okolicznościowy napis. – Dla mojej ukochanej, z okazji Dnia Kobiet… Hmm – zagryzła wargi, żeby nie parsknąć śmiechem. – Sporo masz tych „ukochanych”…

– I co, każdej dasz taką samą kartkę, gówniarzu? – zapytał z dezaprobatą pan Stanisław.

– A co za problem? – wzruszył ramionami Kacper. – Nie będą widzieć, każdej dam osobno. Czekajcie, muszę tylko policzyć, czy wystarczy… Ta będzie dla Ali, ta dla Bożenki… dla Reginki… czy tam Renatki… no, dla Reni po prostu – wyliczał, przekładając kartki. – Dla Martynki, dla Julci, dla Gosi… i dla Magdusi. Aha, może zobaczę się też z Judytką… czy tam Julitką… szlag by to trafił, zawsze mi się miesza! A… i jeszcze Basia i Asia… Kurde, zabraknie chyba… Dobra, nieważne, potem się zastanowię – przerwał sobie, zerkając w stronę kuchenki gazowej. – Teraz muszę coś zszamać, bo zaraz zdechnę z głodu! Ładuj mi ten obiad, co, młoda?

– Jasne, Kacperku – skinęła głową Iza, niemal dusząc się od tłumionego śmiechu. – Siadaj, już ci podaję.

Nałożyła dymiące porcje obiadu na talerze, postawiła je przed gospodarzem i przed Kacprem, po czym sama również zasiadła do jedzenia. Leżący wciąż na stole telefon, który odłożyła tam po zakończeniu rozmowy z Danielem, rozświetlił się na chwilę, sygnalizując nadejście wiadomości smsowej. Iza zignorowała to jednak, pogrążona w zabawnej rozmowie z Kacprem, który, pochłaniając w tempie błyskawicy pierwszą porcję, a następnie dwie dokładki, za wszelką cenę usiłował policzyć wszystkie dziewczyny, które chciał dziś uhonorować z okazji Dnia Kobiet.

– Dobra, zaraz lecę – oznajmił, zamaszystym gestem wycierając usta w rękaw. – Jadę odwiedzić je po kolei, muszę zacząć od razu, bo nie zdążę do północy, a jutro przecież do roboty… No, no… Julitkę chyba zostawię sobie na koniec, żeby pobyć u niej dłużej – uśmiechnął się z rozmarzeniem. – Chociaż… może jednak zostałbym u Asi?

– Ty degeneracie – mruknął pod nosem pan Stanisław, patrząc na niego z niesmakiem.

– Kacper, wycieraj usta w serwetkę, co? – pouczyła go neutralnym tonem Iza, podsuwając mu serwetnik pod sam nos. – Tyle razy ci mówiłam, żebyś nie wycierał po jedzeniu w rękaw…

– No sorry, Iza, zapomniałem, teraz już za późno – machnął lekceważąco ręką Kacper, odsuwając serwetki z powrotem na środek stołu. – Taka ze mnie niewychowana świnia, nic na to nie poradzę. Ale co tam, kobitki i tak mnie kochają! – zaznaczył triumfalnie. – Zwłaszcza te, co nie mają żadnej inwersji… Hmm, muszę się jeszcze zastanowić… może jednak zostałbym dzisiaj u Bożenki?…

Iza z rozbawieniem zagryzła wargi, po chwili jednak, zerknąwszy na zdegustowanego pana Stanisława, powściągnęła się, przybierając dla niepoznaki poważną i krytyczną minę.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział XVII (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz