Anabella – Rozdział XVIII (cz. 10)

– Jak miło słyszeć ten twój kochany głosik, Izunia! – mówiła ciepło Amelia w telefonie. – Jeszcze tylko parę dni, a ja już nie mogę się doczekać! Powiedz, o której Robik ma przyjechać po ciebie na dworzec?

– Przyjedzie po mnie aż do Radzynia? – ucieszyła się Iza.

– No a jakże by inaczej? – zdziwiła się Amelia. – Od tego mamy samochód, nie ma mowy, żebyś tłukła się sama jakimiś autobusami! Gdybym nie musiała zostać w sklepie, to też bym z nim pojechała. Tak dawno cię nie widziałam! Nawet przez telefon nie gadałyśmy już ze dwa tygodnie…

To była prawda. W natłoku zajęć dni mijały tak szybko, że Iza sama nie zauważyła, kiedy minęły ponad dwa tygodnie od jej ostatniej telefonicznej rozmowy z siostrą. Na szczęście zbliżała się już Wielkanoc, następna środa miała być ostatnim dniem zajęć na uczelni i po zaliczeniu wieczornej zmiany w pracy Iza miała dostać w Anabelli wolne aż do poświątecznego wtorku, kiedy to na wieczór obiecała Basi zameldować się w Lublinie. Perspektywa spędzenia kilku dni z Amelią i Robertem w Korytkowie dodawała jej skrzydeł już od ponad tygodnia. Planowała wyruszyć w podróż do domu w Wielki Czwartek, pierwszym porannym pociągiem, który miał dojechać do Radzynia Podlaskiego wczesnym przedpołudniem.

– Przyjedziesz prosto na obiad – cieszyła się Amelia. – Zrobimy dwugodzinną przerwę w sklepie i zjemy go sobie we trójkę. Przy takiej okazji wszystko inne musi pójść w kąt!

– Byle interes na tym nie ucierpiał! – zaśmiała się Iza. – W czwartek w sklepie będzie przecież duży ruch, każdy będzie coś tam kupował na święta… Klienci mogą być niezadowoleni z takiej przerwy.

– Trudno – odparła pogodnie Amelia. – Przeżyjemy to jakoś. Nie ma nic ważniejszego niż przyjazd mojej siostrzyczki, a dwie godziny nikogo nie zbawią. Tym bardziej, że w czwartek w Korytkowie już nie będzie tych robotników od Krzemińskich. Wracają dopiero po świętach, jak Krzemiński wyjdzie ze szpitala.

Serce Izy, które i tak zabiło mocniej na dźwięk ukochanego nazwiska, na ostatnie słowa Amelii omal nie wyskoczyło jej z piersi.

– Ze szpitala? – powtórzyła z zapartym tchem. – Jak to?

– Ach, nie mówiłam ci jeszcze! – zreflektowała się Amelia. – No przecież… ale ze mnie gapa! Całe Korytkowo o tym plotkuje, ale skąd ty możesz o tym wiedzieć… No więc dwa tygodnie temu stary Krzemiński miał wylew – wyjaśniła. – Stracił przytomność właśnie tutaj, jak był na budowie i akurat nadzorował ekipę. Sama się przestraszyłam, kiedy karetka na sygnale przejechała koło nas i podjechała pod hotel, w pierwszej chwili myślałam, że może jakiś wypadek na budowie… A potem pan Waldek… wiesz, jeden z tych robotników… opowiedział mi, kiedy był u nas w sklepie po zakupy, że to inwestor we własnej osobie miał udar mózgu.

– O mój Boże – szepnęła Iza, myśląc tylko o tym, jaki to musiał być cios dla Michała.

– Żebyś ty widziała, co tu się działo! – ciągnęła z przejęciem Amelia. – Krzemińska przyjechała akurat, kiedy ładowali go nieprzytomnego do karetki. Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie cyrki odstawiała, zawodziła nad nim jak jakaś wariatka… No, ale nie dziwię jej się wcale, wystraszyła się kobieta, bo on podobno wyglądał jak trup i pierwsze rokowania były bardzo złe. Na szczęście szybko zawieźli go do szpitala do Radzynia, postawili diagnozę i wdrożyli leczenie na tak wczesnym etapie, że powinien wyciągnąć się z tego prawie bez szwanku. Wiadomo, będzie musiał na siebie uważać już do końca życia, ale mógł skończyć jak warzywo, a podobno już odzyskał prawie pełną sprawność, chociaż rehabilitacja w domu ma być długa i mozolna.

– No to całe szczęście, że tylko tak to się skończyło – wydusiła z siebie Iza.

– Tak, nawet powoli ma wrócić do pracy, bo na razie Krzemińska z synem we dwójkę ogarniają firmę – tłumaczyła dalej Amelia. – Ściągnęła chłopaka ze studiów w trybie alarmowym, jak tylko to się wydarzyło. Młody przyjechał do Korytkowa tego samego dnia wieczorem i od tamtej pory już się stąd nie ruszył. No wiesz, z matką interesy załatwia, zwłaszcza że ona nie ma prawa jazdy, więc wszędzie ją wozi… Stary na święta ma już wyjść do domu, ale wiadomo… jeszcze trochę wody upłynie, zanim wróci do dawnego rytmu. I tak niech Bogu dziękują, że tak szybko wraca do zdrowia.

– Właśnie – szepnęła Iza tylko po to, żeby coś powiedzieć.

W jej głowie panował totalny mętlik, myśli tłoczyły się pod czaszką jak oszalałe, lecz z całą pewnością wiedziała jedno – znów była niesprawiedliwa wobec Michała, znów źle go oceniła. Wraz ze słowami Amelii wszystkie wydarzenia ostatnich tygodni ułożyły jej się w spójną całość. Nie miała już wątpliwości, że informację o udarze ojca Michał dostał właśnie tamtego wieczoru, kiedy byli umówieni na osiemnastą pod Bramą Krakowską. Czy to dziwne, że w takiej sytuacji nie przyszedł na spotkanie i że zapomniał od razu wysłać do niej smsa? I tak dobrze, że zrobił to po godzinie, sam przecież musiał być w wielkim szoku, do tego śpieszył się do awaryjnego wyjazdu do Korytkowa, do rozhisteryzowanej matki… W tej trudnej sytuacji jednak pamiętał, żeby przeprosić ją za swoją nieobecność! Jednak…

Izę ogarnął wstyd za wszystkie złe myśli, którymi ostatnio go krzywdziła, źle interpretując ciszę z jego strony. Jakże inaczej jawiła się cała sytuacja w świetle tego, co opowiedziała jej Amelia! Od ponad dwóch tygodni Michała nie było w Lublinie, w tym czasie ciężko pracował w Korytkowie, pomagając matce w prowadzeniu firmy, przejmując czasowo obowiązki ojca… a ona miała pretensje, że nie znalazł czasu na telefon! Jej serce, oprócz wstydu, zalała głęboka ulga, a po niej cicha radość i na nowo rozkwitająca nadzieja.

– Ale co ja ci będę opowiadała jakieś plotki przez telefon – ucięła temat Amelia. – Jak przyjedziesz, to o wszystkim pogadamy sobie na żywo. Powiedz lepiej, jak tam ci się wiedzie na uczelni? To przecież już prawie połowa drugiego semestru…

Kiedy po półgodzinie Iza rozłączyła się z Amelią, aż do końca nocnej zmiany w pracy nie mogła myśleć o niczym innym niż o tym, co usłyszała na temat dramatu w rodzinie Michała, i o randze tego wydarzenia jako usprawiedliwienia dla jego milczenia. Po początkowej euforii przyszły bardziej gorzkie refleksje i kiedy dziewczyna leżała już w łóżku otulona kołdrą, jej myśli znów przepełniał smutek i pesymizm.

„Ja rozumiem, że w pierwszych dniach nie miał na nic czasu” – myślała melancholijnie, powolutku zapadając w sen. – „Ale potem jednak mógł się odezwać, zadzwonić chociaż na dwie minuty albo wysłać smsa. Gdyby mu na mnie zależało, na pewno by to zrobił… zadbałby o wyjaśnienie, dlaczego nie mógł przyjść na spotkanie. A ja dowiedziałam się wszystkiego dopiero od Meli… Ech… nie powinnam się łudzić… dla niego nadal jestem tylko jedną z wielu… Ale to się zmieni, Misiu… to się jeszcze zmieni, mój kochany…

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz