Anabella – Rozdział XX (cz. 7)

Iza wróciła do Majka z jeszcze mocniej ściśniętym sercem i całkowitym mętlikiem w głowie. Leżał nieruchomo w tej samej pozycji, w której go zostawiła, i wydawał się spać, jednak kiedy nachyliła się nad nim, poruszył się lekko i z trudem uchylił powieki.

– Przystaw sobie krzesło, elfiku – szepnął.

Iza posłusznie sięgnęła jedną ręką po odstawione pod ścianę krzesło, usiadła na nim tuż przy kozetce Majka, położyła sobie na kolanach miskę z lodem i przystąpiła do układania go na rozpostartej ścierce do naczyń.

– Jeszcze chwilka, już mam lód i zaraz zrobię ci kompres – powiedziała uspokajająco. – Nadal bardzo boli cię ta głowa?

– Jak sto tysięcy diabłów – mruknął. – Ale to nieważne. Wracając do tamtego… Zanim wytrzeźwieję, musisz mi to obiecać. Terapię… ech, niech będzie i terapia… jakkolwiek by tego nie nazwać. Słyszysz, elfiku? Musisz mi to obiecać.

– Odwróć się trochę bardziej na wznak – poprosiła Iza, zawijając do końca lód w ściereczkę i z troską układając mu okład na czole. – Popraw trochę głowę, żeby się nie zsuwało… o tak. Uwaga, zimne! Zamknij oczy… Tak będzie dobrze?

– Dobrze, Izulka – szepnął Majk, wykonując posłusznie jej polecenia. – Dziękuję ci… Tylko odpowiedz mi na tamto… Obiecaj mi…

Serce Izy miękło coraz bardziej z każdym jego słowem.

„Jeśli zdecyduję się na etat pokojówki u Krawczyka, to wszystko i tak się rozmyje” – myślała gorączkowo. – „Nawet nie będę musiała nic mówić szefowi, tamten sam to z nim załatwi. A teraz przecież jeszcze przez parę tygodni popracuję w Anabelli… Jak mogłabym mu dzisiaj odmówić? Jest w takim strasznym stanie…”

– Ja przecież też mógłbym ci się przydać – ciągnął tymczasem zgaszonym głosem Majk. – W tym samym celu… jako pożal się Boże terapeuta… Opowiesz mi o tym twoim Misiu, a ja potraktuję to bardzo poważnie… i powiem ci, jak sprawa wygląda z punktu widzenia faceta. Nie wygadam nikomu, mogę ci to przysiąc na wszystkie świętości… Poza tym… ja rozumiem i czuję dużo więcej, niż myślisz. Powiedz mi… kiedy dziś głaskałaś mnie po włosach… myślałaś o nim, prawda?

Iza zadrżała.

– Tak – wyszeptała na wpół ze wzruszeniem, a na wpół ze wstydem. – Skąd wiesz?

– Wyczułem to – przez jego wymiętą twarz przebiegł blady wyraz triumfu. – Intuicja, wiedza, doświadczenie?… Nie wiem. To da się wyczuć w dotyku… zresztą widziałem to też na twojej buzi. Poza tym mówiłaś, że przypominam ci go z włosów, więc łatwo było się domyślić. Nie ukryjesz się przede mną, elfiku – uśmiechnął się leciutko. – Tak jak ja nie umiem i nie chcę ukrywać niczego przed tobą. Obiecaj mi…

– Już dobrze, Majk – przerwała mu łagodnie Iza. – Leż spokojnie i nic nie mów, bo jeszcze bardziej głowa cię rozboli… Obiecam ci tę terapię – dodała ciszej, znów wyciągając rękę i gładząc go uspokajająco po włosach nad ułożonym na jego czole kompresem. – Ale pod jednym warunkiem. Ty też musisz obiecać mi coś w zamian.

– Co takiego?

– Że nie będziesz już więcej pił tej brandy – oznajmiła mu stanowczo. – A przynajmniej nie w takich ilościach.

Skrzywił się i pokręcił lekko głową.

– Mała hetera – mruknął. – Taka niby cichutka, grzeczniutka… a jak przychodzi co do czego, świetnie umie postawić na swoim… Dobrze, Iza – westchnął. – Stawiasz warunek, więc muszę go przyjąć. Postaram się z tym powalczyć. Tyle mogę ci obiecać… że postaram się.

– Dobre i to – odparła ostrożnie Iza. – Zwłaszcza chciałabym, żebyś obiecał mi, że już nigdy nie upijesz się tylko po to, żeby ze mną porozmawiać. Nawet nie wiesz, w jakie wyrzuty sumienia wpędziło mnie to dzisiaj…

– Dobra, to mogę ci obiecać od ręki – zgodził się bez wahania. – Jeśli ty obiecasz mi to, o co proszę.

– Obiecuję – szepnęła ze ściśniętym sercem.

– Dzięki.

Na kilka długich minut zapadła cisza. Po upływie tego czasu Majk poruszył się lekko i sięgnął sobie ręką do czoła, ściągając z niego przeciekający już kompres.

– Zabierz to – rzucił z niechęcią, oddając go do rąk Izy. – Już mi trochę lepiej. A teraz posłuchaj, elfiku… Ustalmy zasady terapii.

– Możemy ustalić je później – zauważyła. – Teraz jesteś…

– Nie, Iza, chcę, żeby to było teraz – zaprotestował poważnym tonem. – Potem ciężko będzie do tego wrócić, a ja chcę, żeby sprawa od początku do końca była jasna.

– Okej – westchnęła.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział XX (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz