Anabella – Rozdział XXI (cz. 3)

Drugim problemem, o którym, rzuciwszy się w wir pracy, starała się myśleć jak najmniej, było oczywiście wciąż trwające milczenie Michała. Choć niebezpieczeństwo jego formalnego związku z córką biznesmena z Grójca na szczęście minęło, Iza miała wrażenie, że tkwi w martwym punkcie, a huśtawka nastrojów, jaką przeszła od początku marca, szarpana emocjami od skrajnego szczęścia przez porywy nadziei aż po chwile czarnej rozpaczy i poczucia pustki, wyczerpywała tylko jej siły, nie przynosząc żadnego efektywnego rozwiązania.

Podejrzewała, że z uwagi na poprawę stanu zdrowia ojca Michał wrócił po świętach do Lublina, żeby ponadrabiać zaległości na uczelni. Prawdą było, że z tej racji mógł nie mieć teraz za dużo czasu na spotkania towarzyskie, ale jeden telefon… jeden sms… czy to przekraczało jego możliwości? Czy byłoby aż tak wielkim wysiłkiem? Nie. Gdyby chciał, na pewno w swoim napiętym grafiku znalazłby te pięć minut, żeby do niej zadzwonić, przypomnieć jej o sobie, zamienić chociaż kilka słów… A jeśli tego nie zrobił, to wniosek był tylko jeden – nie chciał. Nie chciał, bo mu nie zależało. Jak zwykle.

– Czy coś jeszcze wam podać? – zapytała, zestawiwszy baterię butelek z piwem na stolik rozbawionej grupy młodych ludzi, którzy natychmiast rzucili się do odkapslowywania piwa i przelewania ich do kufli.

– Nie, dzięki! – rzucił jeden z nich, mrugając do niej wesoło. – Na razie tyle. Ale jakby co, będziemy głośno krzyczeć i domagać się dolewki!

– Bardzo proszę – uśmiechnęła się służbowo Iza i zebrawszy na tacę rozrzucone po stoliku kapsle, ruszyła z powrotem na zaplecze.

Przy wejściu do kuchni stał Antek w towarzystwie Klaudii, Oli i Elizy. Wszyscy czworo mieli niewesołe, wręcz zafrasowane miny.

– Nie ma ich już siódmy czy ósmy dzień roboczy – mówił Antek w chwili, kiedy Iza podeszła do nich, by odebrać z kuchni kolejne zamówienia. – Tydzień przed świętami zostawili zaczętą robotę i od tamtej pory ani widu, ani słychu. Narzędzia leżą, ściany i podłoga rozwalone, a dla nas przecież każdy dzień jest cenny… Jak tak dalej pójdzie, to przed osiemnastym maja nie zdążymy ogarnąć się z tym remontem i będzie masakra. Szef szału dostanie…

– O czym gadacie? – zapytała Iza, zatrzymując się przy nich z zaciekawieniem.

– O męskim kiblu – wyjaśniła jej ponuro Klaudia.

– Antek twierdzi, że możemy nie wyrobić się z remontem przed koktajlem Krawczyka – dodała Ola. – Robotnicy nawalają.

– Nawalają… specjalnie to robią! – prychnął Antek. – Nie wiecie, jak działa ten system? Firma bierze kilka zleceń, każde rozgrzebuje do stanu, gdzie inwestorowi już trudno się wycofać, a potem pracują u jednego przez kilka tygodni, zostawiają robotę w połowie, idą do następnego, tam robią to samo… i tak dalej. I przez to terminy się przeciągają, a odbiorca nic nie może zrobić. Może tylko zerwać umowę, ale dla nas to już jest za mało czasu…

– Przecież mamy jeszcze cały miesiąc – zauważyła Klaudia. – Może szef powinien mimo wszystko poszukać kogoś innego do dokończenia roboty?

– Mówiłem mu to, ale z nim nie da się teraz gadać – machnął ręką Antek. – A od wczoraj to już w ogóle chodzi jakiś zakręcony… Obiecał, że zajmie się tym po weekendzie. No dobra… może do tego czasu tamci faktycznie wrócą i dokończą ten kibel, chociaż jak na moje oko do końca kwietnia na pewno się nie wyrobią, będą to robić dopiero po weekendzie majowym. Jak zwykle wszystko na ostatni moment…

Iza przemknęła cicho koło nich i z westchnieniem zabrała się za ustawianie na tacy przygotowanych zamówień.

„Do końca kwietnia” – powtórzyła w myślach wyrywek ze słów Antka, który uderzył ją najbardziej, gdyż dotyczył również jej samej. – „Robotnicy mają wtedy termin na dokończenie remontu męskiej łazienki, a ja… na odpowiedź Krawczykowi. W maju mogę być już w zupełnie innym miejscu niż dziś i ten koktajl to już nie będzie mój problem. Basia znajdzie kogoś za mnie… może wśród tych sezonowych kelnerek? Przecież nie zrobię nikomu kłopotu… A może jednak powinnam pogadać o tym lojalnie z szefem, zamiast potem stawiać go pod ścianą? Ech… pomyślę o tym po weekendzie, jak już wyjadą ci Belgowie… Do końca kwietnia przecież jeszcze daleko!”

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział XXI (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz