Anabella – Rozdział XXI (cz. 5)

Smutna mina i blado-przeźroczysta twarz Marty niepokoiły Izę przez cały dzień zajęć na uczelni. Sama będąc niewyspana po nocnych przebojach z Kacprem, miała zamiar skorzystać z faktu, że tego dnia wypadły jej z planu korepetycje z Lodzią, szybko wrócić do domu i przespać się jeszcze ze dwie godziny przed obiadem, by wieczorem w pełnej formie stawić się w Anabelli na przyjęciu z Belgami. Nie umiała jednak przejść obojętnie wobec cierpienia, które tak wyraźnie odbijało się na twarzy koleżanki, że gotowa była założyć się, iż dziewczyna całą noc przepłakała…

„Kochany Radzio” – pomyślała z przekąsem, zerkając na nią, gdy siedziały razem w ławce na ostatnich czwartkowych zajęciach. – „Co on sobie wyobraża? Zna dziewczynę dopiero od Sylwestra, razem są od stycznia, a on już w kwietniu żąda takich rzeczy! Ba, zaczął już nawet w marcu… po dwóch miesiącach! Brawo. Ja bym na jej miejscu od razu takiego typa…”

Urwała jednak tę myśl, uderzona nieprzyjemną refleksją, że kto jak kto, ale akurat ona nie powinna pouczać Marty w tej kwestii… Czyż sama nie popełniła kiedyś dokładnie tych samych błędów? I czy nie popełniłaby ich z radością po raz kolejny, gdyby tylko Michał znów zechciał po nią sięgnąć? Gdyby tylko kiwnął palcem…

„To wcale nie to samo!” – myślała dalej z buntem w duszy. – „Ja byłam w zupełnie innej sytuacji, znałam go i kochałam od wielu lat, od wczesnej podstawówki! Bez sensu porównywać to z Radkiem, którego ona poznała raptem trzy i pół miesiąca temu!”

A jednak coś w głębinach jej duszy szemrało nieznośnym, irytującym szeptem, że to niewiele zmienia… i że to prawie to samo… że krytykując postawę Radka względem Marty, pośrednio krytykuje to, co w jej pamięci wiązało się z najpiękniejszym czasem przeżytym z Michałem… Bo przecież wtedy, mimo wszystko, była taka szczęśliwa! Czyż miała zatem moralne prawo oburzać się na Radka, skoro wówczas nie oburzała się na Michała?

Stosujesz podwójne standardy, Izabello – szeptał jej ów dziwny, wewnętrzny głos, który nie wiedzieć czemu brzmiał jak surowy głos nauczyciela od matematyki z podstawówki. – Łatwo ci krytykować cudze emocje, a sama nie umiesz panować nad własnymi. Jesteś nielogiczna i niesprawiedliwa…

„To prawda” – przyznała ze skruchą. – „Nie mam prawa wymądrzać się przed Martą i krytykować Radka, którego ona kocha… Może kocha go nawet tak mocno jak ja Misia? Nieważne, czy znają się od lat czy dopiero od paru miesięcy, uczucie czasami rozwija się bardzo szybko, nie mnie to oceniać. Nie mnie dawać jej dobre rady w tej sprawie… Powinnam po prostu przy niej być i pozwolić jej się wygadać, jeśli tego potrzebuje. Ale nic więcej.”

Po zajęciach, kiedy obie zeszły na parter i rozstały się z resztą kolegów, Iza z troską zapytała koleżankę, czy było coś, w czym mogłaby jej pomóc. Marta uśmiechnęła się smutno.

– Nie, Izka – pokręciła głową. – Ja niestety muszę rozgryźć to sama. Biegnij do swoich spraw, wiem, że dzisiaj śpieszysz się na te twoje belgijskie bale. Nie miałabym sumienia zatrzymywać cię tu jeszcze i truć ci jakichś smętów… Nie, nie protestuj, serio to mówię. W każdym razie bardzo ci dziękuję, że pytasz – dodała ciszej. – To naprawdę bardzo miłe z twojej strony. Ale… ja po prostu muszę sama… Nie gniewaj się.

– Gniewać się? No co ty, Martuś, skąd taki pomysł!– obruszyła się lekko Iza. – Jak ja bym mogła gniewać się na ciebie, przecież widzę, że ledwo żyjesz przez to wszystko…

– Iza…

Znajomy głos za jej plecami ginął co prawda w dookolnym hałasie zatłoczonego holu, jednak Iza usłyszała go tak wyraźnie, jakby wybrzmiał w idealnej ciszy.

„Daniel” – rozpoznała ów głos, zanim jeszcze zdążyła się obejrzeć i naocznie potwierdzić tożsamość jego właściciela. – „No jasne… tylko jego mi tu dzisiaj brakowało…”

Odwróciła się do niego, starając się przyoblec twarz w neutralny acz życzliwy uśmiech.

– O, cześć, Daniel. Co za niespodzianka! Cześć, Bartek!

W istocie Danielowi towarzyszył tym razem Bartek, który z uśmiechem pozdrowił Izę, podając jej rękę jak starej znajomej.

– Cześć, miło cię widzieć.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4)

Dalsze części:

Rozdział XXI (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz