Anabella – Rozdział XXII (cz. 3)

Wszyscy goście po kolei opuścili miejsca za stołem i ustawili się obok w bezładnym szeregu, by powitać bohaterów wieczoru, którzy w istocie zmierzali ku nim przez salę. Przodem szła Lodzia ubrana w szarą, połyskującą srebrzyście sukienkę, uczesana wyjątkowo nie w warkocz, a w imponujący finezją wykonania ogromny kok, który dodatkowo ozdobiony był wpiętym nad skronią białym kwiatem.

„To chyba magnolia” – pomyślała Iza, która, trzymając się na uboczu za wszystkimi gośćmi, wpatrywała się w dziewczynę z niekłamanym zachwytem. – „Boże drogi… ależ ona jest śliczna!”

W istocie, solenizantka wyglądała tak olśniewająco, że siedzący przy stolikach wzdłuż przejścia przygodni klienci nie tylko od razu po kolei zwracali na nią uwagę, ale wręcz odwracali się i śledzili ją wzrokiem – mężczyźni z zafascynowaniem, kobiety z nutką zazdrości. Iza zwróciła uwagę, że jej miękko i luźno układająca się sukienka na tyle skutecznie maskowała zaokrąglony już nieco brzuch, a jej chód był tak lekki i zgrabny, że tylko wtajemniczeni lub bardzo spostrzegawczy obserwatorzy mogli dostrzec, iż była w stanie błogosławionym.

Obok Lodzi szła nieco wyższa od niej, elegancko ubrana w obcisłą bordową sukienkę i wykwintne szpilki brunetka o długich, prostych włosach i uroczo uśmiechniętej twarzy, już z daleka machając obiema rękami do zebranych przy stole przyjaciół. Choć Iza widziała ją po raz pierwszy w życiu, jej rysy wydały jej się jakby znajome…

– Ania jest! – zawołała z radością Dominika. – Patrzcie no, ta to się w ogóle nie zmienia!

„Ania” – powtórzyła w myśli Iza. – „Zaraz… ach, no tak! Przecież to szwagierka Lodzi, siostra Pabla! To do niego jest podobna! Chociaż… właściwie to nie tak bardzo” – stwierdziła po chwili namysłu, spoglądając na idącego za nią szeroko uśmiechniętego Pabla i porównując twarze obojga. – „Ale jednak mają w sobie coś podobnego… mimo wszystko.”

Pablo, ubrany dziś ze stonowaną elegancją w czarną koszulę bez krawata i sztruksową marynarkę w odcieniu szarości zbliżonym do kolorystyki sukienki Lodzi, szedł tuż za obiema kobietami w towarzystwie przystojnego, wysokiego szatyna, który występował dziś w podobnie luźnym stylu casualowym, lecz w cieplejszych odcieniach kremowo-brązowych. Iza, która instynktownie domyśliła się w nim szwagra Pabla, nie mogła nie spostrzec, że w ruchach i chodzie mężczyzny krył się ów rzadki rodzaj naturalnej dystynkcji, jaka charakteryzuje ludzi dobrze wychowanych i jaką nie zawsze mogą się poszczycić nawet dyplomaci.

Za nimi wreszcie szli kolejni dwaj panowie, z których jeden, wysoki i barczysty blondyn o włosach ściętych krótko przy samej skórze, miał na sobie granatową koszulkę polo i wyglądem przypominał gladiatora lub boksera w stanie spoczynku, drugi zaś, niższy i dużo szczuplejszy od niego młody mężczyzna o brązowych, długich prawie do ramion włosach, ubrany w podobną czarną koszulę jak Pablo lecz bez marynarki, miał w sobie, przynajmniej na pierwszy rzut oka, coś z artysty albo romantyka.

„I to są na pewno ci moi Belgowie” – pomyślała Iza, przyglądając im się z uwagą. – „Jeden King Kong, prawie jak nasz Tom, a drugi jakiś uduchowiony ekscentryk… oby tylko mieli wyraźną wymowę!”

Cała szóstka dotarła właśnie do urodzinowego stołu i wśród wesołych śmiechów i okrzyków rozpoczęły się powitania starych znajomych z chwilowym wykluczeniem dwóch belgijskich gości, którzy przystanęli nieco na uboczu.

– Lodziu, wyglądasz bosko! – zawołała z zachwytem Asia, całując dziewczynę w policzek i obracając ją, by obejrzeć jej sukienkę. – Rewelacyjny ciuszek, prawie tak czadowy jak tamta suknia z zeszłego roku! I jaki kok sobie strzeliłaś!

– To ja jej zrobiłam! – pochwaliła się natychmiast siostra Pabla, podbiegając, by przywitać się z Asią, a następnie ze stojącą obok Justyną i jej towarzyszem. – Posprzeczaliśmy się o to z Pawłem, on chciał jej upleść zwykły warkocz… bo nic innego nie potrafi, niedojda! – zaśmiała się, wskazując na brata, który podaniem ręki witał się właśnie po kolei z kolegami. – Ale negocjacje jak zwykle wygrałam ja! Ha! I zobaczcie, czy nie miałam racji?

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział XXII (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz