Anabella – Rozdział XXIII (cz. 10)

– Uwierz mi, elfiku, że nie wiedziałem, co do diabła mam ze sobą zrobić… w którą stronę pójść… jak dalej funkcjonować… – podjął Majk po kilku minutach milczenia. – Miałem do wyboru dwie drogi, albo zostać samotnym ascetą, albo pójść w tango. Wybrałem to drugie. Może to była łatwiejsza droga, może nie… Sam nie wiem, nie obchodzi mnie to, nawet nie chcę tego analizować. Po prostu miałem świadomość, że muszę coś ze sobą zrobić, żeby nie oszaleć. Więc rzuciłem się na główkę w bagno… To mi odrobinę pomogło, nie powiem, że nie, tym bardziej że bagno jest całkiem przyjemne – uśmiechnął się lekko. – Taplasz się w ciepłym błotku i po epikurejsku chwytasz dzień, sama doraźna przyjemność, bez żadnych zobowiązań. Skuteczne lekarstwo, a do tego całkiem fajny lajf, nie?

– Nie – odparła z przekonaniem Iza.

Majk parsknął śmiechem.

– Ech, jaka ty jesteś zasadnicza! – pokręcił głową. – Widzę, że twarda sztuka z tego mojego elfika. Ale do czasu. Poczekamy spokojnie, aż ten twój… Misio – skrzywił się pogardliwie – definitywnie puści cię kantem. A wtedy zobaczysz, że inaczej będziesz śpiewać.

– Wcale nie! – obruszyła się Iza, podnosząc dumnie głowę.

Ukłuta tymi słowami jak szpilką, wyplątała dłoń z jego dłoni i odsunęła się od niego. Majk posłusznie zluźnił uścisk i cofnął ramię.

– Okej… przepraszam – zreflektował się. – Głupoty gadam i kretynieję jak zwykle. Zapomnij, nie mówiłem tego na serio… Ty pewnie wybrałabyś tę drugą, ascetyczną ścieżkę?

– Zdecydowanie – odparła chłodno, starając się opanować i nie pokazać po sobie, jak mocno uraziły ją jego słowa o Michale. – Ja na pewno nie poszłabym w takie tango jak ty. To nie mój styl, poza tym jestem dziewczyną. Facet to co innego, ale ja nigdy nie zeszmaciłabym się w taki sposób. To by mnie zniszczyło psychicznie, nie mogłabym spojrzeć w lustro.

– Jasne – zgodził się. – Nie gniewaj się, Iza, bzdury wygaduję. Ale wybaczysz mi to w imię terapii, prawda? – mrugnął do niej pojednawczo. – Nic na to nie poradzę, że czasami jestem takim niewdzięcznym pacjentem…

– No dobrze – uśmiechnęła się z trudem. – W trybie terapii wszystko ujdzie. To zresztą powinno zafigurować jako nasza kolejna zasada.

– Jaka zasada?

– No… taka, że w trybie terapii każdy z nas może pozwolić sobie na więcej niż zwykle. Tak jak ty przed chwilą, bo to naprawdę nie było miłe z twojej strony… a ten drugi dla dobra sprawy ma na to przymknąć oko. Zgoda?

– Pewnie, że zgoda. Myślałem, że to już było ustalone od dawna.

– Może i było… – odparła niepewnie. – Nie pamiętam, szczerze mówiąc.

– Nieważne – machnął ręką Majk. – Wprowadzamy w takim razie tę zasadę jako obowiązującą od teraz. No, nie gniewaj się na mnie, mały elfiku – dodał pojednawczo, znów ostrożnym gestem sięgając po jej dłoń. – Nie chciałem cię urazić, słowo honoru. Tak super mi się z tobą gada…

Iza pozwoliła ująć się za rękę.

– Nie gniewam się – zapewniła go łagodniejszym tonem. – Tylko proszę cię, Majk, nie sugeruj mi już nigdy więcej takich rzeczy. Sam powiedziałeś, że są dwie drogi. Ty wybrałeś jedną, ja drugą, każdy radzi sobie z tym, jak może, więc najlepiej nie oceniajmy się wzajemnie. To, co dla ciebie jest lekarstwem, dla mnie byłoby sięgnięciem dna… No, ale mniejsza o to. Powiedz mi tylko, bo czegoś nie rozumiem. W jaki sposób jesteś w stanie łączyć ten twój idealizm… bo przecież w sercu musisz być takim samym idealistą jak ja, skoro nie umiesz przewalczyć uczucia… w jaki sposób łączysz to z tym, co robisz? Nie w sensie samej rozrywki, bo ja rozumiem, że to jest dla ciebie rodzaj lekarstwa. Bardziej chodzi mi o to wyrachowanie. Sam przed chwilą powiedziałeś, że jesteś wyrachowany i że traktujesz kobiety instrumentalnie jako źródło chwilowej przyjemności. Nie przeszkadza ci, że takim działaniem możesz kogoś skrzywdzić? Nawet niechcący…

Majk zerknął na nią spod oka i pokręcił głową, mocniej ściskając jej dłoń.

– Czytasz w moich myślach, Iza – powiedział, a w jego głosie zabrzmiała nutka uznania. – Owszem, myślałem o tym od samego początku, to był dla mnie główny problem w tej całej zabawie. Gdybym miał leczyć psychę czyimś kosztem, daleko bym nie zajechał. Nie wyobrażam sobie, żebym miał zafundować komuś cierpienie tylko po to, żeby samemu przez chwilę poczuć się lepiej. Nie… aż takim moralnym degeneratem nie jestem. Pytasz, jak to łączę? Hmm… to nic trudnego. Po prostu odpowiednio dobieram towarzystwo.

– Nie rozumiem – szepnęła Iza.

– Inaczej mówiąc, zadaję się tylko z takimi kobietami, które również są wyrachowane i traktują to jako sport i źródło doraźnej przyjemności – wyjaśnił jej stoicko. – Czysty układ bez zobowiązań. Mam całą sieć takich kontaktów i to działa znakomicie. Jesteśmy dla siebie osobami emocjonalnie obojętnymi, łączy nas tylko pociąg fizyczny, choć oczywiście lubimy się na swój sposób. Obdarzamy się czułością… każdy człowiek potrzebuje przecież czułości, prawda, elficzku? – uśmiechnął się lekko do niej.

– O tak… – odparła cichutko, przypominając sobie swoje rozmowy z Kacprem. – Każdy jej potrzebuje, nawet bardzo… Chociaż mnie wystarczy przytulić się do kogoś, nie muszę iść w tym dalej. Nawet taka całkiem neutralna bliskość drugiego człowieka to już jest dużo. Przynajmniej dla mnie.

– No to chodź, przytul się do mnie jeszcze – podchwycił Majk, znów przysiadając się bliżej i obejmując ją ramieniem. – Ze mną masz pełną gwarancję neutralności i bezpieczeństwa, bo ja z zasady nie atakuję takich dziewczyn jak ty.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XXIII (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz