Anabella – Rozdział XXIII (cz. 12)

Przyjemny uścisk ramienia, którym ją obejmował, bijące od niego ciepło, delikatny zapach wody kolońskiej, do którego miała nieprzeparty sentyment, a także to drogie jej zdrobnienie imienia sprawiły, że Iza również odczuła to, o czym przed chwilą powiedział – że w tym momencie, tu i teraz, ona też była prawie szczęśliwa. „Prawie” robiło oczywiście ogromną różnicę, bo tylko przy jednym człowieku na świecie mogła kiedykolwiek odczuwać pełne szczęście, ale przecież nawet i taki stan był w jej życiu rzadkością…

Siedzieli dalej w całkowitym milczeniu, przytuleni tak ściśle, że biel jej bluzki zlewała się w jedno z taką samą bielą jego koszuli. Minuty płynęły leniwie, zza grubej ściany dobiegał przytłumiony dźwięk basów z trwającej w klubie dyskoteki… Zmęczona ciężkim dniem i długim spacerem z Victorem, Iza poczuła, że powieki zaczynają jej ciążyć, a ciało przyjemnie drętwieje. Popadłszy w błogi stan, jaki ogarnia człowieka niedługo przed snem, jeszcze bardziej rozluźniła mięśnie, a jej dusza pofrunęła niepostrzeżenie w świat marzeń, który zawsze otwierał przed nią swe podwoje na chwilę przed zaśnięciem.

Gdybyż mogła, tak jak dziś do Majka, przytulić się do Michała… poczuć znów ciepło jego ramion, jego bliskość, jego zapach… ten niezapomniany zapach korzennych perfum, mocniejszych od wody kolońskiej, inny, bardziej zmysłowy… Gdybyż mogła wsunąć dłoń w jego włosy, poczuć ich sprężystą fakturę, spojrzeć mu w oczy i zatonąć w ich błękicie… Przymknęła z rozkoszą powieki, lecz zaraz, w przypływie przytomności umysłu, otworzyła je z trudem, starając się zapanować nad ogarniającą ją sennością. Nie, nie może teraz zasnąć… nie wolno jej… choć tak jej dobrze… tak cudownie…

– Anabella… – szepnął Majk, schylając się ku niej i wtulając twarz w jej włosy przy skroni.

Podniosła czujnie głowę i spojrzała na niego zdziwiona. Ocknął się jakby z transu, cofnął głowę, a na jego twarzy odmalowało się zmieszanie.

– Wybacz, elfiku – powiedział zawstydzony, odruchowo odgarniając sobie wolną dłonią włosy z czoła. – Chyba za ostro wkręciłem się w ten dzisiejszy wieczór… Myślałem o niej tak mocno, że na chwilę oderwałem się od rzeczywistości.

– I pomyliłeś mnie z nią? – uśmiechnęła się ze zrozumieniem.

– No… trochę tak – przyznał. – Właściwie nie z nią, a z marzeniem o niej… Odjechałem w jakiś kosmos, sam nawet nie wiem kiedy. To mogło mi się zdarzyć chyba tylko przy tobie, bo przy nikim innym jeszcze nigdy aż tak nie puściła mi blokada… Wybacz. Zresztą ty też kiedyś pomyliłaś mnie z tym swoim – przypomniał jej, jakby chciał się usprawiedliwić. – Ale w trybie terapii to jest dopuszczalne, prawda?

– Dopuszczalne – zgodziła się spokojnie Iza.

– Obiecuję, że nie będę katował cię zbyt często tą terapią – zapewnił ją Majk. – Tylko w awaryjnych sytuacjach. Na co dzień całkiem nieźle się trzymam, ale dzisiaj akurat był wyjątkowo ciężki dzień… i bardzo doceniam to, że mogłem porozmawiać z tobą o tym tak otwarcie.

– Na tym przecież ma polegać terapia – zauważyła Iza.

– A do tego jestem podwójnie usatysfakcjonowany, bo pierwszy raz dałem radę zrobić to na trzeźwo – dodał, ruchem głowy wskazując stojącą na biurku butelkę brandy. – Bez tego prostackiego wspomagacza.

– Mnie też to cieszy – zapewniła go Iza. – Wika zmartwiła mnie bardzo, kiedy powiedziała, że wziąłeś ze sobą półlitrówkę brandy. Odniesiemy ją zaraz do baru, dobrze? Odstawimy na półkę i niech sobie stoi pod zamówienie dla klientów, a szef nie będzie jej już podpijał ani nawet patrzył w tamtą stronę.

– Rozkaz, mała heterko – uśmiechnął się Majk, zluźniając uścisk i cofając ramię. – Zaraz odstawię ją na miejsce i idę na kontrolę lokalu, Chudy miał tam podobno jakiś incydent… Cholera, zobacz, jak już późno – dodał, wyjmując z kieszeni telefon i zerkając na wyświetlacz. – Dziesięć po pierwszej, a ty masz przecież dzisiaj wolny dzień. I jeszcze przez cały wieczór zajmowałaś się tym Belgiem… Musisz już wracać do domu i natychmiast kłaść się spać. Rano chyba idziesz na zajęcia?

– Aha – przytaknęła. – Na dziewiątą.

Odsunęła się od niego i oboje podnieśli się do pionu.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział XXIII (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz