Anabella – Rozdział XXIII (cz. 4)

Schodząc po schodkach do Anabelli, skąd jak zwykle dobiegało głuche dudnienie muzyki z trwającej na dole dyskoteki, Iza zawahała się po raz ostatni. Czy powrót tam w wolny wieczór, kiedy nie miała zaplanowanej zmiany, nie był mimo wszystko absurdalnym pomysłem? Jednak skoro już tu przyszła… Bez przekonania weszła na wciąż dość mocno zatłoczoną salę, gdzie część osób tańczyła, część siedziała przy stolikach, przekrzykując się wśród śmiechu i szczęków kufli z piwem, zaś Chudy i Tom rozbrajali właśnie w jednym z kątów jakąś głośną burdę wywołaną przez dwóch mocno podchmielonych gości.

Ponieważ w paśmie nocnym tego typu obrazki były standardem, dziewczyna rozejrzała się tylko beznamiętnie, poszukując wzrokiem którejś z koleżanek. Skonstatowawszy mimochodem, że stół z przyjęcia urodzinowego Lodzi był już posprzątany, dostrzegła w jednym z krańców sali Klaudię, która przyjmowała zamówienie od jakiejś większej grupy rozkrzyczanych młodych gości stłoczonej przy trzech zsuniętych stolikach. Uznała jednak, że nie ma sensu jej przeszkadzać, i udała się prosto na zaplecze, gdzie niemal natychmiast wpadła na Olę idącą ostrożnie z tacą pełną napitków.

– O, Iza, a co ty tu jeszcze robisz? – zdziwiła się koleżanka. – Impreza skończyła się z godzinę temu, wszyscy już sobie poszli.

– Wróciłam, żeby zapytać, czy nie jestem do czegoś potrzebna – odparła niepewnie Iza, czując w głębi duszy, że chyba niepotrzebnie wygłupiła się z tym irracjonalnym wyrywaniem się przed szereg.

– Nie jesteś, no co ty! – pokręciła głową Ola. – Masz wolne, to leć do domu, my tu dajemy radę, nic grubszego się nie dzieje. Tylko jakichś dwóch palantów się pobiło – ruchem głowy wskazała na kąt sali, w którym ochroniarze obezwładnili właśnie walecznych gości i prowadzili ich do wyjścia. – Ale chłopaki ogarniają sprawę, ty nam tu nic nie pomożesz.

– Okej – westchnęła Iza i usunąwszy się Oli z drogi, zawróciła w stronę wyjścia.

– Iza? – zagadnęła ją z daleka Wiktoria, zajęta obsługiwaniem siedzących przy barze gości. – Wróciłaś… Poczekaj chwilę, muszę ci coś powiedzieć!

Iza skinęła posłusznie głową i przystanęła przy barze, czekając, aż Wiktoria skończy nalewanie piwa i przyjmowanie pieniędzy, po czym podeszła do niej, by pomóc jej przeczyścić ściereczkami zalany tu i ówdzie bar.

– Iza, słuchaj – mówiła pośpiesznie Wiktoria, gdy obie w tempie błyskawicy wycierały długi blat. – Zajrzyj na momencik do szefa, co? Pytał o ciebie i mówił, że gdybyś jakimś cudem wróciła, to żeby przysłać cię do niego do kantorka.

– Aha… to szef jeszcze jest? – zdziwiła się Iza.

Choć w obecności Majka o tej porze nie było nic dziwnego, akurat dzisiaj spodziewała się, że po zakończeniu przyjęcia nie zostanie w pracy, lecz raczej pójdzie odprowadzić gości.

– Jest – skinęła głową Wiktoria. – I niestety… znowu wziął połówkę brandy.

– Brandy? – powtórzyła ze zgrozą Iza.

– No tak, jak zwykle – wzruszyła ramionami Wiktoria. – Dziwi cię to? Ja już nawet nie chcę tego komentować… Idź do niego, zapytaj, co chciał, tylko uprzedzam, że niekoniecznie już pamięta, po co kazał cię wołać. Ale przekazuję ci to, żeby nie było… Czekaj, sorry, mam klientów. Słucham? – odwróciła się do baru, aby obsłużyć trzech nowych gości, którzy rozsiedli się właśnie na wysokich stołkach i ze zniecierpliwieniem bębnili palcami po blacie.

Zaniepokojona Iza szybkim krokiem ruszyła na zaplecze. Emocje, jakie szarpnęły nią na słowa Wiktorii, były silniejsze, niż chciała i mogła po sobie pokazać. Wiedziała doskonale, dlaczego i po co Majk znowu sięgnął dziś po brandy, nawet w dużym stopniu rozumiała go… lecz jednocześnie z całej duszy potępiała ten kolejny powrót do mocnego alkoholu, którego przecież obiecał jej już więcej nie pić. Informacja, że tak szybko złamał dane jej słowo, sprawiła jej dodatkową, głęboką przykrość, świadczyła bowiem o tym, jak niewielką wartość miała dla niego obietnica złożona wobec niej… Co prawda nie miała powodu spodziewać się, by było inaczej, jednak nie zmieniało to faktu, że odczuła to jako osobisty afront.

Z ciężkim sercem podeszła do drzwi jego gabinetu i ostrożnie nacisnęła klamkę. Ustąpiła. W środku panował lekki półmrok, bowiem pomieszczenie oświetlone było jedynie światłem znajdującej się na biurku lampki. W jej świetle Iza natychmiast dostrzegła stojącą na środku blatu rzeczoną butelkę brandy, jednak nim zdążyła zamknąć za sobą drzwi, uważniejsze spojrzenie pozwoliło jej stwierdzić, że pasek akcyzy był nienaruszony.

„Bogu dzięki, nie pił jeszcze!” – pomyślała z ulgą, zerkając w głąb pomieszczenia.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział XXIII (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz