Anabella – Rozdział XXIII (cz. 8)

Majk również uśmiechnął się leciutko.

– Prawda – przyznał, znów wpatrzony jakby niewidzącym wzrokiem w ścianę z klaserami. – Ona była moją inspiracją, motywacją… motorem wszystkich działań i decyzji… To głównie z myślą o niej założyłem firmę, wszedłem w cały ten świat biznesu… Chciałem postawić dla niej coś większego, rozwinąć projekt, który byłby naszą wizytówką… Naszą! – prychnął na wpół smutno, na wpół kpiąco. – Tak wtedy myślałem… żyłem nadzieją, że będziemy razem, że będę mógł przejść z nią przez życie, założyć rodzinę… z nią, tylko z nią, z nią jedną. Inna opcja nie wchodziła w grę. Ech, głupek ze mnie…

– Nie – zapewniła go łagodnie Iza, ściskając jego dłoń w geście współczucia i solidarności. – Przecież miałeś prawo tak myśleć i marzyć. Miałeś prawo planować, snuć najpiękniejsze wizje przyszłości z ukochaną osobą przy boku… I gdyby tak się ułożyło, na pewno byłaby z tobą bardzo szczęśliwa.

– Zrobiłbym wszystko, żeby tak było – odparł w zamyśleniu. – Dałbym jej całego siebie i wszystko, co mam. Kochałbym ją do grobowej deski, na wyłączność… jak stary Szczepek tę swoją Hanię. I byłbym jej wierny przez całe życie jak pies.

– Na pewno – szepnęła Iza.

W jej pamięci odżył obraz uwieszonej mu na szyi blondynki z mocnym makijażem i wesołe komentarze Gosi i Antka. To chyba Zuzia. Albo Madzia… jeszcze nie do końca je kojarzę. – Ty nie musisz, ważne, że szef kojarzy! I tamten pierwszy niesmak, który poczuła na myśl o jego rozrywkowym stylu życia. Jakże niewiele wtedy rozumiała…

– Tak zresztą było, dopóki ostatecznie nie straciłem nadziei – westchnął Majk. – Może to głupio zabrzmi, a ty nie uwierzysz mi, bo… nie jest chyba żadną tajemnicą, jak żyję… ale do tamtego czasu byłem czysty jak łza. Naprawdę – uśmiechnął się samymi kącikami ust, zerkając na nią z rozbawieniem. – Stary frajer Majk taki właśnie był. Platonicznie zakochany i gotowy czekać na nią obojętnie jak długo. Nie interesowały mnie inne kobiety, nie istniały dla mnie… i właściwie to nadal nie istnieją. Traktuję je instrumentalnie jako źródło taniej przyjemności – dodał innym, wyzywająco kpiącym tonem. – Korzystam z tego, że same pchają mi się w ręce, nawet nie muszę o nie jakoś szczególnie zabiegać… Taki ze mnie zimny drań, elfiku. Ordynarna i wyrachowana świnia.

Prowokujący sposób, w jaki to powiedział, obudził w Izie poczucie czarnego humoru, które czasami uaktywniało się w niej w najbardziej paradoksalnych momentach. Wzruszyła lekko ramionami.

– Co fakt, to fakt – zgodziła się, przybierając taki sam kpiący ton. – Ale takich obleśnych satyrów to ja znam na pęczki, nie zaimponowałeś mi.

Majk zerknął na nią bacznie, jakby zaskoczony tym nietypowym w jej ustach żartem, po czym roześmiał się serdecznie.

– Ech, ty mały nocny elfie! – pokręcił głową, puścił jej dłoń i szerokim gestem objął ją ramieniem. – Widzę, że zaczynasz mi docinać… No, chodź tu do mnie, daj się przytulić obleśnemu satyrowi! Oczywiście tylko w trybie terapii – zastrzegł wesoło.

– Oczywiście – uśmiechnęła się Iza, pozwalając mu objąć się i przytulić.

Wionęła na nią lekka mgiełka zapachu wody kolońskiej, który natychmiast przywołał jej na pamięć postać ojca tulącego ją w objęciach z czułością i troską… Na chwilę znów stała się tamtą małą, kilkuletnią dziewczynką, która niechcący rozbiła butelkę eau de Cologne na białej kafelkowej podłodze korytkowskiej łazienki… Instynktownie rozluźniła mięśnie i z ufnością oparła głowę na ramieniu Majka, delektując się swym wspomnieniem z dzieciństwa i ogarniającym ją wraz z nim przyjemnym poczuciem spokoju i bezpieczeństwa.

– Masz rację, Izulka – podjął po chwili ciszy Majk, już poważnym tonem. – Obleśny satyr ze mnie. Metodyczny i wyrachowany świntuch, który nawet nie potrafi zaimponować wartościowemu człowiekowi, bo jest po prostu żałosny.

– Żałosny to nie – zaprzeczyła Iza po chwili zastanowienia. – Ale cała reszta owszem… I skoro gadamy szczerze w trybie terapii, to powiem ci wprost, że nie popieram takiego stylu życia. To nie przynosi nic dobrego. Może trochę krótkotrwałej przyjemności, ale na dłuższą metę… nic. Nic sensownego.

Przed jej oczami, jak w ultraszybkim filmie, przewinęła się długa seria obrazów z postacią Michała obejmującego i całującego inne dziewczyny. Scen tych było bardzo dużo, a każdą z nich Iza pamiętała, jakby zdarzyła się wczoraj… z każdą z nich związane było osobne cierpienie i bolesny ścisk serca… A przecież to nie były wszystkie! Niektórych z jego dziewczyn nie znała przecież nawet z widzenia, słyszała tylko o nich… niewątpliwie były też takie, o których nawet nie słyszała…

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział XXIII (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz