Anabella – Rozdział XXIII (cz. 9)

– Ale ciebie akurat rozumiem – dodała oględnie. – Nie pochwalam, ale rozumiem… Tym bardziej że sam przed chwilą powiedziałeś, że wcześniej taki nie byłeś.

– Nie byłem – westchnął. – Od dzieciństwa cały należałem i chciałem należeć tylko do niej. Myślałem, że tak będzie zawsze, że od początku do końca będę jej własnością, a ona będzie tylko moja. Serio. Takim byłem śmiesznym idealistą i frajerem. Cóż, życie mnie tego oduczyło… pokazało mi dobitnie, co robi z takimi romantycznymi dzięciołami jak ja… Wiem, że nie pochwalasz tego, co wyprawiam, Iza – dodał poważnie. – Nikt normalny by tego nie pochwalił. Moja babcia chyba już mnie za to po cichu przeklęła… Ale powiedz mi, co miałem zrobić? Przeżyć życie w ascezie do późnej starości?

– Nie wiem – szepnęła Iza. – Nie jestem tobą… nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Pan Szczepcio pięćdziesiąt lat przeżył sam…

– Jasne, Szczepek – pokiwał głową Majk. – Wiedziałem, że mi z nim wyjedziesz. Tylko że widzisz… już ci to kiedyś mówiłem… on miał tę swoją Hanię, kochała go, była jego żoną chociaż przez tych kilka lat. A ja…

– Tak, wiem – przerwała mu szybko. – Przepraszam.

– Nie, nie przepraszaj – machnął ręką. – Niby za co? Za to, że mówisz mi prawdę w oczy? Ja to zresztą wiem, nie trzeba mnie uświadamiać, co jest dobre, a co złe. Trochę za stary już na to jestem… że przy tym głupi, to fakt, ale wystarczająco stary, żeby zdawać sobie sprawę z pewnych rzeczy. Cóż… po prostu taką podjąłem decyzję. Opowiedzieć ci, jak to było?

– Opowiedz – skinęła głową.

– Nie żebym chciał się przed tobą usprawiedliwiać czy coś… Chociaż no dobra… może trochę i tak – ciągnął z zastanowieniem. – W każdym razie z nikim jeszcze nie gadałem o tym tak otwarcie, więc może sam przy okazji ułożę to sobie we łbie. Widzisz… kiedy ona wybrała tamtego, a potem zaręczyła się z nim oficjalnie i w ogóle… ja już wtedy oczywiście wiedziałem, że wszystko jest przesądzone. Wiedziałem to, a jednak nadal miałem jakieś resztki głupiej nadziei, że sprawa nie jest jeszcze tak do końca zamknięta. Rozumiesz, co mam na myśli, prawda?

– Tak – szepnęła Iza. – Rozumiem doskonale.

– Wierzę ci – powiedział cicho, mocniej ogarniając ją ramieniem. – Jesteś taka sama jak ja… nie muszę ci tego tłumaczyć. No więc wtedy jeszcze czekałem. Nie wiem na co, chyba na cud. Na jakiś nieprawdopodobny cud, który oczywiście nigdy się nie zdarzył. I nadal byłem jej wierny jak najwierniejsza psina, chociaż okazji do zabawy mi nie brakowało, jak możesz się domyślić. Dopiero kiedy sześć lat temu odbył się ich ślub… na którym zresztą musiałem być tak samo jak na dzisiejszych urodzinach… i kiedy wyjechała z nim za granicę… dopiero wtedy dotarło do mnie, że to koniec. Że ten rozdział został raz na zawsze zamknięty i że nie mam już na co czekać… ani po co żyć… – głos załamał mu się na chwilę i zadrżał, a serce Izy zabiło mocniej na wspomnienie jakże podobnego stanu ducha z jej własnej przeszłości. – Przez trzy miesiące chodziłem jak nieprzytomny. Dla zabicia myśli rzuciłem się w wir pracy, ale niewiele pamiętam z tego okresu… żyłem jak w jakimś amoku…

Zamilkł na dłuższą chwilę, znowu wbijając wzrok w podłogę, i zatonął w swych smutnych wspomnieniach. Przytulona do niego Iza również milczała, odnajdując w jego opowieści samą siebie z najczarniejszego okresu swojego życia – okresu zakończonego przerwaną w ostatniej chwili próbą samobójczą. Choć ciekawiło ją, czy i Majk miał wtedy takie myśli, nie śmiała go o to dopytywać, po części z delikatności, a po części ze wstydu za tamten epizod, o którym sama nie chciała nikomu opowiadać.

Drzwi od gabinetu uchyliły się ostrożnie i pojawiła się w nich głowa Antka. Chłopak chciał coś powiedzieć, lecz na widok siedzącego na kozetce szefa, który obejmował ramieniem przytuloną do niego Izę, zaniemówił z półotwartymi ustami. Zawahał się na krótki moment, po czym szybko, niemal w popłochu wycofał się, bezszelestnie zamykając za sobą drzwi. O ile tonący w myślach Majk nie zauważył go zupełnie, o tyle Iza zdążyła go dostrzec i w pierwszym odruchu pomyślała z niepokojem, że scena, jaką tu zastał, wyglądała dość dwuznacznie. Jednak szybko machnęła na to ręką, odsuwając tę myśl od siebie podobnie jak tę wcześniejszą o Krawczyku. W końcu ani ona, ani Majk nie mieli sobie nic do zarzucenia, a przyjacielski uścisk w trybie terapii nie był przecież niczym takim…

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział XXIII (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz