Anabella – Rozdział XXIV (cz. 10)

– Niestety nie – pokręcił głową Majk. – Jestem jedynakiem, moi rodzice z założenia nie chcieli mieć więcej dzieci. Żałuję tego, bo ja na ich miejscu nie zatrzymałbym się tak szybko. Mógłbym mieć całą drużynę piłkarską… całą bandę łobuzów obojętnie jakiej płci, którzy byliby tak nieznośni, jak ja sam byłem w dzieciństwie, i którzy rozwalaliby w pył wszystko, co tylko napotkaliby na swojej drodze.

Iza prychnęła śmiechem, wyobrażając sobie taki widok. Majk zerknął na nią i również uśmiechnął się.

– Naprawdę, elfiku, wcale nie żartuję. Uwielbiam dzieciaki. To takie małe, sprytne bestyjki, wredne, wymagające, rozwrzeszczane… a jednocześnie takie urocze i bezbronne… i bardzo towarzyskie, dlatego najlepiej wychowują się z rodzeństwem. Masz siostrę, więc sama wiesz, jaka to jest wartość.

– O tak – przyznała z przekonaniem Iza. – Niezastąpiona.

– Ja nigdy tego nie miałem – ciągnął z melancholią. – Właściwie to od małego Pablo i Ania byli dla mnie jak brat i siostra… nadal są… i tak już zostanie na zawsze. I nie zrozum mnie źle, Izulka… jestem naprawdę szczęśliwy, kiedy patrzę na ich szczęście, oboje stworzyli takie piękne, zgodne rodziny… Lodzię po prostu uwielbiam, a Jean-Pierre to też bardzo równy facet, mam o nim jak najlepsze zdanie i szanuję go za to, że daje Ani wszystko, na co zasługuje. Wiem przecież… sam widzę, że jest z nim bardzo szczęśliwa. Tylko że… elfiku… ja ją ciągle tak cholernie kocham!

Głos zadrżał mu nagle i uwiązł w gardle… Puścił jej dłoń, ogarnął ramionami kierownicę i oparł na niej głowę, kryjąc twarz w fałdach rękawa swojej skórzanej kurtki. Ten moment słabości, kolejny już spośród tych, których była świadkiem, przepełnił serce Izy najgłębszym współczuciem i tak silnym wzruszeniem, że do oczu napłynęły jej łzy.

„Biedaku” – pomyślała z żalem. – „Jak ci pomóc? Na to nie ma żadnej dobrej rady…”

W spontanicznym odruchu porozumienia złamanych serc przechyliła się w stronę fotela kierowcy i objęła go ostrożnie lewym ramieniem za pochylony nad kierownicą kark i szyję, prawą dłonią gładząc go delikatnie po włosach. Ich miękka, przyjemna w dotyku faktura jeszcze bardziej ją roztkliwiła, przywiodła jej bowiem na myśl skojarzenie z bezbronnym dzieckiem, o którym sam przed chwilą mówił… Delikatnym, na wpół ostrożnym, na wpół troskliwym gestem gładziła go po tej słynnej na pół miasta rozczochranej czuprynie, świadoma tego, że żadne słowa pocieszenia nie odniosłyby w takim momencie skutku i że jedyne, co mogła zrobić, to po prostu być przy nim i okazać mu najprostszą, ludzką solidarność.

– Wiem – szeptała łagodnie, schylając się do jego ucha. – Wiem, Majk. Znam to tak samo dobrze jak ty… i wiem też, jak bardzo człowiek jest w tym osamotniony, niezrozumiany i zdany na własne siły. Wiem… Z tym nie da się walczyć, można tylko trochę to oswoić, zepchnąć gdzieś na dno serca i udawać przed innymi, że wszystko jest w porządku. Ja sama to przeżyłam i nadal przeżywam, więc dobrze znam ten ból. Wiem, jak jest ci z tym ciężko… wiem, Michasiu…

Niesiona gorącym pragnieniem złagodzenia jego bólu, instynktownie, nie zastanawiając się nad tym, co mówi, użyła zdrobnienia, jakim zawsze nazywał go pan Szczepan. Dopiero kiedy je wypowiedziała, przez myśl przebiegło jej, że mogło to zabrzmieć zbyt poufale wobec człowieka, do którego jeszcze niedawno nie chciała zwracać się inaczej niż per szefie, w dodatku starszego od niej o ponad dekadę… Co prawda człowiek ów pod wpływem emocji po raz kolejny odkrywał przed nią najintymniejsze tajemnice swojej duszy, jednak nadal był to jej pracodawca i posuwanie poufałości aż tak daleko nie było chyba z jej strony właściwe…

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XXIV (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz