Anabella – Rozdział XXIV (cz. 12)

– To pewnie przez te dziwne podobieństwa, skojarzenia… – ciągnął w zamyśleniu Majk, gładząc na wpół bezwiednie opuszkami palców wierzch jej dłoni. – To z zewnątrz naprawdę wygląda jak jakiś schiz, ale przecież bez tego nigdy byśmy się nie porozumieli. No, nie wstydź się już, Izulka – dodał z uśmiechem, zerkając na jej nadal mocno skonfundowaną minę. – Skoro ja, facet, nie wstydzę się tak wybebeszać przed tobą i odwalać takich cyrków, to czym ty miałabyś się przejmować? Przecież to faceci mają być twardzi, nie? Nie wolno im okazywać emocji, a jeśli już, to tylko w walce… mają walić wroga pięścią w zęby, a nie rozklejać się i trząść jak galareta, jak to ostatnio nagminnie robi w twojej obecności ten stary dureń Majk. Prawda, elficzku? No, uśmiechnij się… chyba widzisz, że chcę cię rozśmieszyć? Słabo mi to idzie, wiem… ale dla dobra sprawy udawajmy, że jestem mistrzem dowcipu i ciętej riposty, zgoda?

Iza mimo woli parsknęła śmiechem. Majk przechylił się w jej stronę na siedzeniu i objął ją obydwoma ramionami tak, że jej policzek spoczął na jego piersi. Owionął ją znajomy zapach wody kolońskiej… Z przyjemnością przymknęła oczy, zatapiając się w ciemność jak w miękki aksamit.

– No, tak lepiej – mówił cicho Majk. – Przytul się do mnie, moja terapeutko. Bez żadnych podjazdów, podtekstów ani innych wygłupów, przez które ja sam przez pół życia nie miałem do kogo się przytulić. A w takich trudnych chwilach zawsze marzyłem o tym, żeby przytulić się do kogoś normalnego… tak jak teraz… po prostu, zwyczajnie i bez obawy, że zaraz będą z tego same kłopoty. Przytulić się do kogoś, kto by mnie wysłuchał i naprawdę zrozumiał… Jesteś jedyną osobą, przed którą odkrywam się całkowicie, i Bóg mi świadkiem, że nie mam pojęcia, dlaczego tak się dzieje, bo przecież ledwo się znamy…

– Prawda – szepnęła Iza.

– Dziwne, nie? – pokiwał głową. – Nie mogę tego pojąć. Ja, który latami dusiłem to w sobie i udawałem osła, żeby nikt nie domyślił się, co mi w duszy gra… a raczej co mi w niej wyje… niespodziewanie i bez większych oporów wypluwam z siebie wszystko przed takim cichym, skromnym elfikiem… przed małym duszkiem z zaczarowanej krainy… Niepojęte! Ale dobrze mi z tym, wiesz? Bardzo dobrze…

Zamilkł i w samochodzie zapadła cisza. Przytulona do niego Iza poczuła, że podniósłszy rękę, gładzi ją teraz delikatnie po włosach. Było to może poufałe, owszem… lecz w tym geście nie było nic, co mogłoby ją niepokoić, nic, czego mogłaby się obawiać… Jakże inaczej zachowywał się w porównaniu do Kacpra czy nawet Daniela! W podobny sposób mógłby przytulać ją ojciec albo brat – bez podtekstów, jak sam to przed chwilą powiedział i jak już wcześniej kilkakrotnie podkreślał. Pozwalał sobie na to w trybie terapii, bo wiedział, że z jej strony też nie będzie tej banalnej, niewłaściwej odpowiedzi, którą na co dzień mógł mieć od tysiąca najpiękniejszych kobiet… Wszak żadne z nich tego nie potrzebowało, oboje pragnęli tylko odrobiny zrozumienia… I może to dlatego tak szybko sobie zaufali?

– Dziękuję ci za kolejną sesję terapii, elfiku – powiedział Majk spokojnym, łagodnym półgłosem. – To mnie znowu postawiło na nogi. Wybacz, jeśli za bardzo ci przytrułem… A teraz jadę na końcową inspekcję lokalu i już nie zawracam ci głowy, musisz iść spać – zmienił ton na swój zwyczajny, na co Iza natychmiast podniosła głowę i odsunęła się od niego. – Jutro podjadę po ciebie przed szesnastą, okej? Jedziemy do Nałęczowa we czwórkę, Pablo bierze dziewczyny i Jean-Pierre’a, a mnie poprosił, żebym zapakował do siebie obu tych nowych Belgów. Lucas chyba mocno zalazł mu za skórę! – zaśmiał się. – Ech, frajer, czym on się przejmuje… Ty oczywiście jedziesz z nami, bo Victor podobno nie wyobraża sobie innej opcji. Widzę, że już nieźle się skumplowaliście.

– Owszem – uśmiechnęła się Iza. – Dzisiaj przegadałam z nim już drugi wieczór. Taka była umowa z Lodzią, a dla mnie porozmawiać po francusku z native speakerem to sama przyjemność. No, ale faktycznie, już robi się późno. To cóż… lecę, szefie.

– Trzymaj się, elfiku – odparł ciepło Majk. – Dobrej nocy.

„Biedak” – myślała smutno Iza, wspinając się na drugie piętro pustą i cichą o tej porze klatką schodową. – „Rozkleił się dzisiaj jeszcze bardziej niż wczoraj. Wcale mu się nie dziwię, to był dla niego dzień bardzo mocnych wrażeń. Ale kto by pomyślał, że z wierzchu taki cwaniak, a w środku dusza romantyka…”

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz