Anabella – Rozdział XXIV (cz. 2)

Ciemnozielony opel czekał już na włączonym silniku na wprost bramy, z prawymi kołami na krawężniku, gotowy do jazdy. Iza skinęła ręką Kacprowi, który z zaciekawieniem przyglądał się, jak pośpiesznie wsiada do auta, które natychmiast ruszyło i odjechało w dół ulicy.

– To był ten agent, który kiedyś zrobił u nas rozróbę? – zagadnął Majk, zerkając na Izę, która rozsiadała się jeszcze w fotelu pasażera i układała sobie na kolanach torebkę. – Zapnij pas, elfiku… Zdaje mi się, że go skojarzyłem.

– Tak, to ten sam – skinęła głową Iza, posłusznie zapinając pas bezpieczeństwa. – Ma na imię Kacper. To bratanek mojego gospodarza, mieszkamy we troje, razem jemy posiłki… Jest strasznie roztrzepany i nieogarnięty, ale w środku to jest dobry chłopak, lubię go.

– Aha – uśmiechnął się Majk, hamując na czerwonym świetle.

Samochód stanął, silnik pracował miarowo, z cicho nastawionego radia płynęła jakaś skoczna muzyka. Iza dopiero teraz spojrzała uważniej na kierowcę, który ubrał się dziś podobnie jak wczoraj, z tym wyjątkiem, że dodatkowo miał na sobie swą czarną skórzaną kurtkę, a zamiast białej koszuli założył jasnoszarą, która, jak mimochodem zwróciła uwagę, nawiązywała kolorem do tęczówek jego oczu. Humor zdawał się dopisywać mu jak zwykle, gdyż bębnił lekko palcami po kierownicy w rytm muzyki i nie było widać po nim ani śladu wczorajszej słabości.

– I jak tam, wyspałaś się dzisiaj? – zapytał, spoglądając na nią spod swej bujnej czupryny.

– Znakomicie – zapewniła go Iza. – Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam, i przez całą noc spałam jak zabita. Zbudziłam się dopiero o szóstej, kiedy zadzwonił budzik. A ty?

– Ja też spałem jak niemowlak – odparł, wrzucając bieg i ruszając, gdyż właśnie zapaliło się zielone światło. – Dzięki tobie, bo gdybym wczoraj obalił tę brandy, dzisiaj czułbym się i wyglądał jak wyjęty psu z gardła. A tak… tak jest dobrze. Ładną masz bluzkę, elfiku.

– Dziękuję – uśmiechnęła się, zdziwiona tym niespodziewanym komplementem.

– Pasuje ci ten kolor – ciągnął neutralnym tonem Majk. – W ogóle podchodzą ci takie ciepłe żółcie i pomarańcze. W zimie miałaś fajną czapkę i szalik, też w takim podobnym kolorze.

– Rzeczywiście – szepnęła, tym razem naprawdę zdumiona tym, że swego czasu nie tylko zwrócił uwagę na jej zimowy strój, ale nawet do tej pory go pamiętał.

– Wiesz, w czym bym cię widział? – ciągnął, patrząc z uwagą na drogę i biorąc z wprawą kolejne zakręty. – Patrz, jakiego mamy fuksa, już trzecie zielone pod rząd… W takim długim, ciemnobrązowym płaszczu, najlepiej wełnianym… w dobrych sklepach można taki dostać… ciepły, z wielbłądziej wełny, w sam raz na zimę. Do tego ta twoja czapka i szalik, właśnie w tym kolorze, jakieś brązowe kozaczki i byłby super komplet, idealnie dla ciebie.

Iza rzuciła na niego spod oka podejrzliwe spojrzenie.

„Pogrzało go?” – pomyślała szczerze zaskoczona. – „Po co bredzi takie banialuki? O moim stroju zimowym? Przecież to bez sensu… Ach!” – zreflektowała się nagle. – „No tak! Pewnie denerwuje się jak diabli przed spotkaniem z Anią, więc gada o byle czym, byle tylko gadać. Trzeba mu w tym pomóc…”

– Widzę, że szef minął się z powołaniem – zażartowała swobodnie. – Zamiast prowadzić nocne kluby, trzeba było zostać projektantem mody albo jakimś innym designerem.

– Kto wie? – uśmiechnął się Majk, tym razem z premedytacją ignorując formę, w jakiej się do niego zwróciła. – Może i w tym bym się odnalazł, to niewykluczone. Lubię patrzeć na dobrze ubrane, eleganckie kobiety, chociaż sam noszę się jak patałach.

– Nie zawsze – pocieszyła go Iza. – Czasami nie jest tak źle…

Roześmiał się serdecznie, rzucając na nią rozbawione spojrzenie znad kierownicy.

– Masz rację, nie zawsze! Raz czy dwa na rok jestem zmuszony wbić się od okazji w coś eleganckiego… a to na szczęście ratuje mój honor i wizerunek!

– No właśnie! – zawtórowała mu śmiechem. – Na pewno to jest dla ciebie straszne cierpienie, ale czasem warto poświęcić się dla idei!

W samochodzie zapanowała wesoła atmosfera. Jeszcze kilka skrzyżowań i wjechali w znajome osiedle Lodzi i Pabla, gdzie Majk wyszukał wolne miejsce nieopodal ich bloku i zaparkował. Iza wysiadła pośpiesznie, z zaniepokojeniem zerkając na zegarek. Było już pięć po siedemnastej.

– Poczekaj, Iza, musisz mi trochę pomóc – oznajmił Majk.

Przeszedł na tył samochodu i otworzył bagażnik. Iza posłusznie cofnęła się, podeszła do niego i przystanęła, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Bagażnik był pełen kwiatów, które poprzedniego dnia zdobiły stół urodzinowy w Anabelli.

– Pablo zażyczył sobie, żeby przywieźć im dzisiaj te wszystkie kwiatki do domu – wyjaśnił Majk, wyciągając z bagażnika cztery duże bukiety niezapominajek i konwalii. – No to co? Jego kwiatki, jego wola… Potrzymaj mi to, okej? Ja wezmę te większe…

Wręczył Izie bukiety i sięgnął po leżące pod spodem trzy ogromne wiązanki białego bzu i hiacyntów, którymi na przyjęciu udekorowana była ściana za solenizantami.

– Ale pachną… – szepnęła Iza.

– To głównie bez tak pachnie… i konwalie – uśmiechnął się Majk, zatrzaskując bagażnik i blokując samochód pilotem. – Pablo chce postawić to wszystko na balkonie, żeby cieszyło oczy jego gwiazdeczki. Lodzia uwielbia kwiaty, a on na razie nie może zapewnić jej własnego ogródka, dopiero budują chatę… No dobra, idziemy.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1)

Dalsze części:

Rozdział XXIV (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz