Anabella – Rozdział XXIV ( cz. 9)

Jechali w całkowitym milczeniu, silnik szumiał cicho, na niektórych skrzyżowaniach wyłączono już sygnalizację, zastępując ją migającymi na pomarańczowo światłami. Jeszcze kilka minut i wylądowali pod kamienicą Izy, gdzie Majk zatrzymał samochód naprzeciw jej bramy, wjeżdżając jak zwykle bocznymi kołami na chodnik. Dziewczyna szybko zebrała się do wyjścia.

– Dziękuję za podwiezienie – powiedziała cichutko, nie chcąc wytrącać go z biegu myśli, i sięgnęła do klamki. – Dobranoc.

– Poczekaj, elfiku – zatrzymał ją łagodnym, proszącym tonem Majk.

Cofnęła rękę z klamki i spojrzała na niego pytająco. W półmrocznym wnętrzu ledwie widziała jego twarz, tylko światło umiejscowionej kilkanaście metrów dalej latarni odbijało się lekką poświatą w jego źrenicach.

– Nie poświęcisz mi nawet pięciu minut w trybie terapii? – zapytał smutno.

– Ależ… tak – szepnęła zmieszana, wyprostowując się natychmiast na siedzeniu. – Tylko nie wiedziałam, że tego chcesz…

Majk uśmiechnął się lekko i sięgnął po jej dłoń.

– Czy chcę? – zapytał retorycznie. – Ech, Iza… co ja bym bez ciebie zrobił… Dzięki tobie i naszej wczorajszej rozmowie dzisiaj mogłem w miarę normalnie przeżyć dzień. Niby nic, a tak dużo… Teraz też zostań chwilę ze mną, dobrze?

– Zostanę, jasne, ale… stoisz na zakazie – odpowiedziała niepewnie Iza. – Zastawiasz bramę, za to można dostać mandat…

– Stać mnie jeszcze na mandat – zapewnił ją z pobłażliwym uśmiechem Majk. – O tej porze straż miejska i tak przymknęłaby oko, nikt stąd nie wyjeżdża… A zresztą co tam mandat, Izulka… olać mandat…

Iza pokiwała głową ze zrozumieniem, jak zwykle pozwalając mu ściskać się za rękę.

– Bardzo ci źle? – zapytała cicho po dłuższej chwili milczenia.

– Źle? – powtórzył Majk, zastanowił się chwilę i pokręcił głową. – Nie… Właściwie to dzisiaj jestem szczęśliwy. Tak szczęśliwy, jak już dawno nie byłem.

– Porozmawiałeś sobie z nią długo sam na sam. Pobawiliście się razem z Tosią…

– Tak – szepnął. – Mam wrażenie, jakbym na cały rok nałapał słońca…

– Wiem, jak to jest – zapewniła go Iza, wspominając wczorajszą scenę na uczelni i oddalającą się za róg ulicy sylwetkę Michała. – Każda sekunda jest jak pokarm dla duszy na kolejne dni i tygodnie. Tylko że… to może znowu niepotrzebnie rozbudzić nadzieję…

– Nie – pokręcił znów głową. – Ja już nie mam nadziei. Sama pomyśl, jak nawet miałbym czelność ją mieć? Byłbym ostatnim ścierwem, gdybym choćby pomyślał o nadziei… w takim sensie, jaki chyba masz na myśli – doprecyzował, podnosząc głowę i mierząc ją badawczym wzrokiem.

– Racja – odparła zmieszana, odwracając oczy. – Wybacz, Majk. Bzdury gadam…

– Nie, Iza, moja nadzieja już dawno umarła – podjął smutno Majk. – Jedyne, na co mogę liczyć, to kilka takich pięknych chwil jak dzisiaj. Pogadaliśmy sobie jak zwykle… o wszystkim i o niczym… tak po przyjacielsku. Jak kiedyś… Wiesz, elfiku… w takich chwilach dziękuję Bogu, że nigdy nie wyznałem jej wprost tego, co czuję. Dziękuję Mu za to, że byłem na to za słaby… Ten tchórz sprzed lat ma swoje wielkie zalety, bo dzisiaj mogę bezbłędnie grać rolę neutralnego przyjaciela rodziny. Pablo nawet chce ze mnie zrobić drugiego ojca dla swojego pierworodnego – uśmiechnął się. – Wzruszyli mnie tym niesamowicie oboje z Lodzią… i nie zawiodą się na mnie. Będę kochał ich małego jak własnego syna. Jak rodzonego dzieciaka, którego sam nie będę nigdy miał, bo… nie chcę – zniżył głos niemal do szeptu. – Nie chcę, chociaż tak naprawdę chciałbym bardzo… Łapiesz, o czym mówię, prawda?

– Łapię – zapewniła go skwapliwie Iza. – Rozumiem cię doskonale, ja mam to samo. Co prawda jestem w trochę innej sytuacji niż ty, bo jeszcze tak całkiem nie straciłam nadziei – zaznaczyła ostrożnie, choć w głębi serca sama czuła, jak kruche było to twierdzenie. – Ale ja też tylko czekam, kiedy moja siostra i szwagier będą mieli dzieci, które będę mogła traktować jak własne. Już dawno obiecałam sobie, że będę dla nich najlepszą ciocią… dobrą ciocią Izą z kieszeniami pełnymi cukierków, wróżką od spełniania dziecięcych marzeń. Cieszę, że chociaż moja siostra jest kochana i szczęśliwa… A ty masz jakieś rodzeństwo?

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział XXIV (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz