Anabella – Rozdział XXV (cz. 2)

Opel Majka sunął wąską szosą, dotrzymując tempa jadącemu przed nimi czarnemu volkswagenowi Pabla. Zapadał już zmierzch, turystyczno-rekreacyjny wyjazd do Nałęczowa i Kazimierza nad Wisłą, który zaplanowano jako ukoronowanie wizyty belgijskiej ekipy w Polsce, zakończył się już i zmęczone, lecz pełne wrażeń towarzystwo wracało do Lublina.

Iza siedziała z tyłu wraz z Victorem, z którym tradycyjnie przegadała dziś całą wycieczkę, a i teraz obojgu nie zamykały się usta, żartowali sobie bowiem wesoło we trójkę z Lucasem zajmującym fotel pasażera obok Majka. Ten ostatni od początku drogi powrotnej nie odezwał się ani słowem, lecz prowadził auto w milczeniu, całą uwagę skupiając na tym, by na dość zatłoczonej o tej porze szosie nie dać się urwać jadącemu dość szybko Pablowi.

– Samolot z Warszawy mamy o czternastej – mówił Lucas, przeciągając się na siedzeniu. – Jak myślisz, Vic? Rano trzeba by się zerwać z godzinę wcześniej na śniadanie, żeby na nas nie czekali, nie? Anne mówiła, że zawsze lepiej pojechać wcześniejszym pociągiem i dać sobie drugą szansę w razie, gdyby były jakieś komplikacje.

– Czyli jedziecie pociągiem? – podchwyciła Iza.

– Tak. Paul chętnie zawiózłby nas do Warszawy samochodem, ale nie zmieścimy się – wyjaśnił jej Victor. – Razem z Antoinette jest nas pięcioro plus bagaże.

– Zresztą pociągiem dobrze się jedzie – zauważył Lucas. – Wolę to, niż gnieść się w tyle osób w samochodzie. I widoki można sobie pooglądać… Polska to piękny kraj.

Po całym dniu spędzonym na rozmowach Iza miała wrażenie, że kurtuazyjne tematy powoli się wyczerpują. Chętnie porozmawiałaby jeszcze sam na sam z Victorem, gdyż we dwoje weszli już na wyższy poziom porozumienia i nie mieli problemu ze znalezieniem tematu do rozmowy, jednak uparte milczenie Majka, który najwyraźniej nie zamierzał zająć pogawędką Lucasa, sprawiało, że ciężar podtrzymywania oficjalnej konwersacji z Belgami spadał w całości na jej barki.

Nie miała jednak o to żalu do Majka, który, odkąd wsiedli do samochodu, był w ewidentnie kiepskim humorze, choć starał się nadrabiać miną. Ponieważ na wycieczkę nie pojechała Antosia, dla której taki wyjazd byłby zbyt wyczerpujący, większość czasu poświęconego na spacery i zwiedzanie spędził na rozmowie w cztery oczy z Anią, podczas gdy Iza spacerowała z Victorem, Lodzi jak zwykle (ku dyskretnemu niezadowoleniu jej męża) uparł się towarzyszyć Lucas, a z kolei Pablo i Jean-Pierre przez całą wycieczkę chodzili wszędzie we dwóch, wiodąc rozpoczętą jeszcze poprzedniego wieczoru żarliwą dyskusję na tematy polityczne. Iza rozumiała zatem doskonale owo przygaszenie i milczenie Majka… Tak długi czas spędzony w bliskim towarzystwie kobiety, którą kochał całym sobą, a wobec której nie mógł żywić nawet cienia nadziei, musiał wyczerpać w nim zapasy energii i siły woli. Jednocześnie, znając ten stan ducha z własnego doświadczenia, mogłaby założyć się o głowę, że za żadne skarby świata nie oddałby tych kilku kolejnych wykradzionych bogom godzin.

Do Lublina dojechali w zapadającym już na dobre zmroku, na ulicach powoli zaczynały zapalać się latarnie.

– Majk, wyrzuciłbyś mnie i Victora koło miasteczka akademickiego? – poprosiła Iza.

– Jasne – odparł zdawkowo.

Było to pierwsze słowo, jakie wypowiedział od kilkudziesięciu minut.

– Wysiądziemy z Isabelle wcześniej – wyjaśniał tymczasem Lucasowi Victor. – Namówiłem ją na jeszcze jedną, ostatnią włóczęgę po Lublinie. Ma mi pokazać, gdzie studiuje.

Ah, les vadrouilleurs! – zaśmiał się Lucas. – Et leur grande vadrouille!*

Majk podjechał główną aleją w okolice miasteczka akademickiego, zatrzymał samochód w jednej z bocznych uliczek i odwróciwszy się do tyłu, podał na pożegnanie rękę Victorowi. Iza wymieniła w tym czasie pożegnalne grzeczności z Lucasem, z którym tak naprawdę dopiero dziś miała okazję zamienić kilka słów, po czym oboje z Victorem wysiedli z auta i ruszyli na obiecaną wieczorną włóczęgę.

(c.d.n.)


* Ah, les vadrouilleurs! Et leur grande vadrouille! (fr.) – Ach, włóczędzy ! I ich wielka włóczęga !

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1)

Dalsze części:

Rozdział XXV (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz