Anabella – Rozdział XXV (cz. 6)

– Ta jest z zeszłego tygodnia, chyba jeszcze nierozliczona – zauważyła Iza, podając mu nad biurkiem jedną z faktur, którą właśnie przeanalizowała. – Tu jest straszny bałagan, ta druga jest z kolei z połowy lutego… Może trzeba by najpierw poukładać je datami, a potem będziemy sprawdzać dokładniej?

– Dobra myśl – zgodził się Majk, dzieląc stosik dokumentów na dwie równe połowy i podając jej jedną. – Czekaj, tutaj kładziemy te najstarsze, ze stycznia… a tu obok po kolei luty, marzec, kwiecień. Podzielmy to i potem sprawdzimy, o co chodzi z tą nierozliczoną… chociaż dałbym głowę, że wkładałem tu tylko rozliczone, a niech to diabli, chyba mózg mi zaćmiło. Pokaż, co to w ogóle jest? Aha, Rogalski… no tak. Trzeba będzie sprawdzić, czy nie ma tu jeszcze jakiejś wiszącej, będziemy je odkładać osobno na tę stronę.

– Dobrze, szefie – odparła grzecznie Iza, rozkładając dokumenty na wskazane miejsca. – Jeśli już, to tylko z kwietnia mogą być wiszące, reszta chyba była zamknięta z końcem marca. Przynajmniej powinna być…

Przez chwilę segregowali dokumenty w milczeniu, w gabinecie słychać było tylko szelest przekładanych kartek. Iza całą uwagę skupiała na analizie kolejnych rachunków, skrupulatnie odkładając je na właściwe kupki, a choć w tyle głowy błąkała jej się myśl, że ta akcja z fakturami wygląda jak jakieś surrealistyczne przedstawienie, nie miała zamiaru wychodzić z narzuconej jej roli. Skoro szef, pomimo popołudnia pełnego silnych wrażeń, nie życzył sobie dziś rozmów w trybie terapii, należało to uszanować i pod żadnym pozorem nie narzucać mu pomocy, której nie chciał… W końcu i tak najistotniejsze było to, że zamiast pić alkohol, wybrał opcję rzucenia się w wir pracy i zajęcia umysłu nudnym segregowaniem dokumentów finansowych. Dla niej samej zresztą to też było wygodne, bo nie będzie musiała występować w roli terapeutki-amatorki, roli, którą odgrywała przecież nieudolnie, po omacku, opierając się wyłącznie na instynkcie i swym smutnym osobistym doświadczeniu…

– Te kwietniowe trzeba będzie przejrzeć w pierwszej kolejności – stwierdził Majk, zerkając na jeden z dokumentów z ostatniego stosu. – Już widzę, że pomieszałem wszystko jak ostatni frajer. Dobrze, że porządkujemy to dzisiaj, bo za parę dni szukałbym tych dwóch i szlag by mnie trafił, jakbym ich nie znalazł… a nie znalazłbym oczywiście, bo tu pewnie w ogóle bym nie zajrzał.

– Najlepiej byłoby na bieżąco trzymać porządek w tych fakturach – zauważyła oględnie Iza. – Jak w listopadzie i w grudniu pracowałam w komisie, to segregowanie i opisywanie faktur było jednym z moich zadań, robiłam to regularnie pod koniec każdego tygodnia.

– Hmm… – mruknął Majk, wczytując się w kolejny dokument. – A niech to, skąd to się tu wzięło? No dobra, nieważne – machnął ręką, odłożył kartkę na bok i kontynuował rozkładanie kolejnych. – Tu jest luty, luty… styczeń… luty… te dwie z marca…

Drzwi od gabinetu uchyliły się bezszelestnie i przez szparę z najwyższą ostrożnością zajrzał Antek. Po chwili zza jego głowy wyłoniły się kolejne dwie pary oczu należące do Basi i Klaudii. Wszyscy troje w napięciu obserwowali pochyloną nad biurkiem parę zajętą segregowaniem dokumentów… Jednak ku ich rozczarowaniu w zachowaniu szefa i Izy nie było nic podejrzanego ani budzącego jakichkolwiek zastrzeżeń, przeciwnie, wydawali się skupieni bez reszty na wykonywanym zadaniu.

– Ta ma zamazaną datę – zauważyła Iza, podając Majkowi jedną z faktur, niewyraźnie wydrukowaną na różowej kalce. – Szef zobaczy… to jest dwójka czy trójka?

– Cholera – pokręcił głową Majk, wpatrując się w dokument, który przejął posłusznie z jej ręki. – Ja bym powiedział, że trójka… Dajmy to na razie do marcowych, potem się pomyśli.

Antek wycofał się powolutku i spojrzał w zdezorientowaniu na koleżanki.

– Dziwne – szepnął skonfundowany. – Przecież ślepy nie byłem…

– Może tamto czwartkowe to była tylko jakaś rozmowa motywacyjna? – poddała również szeptem Klaudia.

Basia, która niosła w jednej ręce spodeczek z kawą, spojrzała z politowaniem na kolegę i popukała się wymownie palcem w czoło.

– Dobra, Antoś, otwórz mi te drzwi – rzuciła pobłażliwie. – Muszę zanieść szefowi kawę.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XXV (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz