Anabella – Rozdział XXV (cz. 7)

Po wyjściu Basi, które zbiegło się akurat z zakończeniem segregowania dokumentów pod kątem kolejności ich wystawienia, Iza wróciła do faktury z niewyraźną datą, próbując rozszyfrować rozmazaną, a tak kluczową cyferkę.

– Nie do zrobienia – westchnęła po kilku minutach żmudnych wysiłków. – Nie podejmuję się powiedzieć nawet na osiemdziesiąt procent, czy to luty czy marzec.

– Czekaj, Iza, wiesz co? Ja to sprawdzę w laptopie! – zaproponował Majk, podnosząc się z fotela. – Nie dam głowy, że akurat tę mam w wersji elektronicznej, ale może będziemy mieli fuksa… Antek! – rzucił rozkazująco, podchodząc szybko do drzwi i otwierając je na oścież.

Gest ten wprawił w popłoch czteroosobową grupkę rozmawiającą konspiracyjnym szeptem na korytarzu. Antek, Basia, Ola i Klaudia odskoczyli szybko od siebie niczym spiskowcy przyłapani na gorącym uczynku, po czym dziewczyny w mgnieniu oka zdematerializowały się, pozostawiając na placu boju osamotnionego, stojącego z niezbyt mądrą miną Antka.

– Antek, przynieś mi tu laptopa – zarządził spokojnie Majk. – Tego czarnego.

– Jasne, szefie – pokiwał głową chłopak i zmył się z pola widzenia w tempie błyskawicy.

Majk zamknął drzwi i wrócił do biurka, gdzie Iza analizowała kolejne dokumenty z puli faktur kwietniowych, układając je według dat dziennych.

– Te są tuż sprzed świąt – mruknęła pod nosem. – Tu poszła zaliczka dla wykonawcy… to za ten remont w męskiej łazience? Szef zerknie.

– Aha – skinął głową Majk, rzuciwszy okiem na rachunek. – Tam gdzieś powinno być też potwierdzenie przelewu, podepnij je od razu do rachunku, co? Czekaj, tu mam spinacz.

Otworzył szufladę, z której wyjął spinacz i podał jej go do ręki.

– Dzięki… – odparła mimochodem Iza, zajęta szukaniem wspomnianego potwierdzenia. – O, jest, dobra, podpinam.

Majk przyglądał się, jak pewnym gestem spina dokumenty, wsuwa je do foliowej koszulki i odkłada na stos tych już uporządkowanych, gotowych do włożenia do klasera.

– Iza? – zagadnął cicho innym, mniej oficjalnym tonem.

Podniosła na niego oczy.

– Słucham, szefie?

– Wyluzuj z tym szefem – pokręcił głową. – Twarda jesteś w tej twojej elfikowej dyskrecji i delikatności, ale ja już dłużej nie wytrzymam. Posłuchaj… chcę ci podziękować. I przeprosić za to, że tak mocno zaangażowałem twoje sumienie. Głupio mi, że zakatowałem cię ostatnio ciężkimi zwierzeniami i tą całą terapią… Wiem przecież, po co przyszłaś dzisiaj wieczorem do pracy – dodał znacząco. – Przyszłaś, chociaż nie musiałaś, nawet nie przebrałaś się po wycieczce i przybiegłaś, żeby swoim dobrym serduszkiem służyć w potrzebie staremu frajerowi Majkowi. Bo tak było, prawda, elfiku?

– No… tak – przyznała Iza, uśmiechając się ze zmieszaniem. – W samochodzie miałeś taką minę, że bałam się, że… – urwała, zastanawiając się, czy jest sens przypominać mu o tym, o czym być może sam już nawet nie pamiętał.

– Że?

– Że będziesz pił brandy – dokończyła niepewnie.

– Nie miałem takiego zamiaru – zapewnił ją spokojnie. – W czwartek owszem, ale dzisiaj już nie. Fakt, załapałem przez moment mały dołek, ale… teraz już jest dobrze, Iza – zniżył głos. – Już jest naprawdę okej.

– Na pewno? – zerknęła na niego z niedowierzaniem.

– Na pewno. Oni już jutro wyjeżdżają, nie zobaczymy się. Zamknął się kolejny mały rozdzialik mojego życia, a to przywraca mi spokój. Przynajmniej na jakiś czas. Nie wierzysz mi? – uśmiechnął się z rozbawieniem na widok jej podejrzliwej miny.

Iza zmieszała się lekko.

– Ideą terapii jest to, żeby mówić prawdę – odparła wymijająco. – Inaczej to nie ma sensu. Jeżeli zgrywasz się specjalnie po to, żebym ja…

– Nie zgrywam się – przerwał jej stanowczo Majk. – Nie przed tobą, Iza. Umówiliśmy się, że w trybie terapii jesteśmy ze sobą stuprocentowo szczerzy i tego się trzymam. W tym względzie mówię ci i zawsze będę mówił prawdę.

– Okej – szepnęła.

– Przez ostatnie trzy dni poświęciłaś mi dużo czasu i uwagi – podjął łagodniejszym tonem. – Bardzo to doceniam, elfiku. Dzięki tobie… dzięki temu, że przy tobie mogłem powyrzucać z siebie te wszystkie zmory… czuję się zupełnie inaczej niż to zwykle bywało w takich sytuacjach. Dzisiaj po raz pierwszy od wielu lat jestem naprawdę spokojny. Tak… spokojny – dodał, jakby sam zastanawiał się, czy używa właściwego słowa. – To jest taki dziwny spokój, którego sam do końca nie rozumiem, ale czuję go… i mam wrażenie, że chociaż zaliczyłem parę dołków, to i tak jestem teraz o wiele silniejszy, niż byłem przez ostatnie siedem lat… nawet niż byłem przedwczoraj, kiedy mało brakowało, a obaliłbym tę brandy. Dzisiaj już bym tego nie zrobił. Nie wiem, skąd dokładnie to się wzięło… ten spokój i ta siła… ale uwierz mi, że jest naprawdę dobrze – uśmiechnął się.

– W takim razie w porządku – odwzajemniła mu uśmiech. – Skoro mówisz, że tak jest, to wierzę ci na słowo. I cieszę się… bardzo się cieszę.

Nie mając pomysłu, co jeszcze mogłaby dodać, znów pochyliła się nad fakturami, odgarniając ręką długi kosmyk włosów, który opadł jej na twarz. Majk patrzył na nią przez chwilę w milczeniu, po czym nagle przechylił się przez biurko, ujął jej dłoń i z powagą podniósł ją do ust. Iza spojrzała na niego zdziwiona. Przez kilka sekund oboje sondowali się wzrokiem, w którym narastał uśmiech bezwarunkowej sympatii i porozumienia.

– Szefie, laptop…

W drzwiach stanął Antek, trzymający oburącz komputer ze zwisającym z niego kablem do zasilania. Jego twarz wyrażała jeszcze większe zdezorientowanie niż wcześniej. Majk bez pośpiechu puścił dłoń Izy, która natychmiast wróciła do swojej pracy, skinął głową i dał mu znak, że ma postawić sprzęt na biurku.

– Dzięki, Antonio. Tu go postaw, tylko uważaj na te papiery, nie zrzuć czegoś. Od pół godziny męczymy się z tym jak cholera… I co masz taką głupią minę, patałachu? – dodał z rozbawieniem. – Pewnie nabroiłeś coś za moimi plecami, hmm?

– Nie, szefie, skąd znowu – zapewnił go Antek, rozwijając pośpiesznie kabel w stronę gniazdka elektrycznego i schylając się, aby go podłączyć. – Wszystko gra, na sali i w ogóle… Podłączę to szefowi, trzeba uruchomić i sprawdzić, czy nie będzie stosu aktualizacji, bo chyba od przedwczoraj go nie otwierałem… Internet też podłączyć?

– Nie trzeba – pokręcił głową Majk. – Muszę tylko sprawdzić datę jednej faktur, o ile mamy ją na dysku… Dzięki, zostaw, ja już sam go odpalę. Aha, i powiedz Basi, żeby zajrzała tu do nas w wolnej chwili, okej? Mamy już posegregowaną część papierów, trzeba będzie popakować je w klasery. Iza to pociągnie i dokończą we dwie, a ja idę na chwilę do kuchni i zaraz zajrzę do was na salę. Pierwsza za pasem, trzeba by już powoli zwijać disco.

– Tak jest, szefie – skinął głową Antek. – Już lecę.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział XXV (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz