Anabella – Rozdział XXV (cz. 9)

Zgodnie z zapowiedzią, Daniel zadzwonił do niej w niedzielny wieczór, by zapytać, jak poszło jej zadanie z Belgami i umówić się na obiecane spotkanie. Jednak Iza nie tylko nie wykazała chęci rozwijania jakiegokolwiek tematu, ale wręcz potraktowała go chłodno i z dystansem, prawie opryskliwie. Oprócz niej jeden Bóg tylko wiedział, ile to ją kosztowało… Za bardzo jednak lubiła i szanowała Daniela, żeby dalej rozbudzać jego bezpodstawne nadzieje na coś więcej niż sympatyczne koleżeństwo, wiedziała bowiem, że dla niego, jak wielokrotnie to sugerował, nie było ono satysfakcjonującą formułą ich relacji.

Jej mottem stały się słowa Majka, który w podobnych sytuacjach działał twardo i radykalnie. Kiedy widzę, że któraś zaczyna choć trochę się angażować, natychmiast zrywam z nią kontakt… dla jej dobra. Jeśli trzeba, mogę być przy tym wredny, niemiły, a nawet chamski. Jestem w stanie powiedzieć jej przykre, wręcz obraźliwe rzeczy, żeby tylko jak najszybciej wybiła mnie sobie z głowy. Właśnie po to, żeby jej nie skrzywdzić… Odkąd usłyszała od niego te słowa, dźwięczały jej one w uszach, gdy tylko pomyślała o Danielu, stały się dla niej jednocześnie przestrogą i drogowskazem. Majk miał przecież w tym względzie duże doświadczenie, wprost proporcjonalne do zainteresowania, jakim cieszył się u kobiet, zainteresowania nieporównywalnie większego niż to, jakie Iza kiedykolwiek wzbudzała wśród chłopaków… Czy zasada, według której postępował, nie była tu jedynym właściwym rozwiązaniem? Czy nie powinna brać z niego przykładu? On wszak doskonale wiedział, co mówi, na przestrzeni lat zdążył przećwiczyć to już wielokrotnie i znał praktyczne efekty takich działań…

Dlatego, kiedy zadzwonił Daniel, zebrała w sobie wszelkie pokłady siły woli i asertywności, jakie tylko posiadała, żeby dla jego dobra potraktować go według tej instrukcji. I musiała przyznać przed samą sobą, że była to bardzo ciężka, psychicznie wykańczająca operacja. Najpierw szok i zaskoczenie w jego głosie, kiedy oznajmiła, że nie tylko nie spotka się z nim po weekendzie majowym na jazdę na motocyklu, ale w ogóle chce się już z nim spotykać… Potem ten straszliwy smutek, który wybrzmiewał w każdym jego słowie, a jej rozdzierał serce… I to podłe uczucie, że jest dla niego jakimś katem, krzywdzicielką, okrutnicą… Mimo to ani przez chwilę nie opuszczało jej przekonanie, że robi dobrze, że tak właśnie musi postąpić, w przeciwnym razie za jakiś czas postawi i jego, i siebie w znacznie trudniejszej sytuacji.

Tak czy inaczej po zakończeniu rozmowy była tak zmaltretowana i osłabiona, jakby własnymi rękami przerzuciła wagon węgla, w nocy z trudem zdołała zasnąć i dopiero kiedy w poniedziałek rano wstała, żeby pójść na zajęcia, po raz pierwszy odczuła to, co powinna była odczuć od razu – czyli ulgę. Ulgę, która niestety znów ulotniła się jak eter wobec niewinnego pytania nieświadomej niczego Marty…

– Bo wiesz co? – ciągnęła Marta, przyglądając się z uwagą jej zmieszanej minie. – Ja wtedy nie miałam głowy, żeby się nad tym zastanawiać, ale teraz, jak sobie przypominam… to on tak na ciebie patrzył…

– Marciu, przestań – poprosiła cicho Iza. – Nie szukaj mi na siłę chłopaków, proszę cię. To daremny trud. A jeśli chodzi o Daniela… uprzedzając twoje pytanie… to nie, z tego też nic nie będzie. Zostawmy to już, okej?

– Dziwna jesteś, Izka – westchnęła Marta. – No, ale dobrze… może jeszcze nie trafiłaś na nikogo, kto by cię ruszył, ja to rozumiem. Nie gniewaj się, po prostu bardzo cię lubię i przez cały czas myślę o tym, że ty chyba jesteś strasznie samotna. Z bliskich osób masz właściwie tylko siostrę, a ona w dodatku mieszka daleko. Jakieś znajomości ze starymi dziadkami czy z tym całym … Kacprem… to nie jest prawdziwa bliskość, jak mi się wydaje. I tak sobie pomyślałam, że…

– Nie, Martusiu, nie czuję się samotna – przerwała jej łagodnie Iza. – Przecież non stop jestem wśród ludzi, wszyscy są dla mnie życzliwi, a odkąd przyjechałam do Lublina, znalazłam tu już kilkoro bliższych przyjaciół, w tym ciebie – uśmiechnęła się. – Bardzo ci dziękuję, że martwisz się o mnie, ale naprawdę… niepotrzebnie. Nie jestem ani trochę samotna, mam z kim porozmawiać, właściwie to nie mam czasu na samotność… tylko wieczorami jestem sama, kiedy zamykam się w pokoju, żeby się pouczyć… ale to też jest przecież potrzebne!

Marta pokręciła głową bez przekonania.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział XXV (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz