Anabella – Rozdział XXVII (cz. 10)

– A nie, kochaniutki, poczekaj jeszcze! – zatrzymała go cyganka. – Ja uczciwa kobieta, zapłaciłeś, to przepowiem ci przyszłość tak, jak było umówione. Nie uciekaj, ja nawet twojej ręki nie muszę oglądać, bo i tak wiem wszystko…

– Daj mi już spokój, stara wiedźmo! – huknął na nią Majk, wracając na tył vana. – Bierz swoją dychę i spadaj, nie mam czasu na twoje wróżby, robota czeka!

– Nosisz w sercu jej imię – zniżyła głos niezrażona jego ostrym tonem cyganka. – To jedno imię, które kochasz najbardziej na świecie…

Stojąca obok w milczeniu i przyglądająca się z dezaprobatą całej scenie Iza zadrżała na te słowa jak liść osiki na wietrze. Czyż nie te same, wręcz identyczne słowa ona sama usłyszała od tamtej kobiety? Tamta też wyglądała jak cyganka… Majk, który zwracał się już w stronę kabiny vana, zatrzymał się nagle i znieruchomiał.

– A przecież wszystko ma dwa końce – ciągnęła poufałym tonem kobieta, podchodząc do niego i wspinając się na palce, by zbliżyć twarz do jego ucha. – I może to wcale nie jest tak, jak myślisz? Może prawdziwy obraz to ten odbity w lustrze? Tak na to popatrz, synu. Wiem, że teraz tego nie rozumiesz… Ale to przyjdzie… przyjdzie samo. Idź tą drogą, a będziesz szczęśliwy… tak szczęśliwy, jak nawet ci się nie śniło. No, daj mi rękę – sięgnęła po jego dłoń, którą pozwolił ująć bez protestu, odwróciła ją wewnętrzną stroną do góry i wpatrzyła się w nią z uwagą. – Tak… za tobą ciężkie przejścia… jeszcze pocierpisz, ale to się skończy. Rozwiniesz skrzydła, będziesz czerpał z życia garściami… ona też – wskazała nagle oczami na Izę, która aż cofnęła się o krok z niepokojem. – Kręte drogi, trudne drogi… ale poprowadzą do wielkiego szczęścia…

Majk stał jak zahipnotyzowany, pozwalając jej analizować swą dłoń, i przyglądał jej się na wpół z niedowierzaniem, na wpół jakby z obawą. Nie puszczając jego dłoni, cyganka spojrzała mu prosto w oczy i uśmiechnęła się porozumiewawczo.

– Udajesz, że jesteś taki twardy, a w głębi duszy pragniesz tylko ciepła i czułości – powiedziała cicho. – Marzysz o zwykłym domowym ognisku, o własnej rodzinie, dla której mógłbyś żyć i pracować… I będziesz ją miał. Tak, chłopcze. Ja, stara cyganka, przepowiadam ci to uczciwie. Z ręką na sercu ci to mówię, kochaniutki! Będziesz miał tę twoją wybraną, jedyną na świecie… dobrą i mądrą, najwierniejszą… taką jak ty. A dzieciaki? Coś mi się widzi, że całą gromadkę, tak jak sobie wymarzyłeś… Z nich pierwszej córce dasz na imię…

– Dość! – przerwał jej lodowatym tonem Majk, jakby budząc się z letargu, po czym gwałtownym gestem wyszarpnął dłoń z jej ręki. – Jaja sobie ze mnie robisz, stara wariatko! A ja drugi kretyn, że na to pozwalam… Dobra, przyznaję, że ściemę masz dopracowaną świetnie – pokiwał głową, zaciskając zęby. – Potrafisz podejść zza węgła i zrobić wodę z mózgu takiemu frajerowi jak ja… W sumie już za to należy ci się ta dycha. Ale na dziś wystarczy, i tak straciliśmy za dużo czasu na te banialuki. Wsiadaj, Iza! – rzucił stanowczo do dziewczyny, po czym sam otworzył drzwi od strony kierowcy i szybko wskoczył do auta.

Iza posłusznie przeszła na przód vana, by zająć miejsce po stronie pasażera. Sięgając do klamki, zerknęła jeszcze odruchowo za cyganką, by sprawdzić, czy wciąż stoi w tym samym miejscu. Ta jednak odeszła już kilkanaście kroków dalej i właśnie miała zniknąć za kolejną wiatą na wózki sklepowe, kiedy jeszcze raz odwróciła się i spojrzała na dziewczynę, jakby wyczuwszy na sobie jej wzrok. I wtedy pod Izą ugięły się nogi… To nie była ta sama osoba, która przed chwilą wróżyła Majkowi! Spod barwnej chusty patrzyły na nią z daleka znajome, czarne jak węgiel oczy kobiety, którą pierwszy raz spotkała w zimie na ulicy i która wypowiedziała wtedy do niej identyczne słowa, jakie dziś usłyszał od niej on…

„Nie” – pomyślała w panice Iza. – „Niemożliwe… to jakieś złudzenie!”

Nerwowym gestem szarpnęła klamkę i otworzyła drzwi, jeszcze ostatni raz rzucając szybkie spojrzenie w stronę tajemniczej cyganki. Po niej jednak nie było już ani śladu. Na uginających się z wrażenia nogach wsiadła do vana, którego silnik Majk właśnie uruchomił, zatrzasnęła drzwi i zapięła pas bezpieczeństwa. W milczeniu wyjechali z przysklepowego parkingu na ulicę i dopiero kiedy minęli kilka skrzyżowań, zmierzając w stronę centrum miasta, Iza uspokoiła się na tyle, że przestały jej drżeć dłonie.

„Tak mi się tylko wydawało” – tłumaczyła sobie zawzięcie, starając się na wszelkie sposoby wypchnąć ze świadomości obraz twarzy czarnookiej kobiety, który widziała wciąż przed sobą jak zatrzymany na stop-klatce. – „Złudzenie, psikus podświadomości, autosugestia… Tylko że ona powiedziała dzisiaj to samo, co tamta wtedy! Przecież nie przesłyszałam się… A może jednak? Albo może one po prostu wszystkim mówią to samo?”

– Dzwonić do Antka, że już wracamy? – zapytała neutralnym tonem milczącego jak grób Majka, który wzdrygnął się na dźwięk jej głosu jak wyrwany z głębokiego transu.

– A tak, dzwoń – skinął głową, nie patrząc na nią. – Powiedz mu, że za pięć minut Chudy i Tom mają meldować się przy tylnym wejściu do rozładunku. Spróbuję wjechać tyłem, będzie im łatwiej wyjąć te graty.

– Tak jest, szefie – odparła Iza, wyciągając telefon z kieszeni i wyszukując w nim numer Antka. – Już dzwonię.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział XXVII (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz