Anabella – Rozdział XXVIII (cz. 7)

– A twoje plany na wakacje?

– Jeszcze nie wiem – pokręciła głową. – Na pewno na kilka tygodni będę chciała pojechać do siostry i szwagra, muszę się nimi nacieszyć, pomóc im trochę… no i odpocząć we własnym domu. Od października większość czasu spędzam w Lublinie i tu jest mój drugi dom, ale ten pierwszy jednak został tam, na wiosce. Kiedy wracam do mojego pokoju w Korytkowie, jestem tam w pełni u siebie… I bardzo lubię to uczucie, zwłaszcza po dłuższym czasie nieobecności.

– Widocznie z tym pokojem wiąże się wiele twoich najpiękniejszych wspomnień? – zauważył na wpół twierdzącym, na wpół pytającym tonem Victor.

– Tak… – odparła niepewnie, przypominając sobie ów straszny wieczór, kiedy w dramatycznym porywie instynktu samozachowawczego, cała drętwiejąca, z kroplami potu na skroniach i szumem w uszach, ostatkiem sił zwlekła się z łóżka i doczołgała do łazienki. – Choć tych najgorszych też – dodała smutno.

– Miejsca, z którymi jesteśmy związani, nie są martwymi punktami na mapie – ciągnął Victor, zniżając głos. – One żyją razem z nami, pamiętają piękne chwile, mają tę magiczną moc, że potrafią ożywiać wspomnienia. W pewnym sensie są częścią nas, zostawiamy w nich odbicie naszej duszy…

– Masz rację – uśmiechnęła się, wyobrażając sobie natchniony wyraz jego twarzy, kiedy mówił te słowa. – Pięknie to powiedziałeś, Victor. Ja zresztą od początku wiedziałam, że masz w sobie coś z poety i romantyka.

– Chyba tak! – roześmiał się. – Ale to nie znaczy, że bujam w obłokach, potrafię być bardzo pragmatycznym facetem. Romantyk ujawnia się tylko czasami, choć ostatnio jakby częściej… To chyba ty tak na mnie działasz, Isabelle.

– Czy mam to traktować jako komplement czy raczej jako zarzut? – zażartowała Iza.

– Oczywiście jako komplement – zapewnił ją z powagą. – Widzę, że już kolejny raz masz wątpliwości co do moich intencji… Cóż, będę musiał popracować nad tym, żeby to zmienić. A wracając do twoich wakacyjnych planów, Isabelle… powiedz mi, nie chciałabyś w lipcu albo w sierpniu przyjechać do mnie na jakiś tydzień powłóczyć się trochę po Bressoux?

– Ach! – zaśmiała się Iza, próbując obrócić swoje zaskoczenie w żart. – Une vadrouille à Bressoux? Chyba tego nie przemyślałeś, Victor! Mało ci było włóczęgi po Lublinie ?

– Przemyślałem i mówię to poważnie – nie dał zbić się z tropu Victor. – Myślę o tym od miesiąca, Isabelle. Przecież już w Lublinie mówiłem ci, że chciałbym, żebyś kiedyś przyjechała do mnie do Belgii. Nigdy nie byłaś za granicą, a tak znakomicie mówisz po francusku… Pokazałbym ci Bressoux, a potem wsiedlibyśmy w samochód i pojechalibyśmy pozwiedzać centrum Liège. Może udałoby nam się skoczyć też do Brukseli? Zobaczyłabyś stolicę… a gdybyś się zgodziła, moglibyśmy nawet zapakować się tam na samolot i skoczyć na jeden dzień do Paryża. Co ty na to? Zawsze chciałaś zobaczyć Paryż…

– Zwariowałeś chyba! – zaśmiała się Iza. – Widzę, że z ciebie nie tylko poeta i romantyk, ale i szaleniec… To bardzo miło z twojej strony, Victor – dodała, poważniejąc. – Ale nie stać mnie na taki wyjazd, a nigdy w życiu nie zgodziłabym się, żeby jechać na twój koszt. Kiedyś, jak uzbieram trochę pieniędzy na zbytki, na pewno pojadę do Paryża… i do Belgii pewnie też… ale jeszcze nie teraz.

– Ale dlaczego tak do tego podchodzisz, Isabelle? – perswadował cierpliwie Victor. – Twoja wizyta byłaby przyjemnością przede wszystkim dla mnie. A ja chętnie zapłacę za swoją przyjemność. I nie mam tu na myśli nic… niewłaściwego – zastrzegł lekko zmieszany. – Jeśli to tego się boisz, to nie bój się, już raz nauczyłaś mnie rozumu, a ja umiem wyciągać wnioski. Daję ci gwarancję, że to będzie całkowicie przyjacielskie spotkanie. Włóczęga, rozmowa, trochę muzyki, czas spędzony razem… tylko tyle. To byłoby dla mnie coś wyjątkowego – zniżył znów głos. – Bo sam nie wiem, dlaczego, ale… im dłużej o tym myślę, tym bardziej tego chcę. Takiej zwykłej powtórki z tego, co było w Lublinie… Niczego więcej nie oczekuję. Naprawdę, Isabelle.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział XXVIII (8) (9) (10)


Dodaj komentarz