Anabella – Rozdział XXXI (cz. 2)

Podniosła do ust filiżankę z pachnącą herbatą i powoli upiła kilka łyków.

– A słuchaj, Iza… – zagadnęła ostrożnie i jakby niepewnie, odstawiając filiżankę na spodeczek. – Chciałabym cię o coś zapytać, tak z trochę innej beczki. Już od paru dni o tym myślę i nie wiem, jak mam to ugryźć. Ten wasz milioner, Sebastian Krawczyk… co ty o nim myślisz? W sensie… chodzi mi o jego zachowanie – zerknęła na nią badawczo.

– Co o nim myślę? – powtórzyła zachowawczo Iza, krzywiąc się lekko na wspomnienie koktajlu i kapryśnego nastroju Krawczyka. – No… to dosyć szeroki temat…

– Bo widzisz, ja z nim wtedy trochę pogadałam – ciągnęła z namysłem Lodzia. – Niedługo, kilkanaście minut, ale to wystarczy. I w tej rozmowie wyczułam z jego strony coś, co mi się nie podoba. Nawet bardzo mi się nie podoba.

Iza pokiwała głową, szczerze zadowolona, że ktoś sam z siebie podziela jej negatywne wrażenia na temat zachowania Krawczyka.

– Wiem, o czym mówisz, Lodziu – zapewniła ją łagodnie. – I nie tylko tobie to się nie podoba. Ja też przez cały koktajl chodziłam przez niego z gulą w gardle. On czasami zachowuje się naprawdę bardzo… dziwnie.

– Co masz na myśli, mówiąc „dziwnie”? – zapytała tym samym ostrożnym tonem Lodzia.

– No to, że zmienia nastroje – odparła z zastanowieniem Iza. – Jakimiś aluzjami rzuca… Mnie na przykład raz traktuje bardzo formalnie, prawie lodowato, a innym razem spoufala się, po rękach całuje…

– Ach! – szepnęła Lodzia, a jej twarz rozświetliła się nagle wyrazem niebotycznej ulgi. – Więc i z tobą tak rozmawia… Bogu dzięki!

– Aha, czyli do ciebie też robi jakieś głupie wycieczki? – domyśliła się Iza, przypominając sobie zachowanie Krawczyka przy pierwszym spotkaniu z Lodzią. – No tak, przecież mogłam sama na to wpaść… Nie przejmuj się tym, Lodziu – dodała uspokajająco. – On chyba po prostu ma taki sposób bycia. Nawet zastanawiałam się, czy wszystkie klepki ma odpowiednio poukładane pod czaszką, bo momentami to wygląda na jakąś jednostkę psychiatryczną… ale co tam, to nie nasz problem. Ja też się tym stresowałam, jednak po przemyśleniu powoli zaczynam się na to uodparniać i tobie radzę to samo.

Lodzia odetchnęła, jakby gigantyczny kamień spadł jej z serca.

– Dziękuję ci, Izunia – odpowiedziała wylewnie, przechylając się do niej, by uścisnąć jej dłoń. – Nawet nie wiesz, jaki kojący balsam wylałaś na moje serce… Jak to dobrze, że cię o to zapytałam! Zastanawiałam się, czy w ogóle to poruszać, bo to jest jednak głupi i niezręczny temat, ale teraz jestem szczęśliwa, że odważyłam się to wyjaśnić.

– Stresowałaś się tym pewnie od koktajlu? – pokiwała głową Iza, zerkając na nią spod oka.

– I to jak! – westchnęła Lodzia. – Od pięciu dni biję się z myślami. Ten człowiek tak się zachowywał… i takie rzeczy mi mówił… Na mnie to oczywiście nie zrobiło żadnego wrażenia, przynajmniej nie takiego, jak mógłby sobie wyobrażać… ale martwiło mnie to, bo od początku czułam, że powinnam powiedzieć o tym Pablowi. Ten Krawczyk to nie jest mimo wszystko jakiś pierwszy z brzegu koleś, tylko wysoko postawiony człowiek. A jednocześnie nie chciałam bez powodu denerwować Pabla, wiesz, jaki on jest…

– Tak, wiem – odparła z uśmiechem Iza. – Bardzo o ciebie zazdrosny.

– Czasami wręcz chorobliwie – przyznała z lekką dezaprobatą Lodzia. – Nie znoszę tego, bo zawsze w takich sytuacjach mam wrażenie, że on mi do końca nie ufa i boi się, że ktoś mógłby namieszać mi w głowie. Ale nic nie mogę na to poradzić… choćbym milion razy zapewniała go, że kocham go jak nikogo na świecie i że należę wyłącznie do niego, on i tak nadal reaguje w ten sposób. Nawet teraz, kiedy noszę pod sercem jego dziecko. To jest chyba silniejsze od niego… po prostu jest zazdrośnikiem z natury. Mimo że obiektywnie nie ma najmniejszego powodu do zazdrości, on przy takich akcjach zaraz traci humor i widzę, że to go naprawdę męczy.

– Tak było z Lucasem, prawda? – zapytała z zaciekawieniem Iza. – Widziałam. Ty z nim tylko rozmawiałaś, ćwiczyłaś francuski, a Pablo omal go wzrokiem nie zabił.

– No właśnie – pokiwała głową Lodzia. – Sama widzisz. On na byle co jest wyczulony, więc gdybym mu opowiedziała, co ten cały Krawczyk do mnie wygadywał, to masakra… chyba by go zabił. A nawet jak nie, to na pewno byłoby niemiło i jeszcze Majk mógłby mieć przez to jakieś kłopoty.

– No tak – przyznała Iza, przypominając sobie reakcję Majka po jej własnym spięciu z Krawczykiem. – To byłoby trochę głupie… i chyba niepotrzebne.

– Zupełnie niepotrzebne – zgodziła się Lodzia. – A z drugiej strony obiecaliśmy sobie kiedyś z Pablem, że w takich sytuacjach będziemy wszystko mówić sobie wprost, żeby nigdy nie wyrosło z tego nieporozumienie. Już raz mieliśmy bardzo przykre niedomówienie i żadne z nas nie chciałoby powtórki z tej rozrywki – wzdrygnęła się lekko. – Dlatego miałam ogromny dylemat, czy powiedzieć mu o tym, czy nie. Postanowiłam, że poczekam z tym do dziś i najpierw spróbuję pogadać z tobą… I jakie szczęście, że to zrobiłam, Iza! To dla mnie ogromna ulga. Skoro ten facet zachowuje się w ten sposób i przy tobie, to znaczy, że to u niego standard i nie ma się czym przejmować. Nie muszę denerwować tym Pabla… wręcz zrobiłabym niepotrzebne zamieszanie. Ależ kamień z serca!

Iza w zamyśleniu wpatrywała się w swoją filiżankę z herbatą malinową.

– Tak, Lodziu – podjęła cicho. – Dobrze, że o tym porozmawiałyśmy, bo to i mnie trochę naświetla sprawę… Dla mnie też to jest wielka ulga, bo po tym jego zachowaniu… na koktajlu i wcześniej też… już nawet nie będę ci opowiadać o propozycji, jaką od niego dostałam… w każdym razie po tym wszystkim miałam ciągle taki podświadomy dyskomfort i niepokój. Takie poczucie, że wisi mi nad głową coś niefajnego, jakieś nieprzyjemności czy kłopoty. A po tym, co mi powiedziałaś, to i ja będę dużo spokojniejsza. Dziękuję ci.

– Czyli niechcący upiekłyśmy dwie pieczenie przy jednym ogniu! – ucieszyła się Lodzia. – Tym bardziej jestem szczęśliwa, że poruszyłam ten temat. Widzisz, Iza, nie ma to jak pogadać po babsku, zaraz tyle wątpliwości się rozwiewa… Teraz już jestem spokojna – dodała, gładząc się z czułością po brzuchu. – Ależ kopie ten mój juniorek! Jeszcze się nie urodził, a ja już czuję, że będzie z niego niezły bandzior… po tatusiu!

Roześmiały się obie, po czym jak na komendę sięgnęły po swoje filiżanki i podniosły je do ust, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1)

Dalsze części:

Rozdział XXXI (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz