Anabella – Rozdział XXXII (cz. 6)

– No to co? Idziemy na przystanek! – oznajmiła wesoło Lodzia, kiedy, jak co tydzień, spotkały się z Izą w umówionym miejscu przy wyjściu z dziedzińca uczelni. – Napisałam to wypracowanie, które mi zadałaś, jestem ciekawa, co powiesz, bo naprawdę się przyłożyłam… A na potem, do tańca, upiekłam specjalnie dla ciebie kruche ciasteczka z orzechami włoskimi. Co prawda bandziorek wyżarł mi wczoraj trzy czwarte blachy, ale zdążyłam ocalić kilka, zanim było za późno!

Roześmiały się obie i dziarskim krokiem ruszyły w stronę przystanku autobusowego, skąd jak zwykle miały pojechać do Lodzi na lekcję francuskiego i następującą po nim lekcję tańca Izy.

– Taki z niego łasuch? – zapytała rozbawiona Iza, zerkając z zafascynowaniem na rosnący z tygodnia na tydzień brzuch Lodzi.

Ubrana dziś w ciążowe dżinsy i dopasowaną niebieską bluzkę dziewczyna wyglądała zgrabnie i młodziutko pomimo swego stanu, którego nie dałoby się dostrzec, patrząc na nią od tyłu. Z boku jednak jej siedmiomiesięczny brzuszek był już doskonale widoczny i za każdym razem, kiedy Iza spoglądała na jej zmienioną sylwetkę, ogarniało ją uczucie jedynego w swoim rodzaju wzruszenia.

– Okropny! – potwierdziła ze śmiechem Lodzia. – Uwielbia zwłaszcza domowe ciasta i ciasteczka, a teraz, kiedy ja nie jem słodyczy, to już w ogóle ma raj…

Urwała nagle i obie z Izą przystanęły zaskoczone na środku chodnika, gdyż kilka metrów przed nimi nie wiadomo skąd wyrosła znajoma sylwetka wysokiego, niezwykle przystojnego mężczyzny w eleganckiej koszuli z krótkim rękawem. Był to Krawczyk. Podszedł do nich swobodnym krokiem, nonszalancko pobrzękując niesionymi w dłoni kluczykami od samochodu.

– Witam panie, co za niespodzianka! – zagadnął z uśmiechem, wyciągając dłoń do Lodzi. – Jakże miło mi panie widzieć!

Iza i Lodzia wymieniły znaczące spojrzenia, w których zaskoczenie mieszało się z niepokojem i niechęcią. Krawczyk ujął dłoń Lodzi, którą ta podała mu uprzejmie, i schyliwszy się szarmanckim gestem, musnął ją ustami. Po chwili to samo uczynił z dłonią Izy.

– Dzień dobry panu – odpowiedziała grzecznie Lodzia w imieniu ich obu.

– Panie zapewne wracają z uczelni? – zapytał retorycznie, ruchem głowy wskazując na rysujący się za ich plecami budynek uniwersytetu.

– Tak, skończyłyśmy zajęcia i jedziemy do mnie na lekcję francuskiego – wyjaśniła mu uprzejmie Lodzia. – Właśnie idziemy na przystanek.

– Ach… rozumiem – skłonił głowę Krawczyk, wpatrując się z nieukrywanym zachwytem w jej twarz. – Ale czy na pewno podróż zatłoczonym autobusem będzie wygodna i bezpieczna dla pani? – wskazał wymownym ruchem dłoni na jej brzuch.

– Oczywiście – zapewniła go Lodzia. – Zawsze jeździmy autobusem, o tej porze nie ma jeszcze tłoku.

– Zapewne – zgodził się Krawczyk. – Jednak skoro już się spotkaliśmy, to pozwolą panie, że je podwiozę. Mam tu obok samochód, akurat do niego wracałem.

Iza i Lodzia znów szybko skontaktowały się wzrokiem, potwierdzając tym sobie wzajemnie, że żadna z nich nie ma ochoty na skorzystanie z jego dżentelmeńskiej propozycji. Jednak z drugiej strony trudno było znaleźć pretekst, by mu odmówić, nie łamiąc przy tym zasad savoir-vivre’u… Dziewczyny jeszcze raz wymieniły niepewne spojrzenia.

– Dziękujemy panu, panie Sebastianie – odpowiedziała ostrożnie Lodzia. – To bardzo miło z pana strony, jednak nie chciałybyśmy angażować pańskiej uprzejmości. Na pewno jest pan bardzo zajęty, a my doskonale poradzimy sobie same. Lubimy z Izą raz w tygodniu pojechać razem autobusem, to daje nam czas na sesję babskich pogaduszek.

Iza uśmiechnęła się z uznaniem, oceniając, że dyplomatyczna odpowiedź Lodzi powinna zamknąć Krawczykowi usta. Okazało się jednak, że nic bardziej mylnego.

– Ja jednak nalegam, pani Leokadio – odparł niezrażony, wypowiadając jej imię podobnie miękkim tonem jak na koktajlu. – Będąc z natury niepoprawnym gburem, pozwolę sobie mimo odmowy dołączyć do towarzystwa pań i swoją obecnością popsuć klimat babskich pogaduszek. Tym bardziej, że zależy mi również na zamienieniu kilku słów z panią Izabellą – tu skłonił się Izie, która cofnęła się o krok z niepokojem. – Raczy pani bowiem przypomnieć sobie, pani Izo, że nie zamknęliśmy jeszcze pewnego istotnego tematu… ściślej, że ja nadal oczekuję na pani pozytywną odpowiedź w wiadomej dla nas obojga kwestii.

Swobodny ton jego głosu i lekki uśmieszek, jakim okrasił swą wypowiedź, nie wiedzieć czemu poirytowały Izę. Zważywszy na obecność Lodzi, która dodawała jej odwagi, oraz na fakt, że znajdowali się na neutralnym chodniku, a nie w Anabelli, postanowiła skorzystać z okazji i raz na zawsze zakończyć to, czego nie udało jej się dopiąć na koktajlu. Popatrzyła Krawczykowi prosto w oczy i pokręciła głową.

– Ależ proszę pana – odpowiedziała z chłodną uprzejmością. – To pan raczy przypomnieć sobie, że temat, o którym pan mówi, już dawno został zamknięty, a ja dałam panu odpowiedź w wiadomej dla nas obojga kwestii… i że była to odpowiedź negatywna.

Tym razem Lodzia, choć nie mogła wiedzieć, co dokładnie było przedmiotem tej wymiany replik, zerknęła na nią z uznaniem. Krawczyk uśmiechnął się.

– Negatywna… owszem – zgodził się swobodnie. – Ale nie jednoznacznie negatywna – podkreślił z naciskiem. – A ja, pani Izo… i pani Leokadio – ukłonił się teraz z kolei Lodzi – jestem człowiekiem upartym, który niejednoznaczną odpowiedź negatywną uważa za szansę na przyszłą odpowiedź… hmm… pozytywną.

Lodzia natychmiast spoważniała na te słowa, wydęła lekko usta i odwróciła wzrok.

– Ale mniejsza o to – ciągnął beztrosko Krawczyk, nie odrywając od niej oczu, które zalśniły teraz jakimś dziwnym blaskiem. – Mamy czas… A teraz pozwolą panie, że jednak je podwiozę – dodał, uprzejmym gestem wskazując na boczną uliczkę wiodącą w stronę miasteczka akademickiego. – Zaparkowałem dosłownie piętnaście metrów stąd, mam w samochodzie wolne miejsca, zatem nietaktem z mojej strony byłoby zgodzić się na to, by dwie znajome damy, które szczęśliwym trafem napotkałem dziś na swojej drodze, podjęły męczącą podróż autobusem.

Iza spojrzała na Lodzię i obie z rezygnacją pokręciły głowami.

– No dobrze – westchnęła Lodzia, dając Izie znak, że dalsze negocjacje będą bezcelowe. – Niech pan nas podwiezie. To miło z pana strony.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XXXII (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz