Anabella – Rozdział XXXIII (cz. 1)

Już prawie dwa tygodnie upłynęły Izie na rozpaczy i cierpieniu. Michał milczał jak zaklęty. Milczał tym swoim straszliwym, lodowatym milczeniem, które znała od lat, a które było gorsze niż najgorsza kłótnia… Dziewczyna z pozoru sumiennie wykonywała swoje obowiązki, zdała na przyzwoite oceny trzy z czterech egzaminów, uczyła się, pracowała, przygotowywała i jadła posiłki, odwiedzała pana Szczepana… jednak wszystko to wykonywała mechanicznie, przywdziewając na twarz maskę spokoju i sztuczny uśmiech, za którym kryła grymas piekącego bólu. W środku serce krwawiło jej jak otwarta rana, a zawiedziona nadzieja i potworny żal, że nie umiała inaczej rozegrać tej najważniejszej w swoim życiu gry, rozdzierały jej duszę na strzępy. Nocami, po powrocie ze zmiany w Anabelli, często nie spała do rana, dając upust nagromadzonym w ciągu dnia łzom, które jednak nie przynosiły jej ulgi, a następnie w ciągu dnia odsypiała te noce urywanymi godzinnymi lub dwugodzinnymi sesjami, które z założenia nie mogły dać jej odpoczynku.

Z dnia na dzień czuła coraz głębszą potrzebę wyrzucenia z siebie tego bólu, porozmawiania z kimś o tym, usłyszenia choć kilku słów pociechy… I wiedziała, że jedyną osobą, z którą mogłaby o tym mówić, był Majk. Tylko on jeden mógł ją zrozumieć, tylko on jeden by jej nie potępił, tylko przy nim mogłaby otworzyć się na tyle szczerze, by poczuć choć minimalną ulgę. Obiecał jej przecież, że kiedy tylko będzie tego potrzebowała, zrewanżuje jej się za kwietniowe rozmowy w trybie terapii, które, jak wielokrotnie podkreślał, pozwoliły mu wtedy przetrwać ciężki czas i odzyskać spokój. Oboje obiecali sobie wszak, że w razie potrzeby będzie to priorytetem i nie wątpiła, że gdyby zwróciła się do niego z prośbą o rozmowę, chętnie dotrzymałby słowa.

A jednak… Nie miała odwagi dzwonić do niego ani wysyłać smsów na prywatny numer, który kiedyś jej podał, a którego jeszcze nigdy dotąd nie użyła, zaś w pracy od prawie dwóch tygodni, czyli od czasu, kiedy dowiedziała się od Radka, że Michał wrócił do Lublina, nie informując jej o tym, ciągle nie było okazji, żeby porozmawiać z nim sam na sam. Szefa albo nie było, albo rozmawiał akurat z gośćmi lub z kimś innym z zespołu, albo sama Iza miała na sali pracę do wykonania, słowem, nie nadarzyła się ani jedna spokojna chwila sprzyjająca zagajeniu tak trudnej rozmowy. Tym bardziej, że ona sama nie chciałaby przeprowadzać jej w trzy minuty na korytarzu zaplecza lub pomiędzy fakturami do opracowania… Co prawda kilka razy w ciągu tych dwóch tygodni odniosła wrażenie, że Majk przygląda jej się badawczo, jakby jakimś szóstym zmysłem czytał w jej myślach, jednak wtedy ona, paradoksalnie i nie rozumiejąc do końca własnych reakcji, przybierała tym bardziej beztroską i wesołą minę.

Poza tym… było coś jeszcze. Owa niechęć Michała do Majka, niechęć, o której sam już dwukrotnie jej wspomniał, a o której ostatnio powiedział jej również Radek. Co prawda nie wykluczała, że Majk nie pamiętał Michała tak dobrze, jak on pamiętał jego, być może przewinął mu się tylko przed oczami w jakiejś konfliktowej, ale w gruncie rzeczy nieistotnej sytuacji i nie kojarzył go już nawet, tym bardziej, że Michał konsekwentnie unikał wizyt w Anabelli… Jednak świadomość, że i na tym gruncie istnieje jakiś niejasny zgrzyt, powstrzymywała ją przed otwartym zaczepieniem Majka i prośbą o rozmowę w trybie terapii, podświadomie bała się bowiem, że z tego właśnie powodu terapia mogłaby niefortunnie obrócić się w jeszcze większe cierpienie. Może gdyby okazja trafiła się sama… to wtedy owszem… ale nie miała odwagi intencjonalnie tej okazji prowokować.

Jedyną ulgę przynosiła jej w tych dniach modlitwa w kościele Nawrócenia Świętego Pawła, do którego przychodzili z panem Stanisławem i Kacprem na kwadrans przed mszą i klękali we trójkę w jednej z pustych ławek. Msze gregoriańskie za duszę zmarłej Józefiny, zwanej czule przez jej męża Ziutką, z racji wysokiej ofiary pieniężnej, jaką tenże, dzięki szczodrości Kacpra, złożył na ten cel, zostały zorganizowane specjalnie dla niej na godzinę przed standardową codzienną mszą, w związku z czym w kościele zbierała się wówczas tylko garstka wiernych. Odprawiał je ten sam ksiądz, który kilka tygodni wcześniej omodlił i z powagą poświęcił mieszkanie pana Stanisława, w tym szczególnie pokój Izy, gdzie nieszczęsna Ziuta zakończyła swą ziemską pielgrzymkę.

Tak czy inaczej w czasie owych kilkunastu minut milczenia przed rozpoczęciem mszy, które we trójkę spędzali na kolanach, modląc się za duszę pani Ziuty, Izę ogarniało niebywałe w tych dniach poczucie spokoju i pewności, że wszystko będzie dobrze. Kilka razy zaświtało jej na dnie podświadomości, że być może dusza zmarłej „cyganki”, w sprawie której tak żarliwie wstawiała się do Boga, w jakiś metafizyczny sposób zapewnia ją o swojej pomocy… Odganiała jednak skwapliwie tę myśl, podobnie jak tę, że osobiście poznała panią Ziutę, gdyż to z nią rozmawiała w zimie na ulicy, a potem na cmentarzu w Korytkowie. Tłumaczyła sobie, że to musiała być tylko jakaś szalona autosugestia, że tamta kobieta, a właściwie dwie inne kobiety, musiały wyglądać inaczej, lecz ona zapamiętała je jako obraz pani Ziuty w wyniku jakiegoś niewytłumaczalnego psikusa umysłu. Wtedy co prawda jeszcze nie widziała jej zdjęcia, ale może pojawiło się ono w jakimś proroczym śnie, którego nie zapamiętała? To wyjaśniałoby również, dlaczego zupełnie inaczej wyglądająca kobieta z parkingu pod Leroy Merlin przybrała na chwilę przed jej oczami znów tę samą twarz… twarz pani Ziuty. Jak to było możliwe? Cóż, ludzka psychika ma przecież nieograniczone możliwości…

Krótko mówiąc, Iza starała się za wszelką cenę znaleźć jakieś nawet nie do końca przekonujące, ale jednak racjonalne wyjaśnienie tej niezwykłej przygody, bowiem myśl o tym, że naprawdę rozmawiała twarzą w twarz z osobą zmarłą jedenaście lat wcześniej, do tego stopnia nie mieściła jej się w głowie, że bała się, iż mogłaby przez to zwariować… Niemniej ów dziwny spokój, jaki ogarniał ją w kościele, pozwalał jej choć na kilkadziesiąt minut dziennie ukoić nieznośny ból serca i odzyskać odrobinę przelotnej nadziei. Nadziei, która była jak wątły promień światła w piekielnej ciemności…

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział XXXIII (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz