Anabella – Rozdział XXXIX (cz. 3)

– Isabelle! – głos Victora dobiegł z zupełnie innej strony, niż się spodziewała.

Iza drgnęła i odwróciła się gwałtownie. Szedł ku niej szybkim krokiem nie od wejścia do hotelu, pod którym się umówili, ale z przeciwnej strony, z głębi ulicy, trzymając w ręce bukiet czerwonych róż. Wyglądał tak samo jak w kwietniu, pięć miesięcy wcześniej, tyle że nieco podciął swe półdługie brązowe włosy, przez co wyglądał nieco mniej romantycznie, za to bardziej schludnie. Nim zdążyła się zorientować, już trzymał ją w ramionach.

– Isabelle…

Iza odwzajemniła mu uścisk, pozwalając tulić się przez kilkanaście sekund, po czym ostrożnie wysunęła się z jego objęć.

– Dobry wieczór, Victor – uśmiechnęła się. – Jak miło cię widzieć… Trochę mnie zaskoczyłeś, przecież miałeś na mnie czekać przy wejściu.

– Tak, ale poszedłem jeszcze kupić kwiaty dla Isabelle – wskazał na dzierżony w dłoni bukiet róż, które wręczył jej uroczystym gestem.

Przyjęła je zaskoczona i zmieszana tym gestem.

– Dziękuję… nie trzeba było – pokręciła głową.

– To było dla mnie wielkie wyzwanie – zapewnił ją wesoło, ogarniając jej sylwetkę rozpromienionym wzrokiem. – Nie tak łatwo Belgowi kupić kwiaty w polskiej kwiaciarni!

– Mówiłeś po polsku? – zaciekawiła się Iza.

– Próbowałem – pokiwał sceptycznie głową. – Niestety wyszedł mi chyba z tego jakiś niezbyt zrozumiały polsko-francuski pidgin, sądząc po minie tej pani… Więcej załatwiłem za pomocą gestów. W każdym razie liczy się skuteczność! – dodał ze śmiechem na widok rozbawionej miny Izy. – A ja jeszcze nauczę się polskiego, to tylko kwestia czasu… Motywacji mi nie brakuje. Tak się cieszę, że cię widzę, Isabelle – zniżył głos. – Nie mogłem się doczekać, kiedy znowu zobaczę cię na żywo. Tęskniłem…

– Miło mi, Vic – odparła jeszcze mocniej zmieszana, odwracając wzrok i zatapiając go w swoich różach. – Wiesz, co sobie pomyślałam? Że na początek usiądziemy może w którejś z tych knajpek – wskazała ręką na rysujący się w perspektywie ulicy deptak wiodący na stare miasto, oświetlony różnobarwnymi iluminacjami znajdujących się przy nim kawiarni, pizzerii i restauracji. – Wypijemy coś, pogadamy sobie na spokojnie… a dopiero potem wyruszymy na włóczęgę po Lublinie. Poproszę zresztą w knajpie, żeby przechowali mi ten bukiet, i zabiorę go do domu, jak będziemy wracać. Co powiesz na taki plan?

– Idealnie – uśmiechnął się Victor, szkicując przed nią szarmancki ukłon. – Ty rozkazujesz, ja wykonuję, Isabelle. Będziemy robić wszystko, co tylko będziesz chciała. Jestem dziś twoim niewolnikiem i z przyjemnością oddaję się w twoje ręce.

Zajęli miejsce przy niewielkim stoliku ustawionym wśród zieleni w zewnętrznym ogródku jednej z kawiarni i zamówili po lampce wyśmienitego francuskiego wina. Choć Iza zwykle nie piła alkoholu, dziś postanowiła zrobić wyjątek i potraktować to jako przyjemny sposób na podniesienie swoich kompetencji z zakresu kultury francuskojęzycznej. Rozmowa potoczyła się jak zawsze beztroskim nurtem, o wszystkim i o niczym… byle rozmawiać i cieszyć się tym spokojnym wieczorem, wyjątkowo ciepłym jak na koniec września…

– Paul przyjechał po nas na lotnisko – opowiadał jej wrażenia mijającego dnia Victor. – Chcieli ulokować mnie u rodziców, ale jednak wybrałem hotel. Nie chciałem sprawiać nikomu kłopotu, a do tego wolę mieć wolną rękę i nie być zobligowany do powrotu na konkretną godzinę. Po tym, jak nieelegancko narzuciłem Anne i Jean-Pierre’owi swoje towarzystwo na wyjazd do Polski, nie mógłbym pozwolić sobie na kolejny faux pas, tym razem względem rodziców Anne…

– A widziałeś małego? – zagadnęła z uśmiechem Iza.

– Widziałem! – zaśmiał się. – Mały Édouard jest uroczy… Anne nie mogła oczu od niego oderwać, a jak raz wzięła go na ręce, to nikomu nie chciała go oddać! Jean-Pierre żartował, że skoro tak zachwyca się niemowlęciem, to trzeba pomyśleć o młodszym braciszku dla Antoinette… Lubisz dzieci, Isabelle? – zagadnął, popijając wino z wysokiego kieliszka.

– Uwielbiam! – odparła z entuzjazmem Iza. – Jak można by nie lubić takich słodkich maleństw? Édouard od razu podbił moje serce! Zresztą on teraz jest już całkiem duży, ale gdybyś widział go zaraz po urodzeniu…

Victor przyglądał się z zafascynowaniem jej rozpromienionej twarzy, oświetlonej rozproszonym światłem wieczornych iluminacji, i jej wielkim brązowym oczom, w których odbijał się blask świecy zapalonej na stoliku przez kelnera.

– I znowu Lublin – powiedział cicho, znów upijając niewielki łyk wina. – Jestem szczęśliwy, że tu dzisiaj jestem. Magiczny wieczór… magiczne miasto… magiczna kobieta. Cały świat można by dziś zamknąć w twoich oczach, Isabelle… Pozwolisz mi, żebym zrobił ci zdjęcie? – zapytał nagle, sięgając do kieszeni po telefon.

– Teraz? – zdziwiła się zmieszana jego słowami Iza.

– Tak, właśnie teraz – skinął głową, kadrując jej postać na ekranie. – Chcę zachować w tym obrazku chociaż odrobinę magicznej atmosfery wieczoru, którego nie zapomnę do końca życia… Nie ruszaj się przez chwilę, dobrze?

Błysk lampki aparatu rozświetlił na chwilę twarz Izy i całe otoczenie. Victor popatrzył na wyświetlacz i uśmiechnął się.

– Idealnie – szepnął zachwycony. – Merci, Isabelle*.


* Merci, Isabelle (fr.) – Dziękuję, Isabelle.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział XXXIX (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz