Anabella – Rozdział XXXIX (cz. 5)

– Dobrze to wiedzieć – zauważył Victor, zerkając na nią z podstępnym uśmieszkiem. – Gdyby nasz projekt ruszył, pojawią się przecież i polskie dokumenty, a my będziemy musieli wynająć kogoś do obsługi ich i tłumaczenia. Cóż… będę o tym pamiętał. A gdyby okazało się, że… Czy tobie nie jest zimno, Isabelle? – dodał nagle, spoglądając na nią z niepokojem.

W istocie, dziewczyna, która od kilku minut okrywała się coraz szczelniej swetrem, wzdrygnęła się właśnie przy kolejnym podmuchu wiatru i odruchowo zaczęła rozcierać sobie ramiona, czując, że pojawia się na nich nieprzyjemna gęsia skórka.

– Trochę – przyznała. – Okropnie tu wieje… We wrześniu wieczorami u nas już jest dość chłodno. Mój błąd, że nie wzięłam dzisiaj cieplejszego swetra.

Victor natychmiast ściągnął z siebie sztruksową kurtkę, pod którą miał jasną bawełnianą koszulę z długim rękawem, i szarmanckim gestem narzucił ją na ramiona Izy.

– Nie, Victor, przestań, nie trzeba – pokręciła głową ze zmieszaniem. – Przecież teraz tobie będzie zimno…

– Ani słowa, Isabelle – odparł stanowczo, otulając ją troskliwie kurtką i przy tej okazji obejmując ją ramieniem. – Mnie wcale nie jest zimno, a tobie za nic w świecie nie pozwolę zmarznąć. Teraz będzie ci ciepło – szepnął z uśmiechem. – Będzie ciepło mojej Isabelle…

Przytulił ją do siebie i drugą ręką odgarnął jej z twarzy wciąż rozwiewane przez wiatr włosy. Przez kilka minut stali tak w milczeniu, nadal oparci o murek, za którym rozpościerała się nocna panorama miasta. Przyjacielski gest, wszak nic takiego… A jednak Iza nie czuła tego spokoju, który ogarniał ją zawsze, gdy w trybie terapii przytulała się do Majka. Owszem, lubiła Victora, nawet bardzo go lubiła… jednak co drugie jego słowo, gest czy spojrzenie jasno wskazywały na to, że pragnie on czegoś więcej… czegoś, czego przecież nie mogła mu dać. Jej serce, pełne szczerej sympatii dla niego, w tym względzie było zimne jak głaz, obojętne i szczelnie zamknięte, niemożliwe do rozgrzania ani teraz, ani w obojętnie jak odległej przyszłości.

Nie powinna zatem dopuszczać do tak poufałych gestów… Nie powinna pozwalać mu na zbyt wiele, by nie sprowokować niepotrzebnych kłopotów i przykrych sytuacji, podobnych do tych, jakie przed wakacjami kilka razy przeżyła z Danielem. Powinna jasno dać mu do zrozumienia, że poza przyjaźnią, którą chętnie mu oferowała, nie mógł liczyć na nic więcej. Należało więc odsunąć się od niego, wyplątać się z jego objęć, zachować ów bezpieczny dystans, który pozwoli jej uniknąć sprawienia mu przykrości…

Tak, ale to zaraz. Jeszcze tylko kilka sekund… jeszcze kilka… i jeszcze… Wrześniowy wiatr, nasilony tutaj z racji faktu, że znajdowali się w wysoko położonym miejscu, gdzie tworzył się dodatkowy lokalny przeciąg, zdążył już dość mocno ją przeniknąć, zanim Victor okrył ją swą kurtką. Zmarzła więc trochę, tymczasem teraz zrobiło jej się tak przyjemnie i cieplutko… On zresztą nic więcej nie robił, przytulał ją tylko, kurtka rozgrzana ciepłem jego ciała tak skutecznie wyeliminowała drżenie jej mięśni i tę nieznośną gęsią skórkę… Ramię, którym ją obejmował, również było ciepłe, podobnie jak jego szyja i policzek, który niepostrzeżenie spotkał się z jej skronią i tak już zostało… Zostało, więc niech tak już będzie… byle tylko nie było jej zimno!

– To jest najpiękniejszy wieczór w całym moim życiu, Isabelle – powiedział cicho Victor, znów poprawiając jej opadające na twarz włosy. – I nawet jeśli kiedyś przyjdą jeszcze piękniejsze, to tego dzisiejszego nigdy nie zapomnę. Jest w nim tyle magii… Ten półmrok, wiatr, cudowny widok na miasto, a obok moja Isabelle. Isabelle ma belle

Iza zesztywniała i niespokojnie poruszyła się w jego objęciach.

– Nie, nie bój się mnie – wyszeptał łagodnie, obejmując ją mocniej ramieniem. – Nie będę dzisiaj o nic cię prosił, ani o nic pytał… obiecuję. Nie chcę stawiać cię w niezręcznej sytuacji. Wystarczy mi to, co mam teraz. To, że możemy dziś wieczorem stać tu we dwoje i patrzeć razem na te światła. I że mogę przytulić i rozgrzać moją zziębniętą Isabelle. Tak jest dobrze. Dziś nie potrzeba mi niczego więcej… naprawdę.

Uspokojona jego słowami Iza uśmiechnęła się leciutko i znów rozluźniła mięśnie, przytulając policzek do jego ramienia. Chcąc nie chcąc musiała przyznać, że otaczająca ich atmosfera w istocie miała w sobie coś magicznego… Może to był naturalny klimat owego wietrznego wrześniowego wieczoru, jednego z ostatnich wieczorów studenckich wakacji? Czy może raczej efekt pięknego widoku na panoramę rozmigotanego światłami, tętniącego nocnym życiem miasta? A może coś magicznego kryło w sobie ciepło jego troskliwego ramienia i przyjemny, melodyjny dźwięk francuskich słów szeptanych wprost do jej ucha?

– Dziękuję ci, Vic – odpowiedziała cicho po kolejnych kilku minutach milczenia. – Już mi dużo cieplej. Ja też nigdy nie zapomnę tego wieczoru. Tu jest bardzo pięknie i nastrojowo, ale wiesz? Czas już kontynuować naszą włóczęgę po Lublinie. Pójdziemy w kilka miejsc, które sama też chciałabym zobaczyć, bo jeszcze nigdy ich nie widziałam. W końcu mieszkam tutaj dopiero od roku.

– Możemy włóczyć się do późnej nocy – zapewnił ją Victor. – Ile tylko będziesz chciała. Jednak musimy zrobić to tak, żebyś znowu mi nie zmarzła i żebyś jutro nie była za bardzo zmęczona – dodał z troską. – Będziesz miała ciężki dzień, wszystko będzie na twojej głowie… Nie chcę, żebyś wykończyła się dziś z mojego powodu i zapamiętała mnie na następne miesiące jako tego dokuczliwego typa, który przez pół nocy ganiał cię po ulicach w chłodzie i wietrze. To przecież nie jest nasza ostatnia włóczęga. Mamy przed sobą jeszcze całe życie… całe życie, Isabelle!

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4)

Dalsze części:

Rozdział XXXIX (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz