Anabella – Rozdział XXXIX (cz. 6)

Bah oui, nos vadrouilleurs!* – zaśmiał się cicho Jean-Pierre, któremu Victor zdał właśnie szybką relację z poprzedniego wieczoru. – Czy to znaczy, że na kilka miesięcy zaspokoiłeś swoją żądzę włóczęgi z Isabelle?

Stojąca obok Victora Iza, która dopiero przed chwilą dojechała z Anabelli, gdzie przez cały ranek doglądała organizacji przyjęcia, uśmiechnęła się tylko, nie słuchając zbytnio ich rozmowy. Cała jej uwaga skupiała się bowiem na głównych bohaterach mającego się niebawem rozpocząć święta, mianowicie na czekającej przy wejściu do kościoła czwórce elegancko ubranych rodziców i chrzestnych małego Edzia, który, wystrojony w śnieżnobiałe ubranko, spał grzecznie w ramionach swojego ojca. Pozostali członkowie rodziny i przyjaciele trzymali się nieco dalej, skupieni w większych lub mniejszych grupkach, przy czym Izie w naturalny sposób przypadło w udziale towarzyszenie obu Belgom.

Rozmowa Jean-Pierre’a i Victora szybko została przerwana, bowiem zaczęto już powoli wchodzić do kościoła i zajmować miejsca w zarezerwowanych ławkach. Pablo wraz z Lodzią, która miała dziś na sobie gustowny, kremowy kostium, a we włosach białe storczyki, według wymogu liturgii chrztu zatrzymali się z dzieckiem pod chórem. Tuż za nimi ustawili się rodzice chrzestni – Majk, podobnie jak Pablo ubrany w pełny garnitur z białą koszulą i krawatem, oraz uczesana w wykwintny kok Ania w sukience w kolorze pudrowego różu.

Iza, która usiadła pomiędzy obydwoma Belgami tuż przy przejściu w nawie głównej, pośród zajmujących ławki gości rozpoznała kilkoro przyjaciół Pabla z urodzinowego przyjęcia. Kilka ławek przed sobą dostrzegła także Julkę z chłopakiem i rudowłosą Ninę, a w siedzących z przodu, odświętnie ubranych reprezentantach starszego pokolenia domyśliła się czworga dziadków Edzia, zwłaszcza ze względu na dość mocne podobieństwo Lodzi do jednej z pań, a Pabla do drugiej z nich. Ania, jak zauważyła Iza, była raczej podobna do ojca, i to stąd zapewne brał się jej niemal zupełny brak podobieństwa do brata – jedyne, co ich łączyło, to były ich ciemnobrązowe, hipnotyzująco lśniące oczy.

Kiedy po uroczystym rozpoczęciu mszy ksiądz poprowadził całą czwórkę wraz Edziem na przód kościoła, gdzie mieli zająć przygotowaną dla nich ławkę, cała uwaga Izy skupiła się na drugiej parze idącej główną nawą tuż za rodzicami dziecka. Odkąd dowiedziała się, kto będzie matką chrzestną chłopca, znając stan serca Majka, od razu dostrzegła w tej sytuacji głęboką symbolikę, która niewątpliwie i jego musiała poruszać do głębi. Symbolika ta materializowała się teraz w niby standardowym, a dla wtajemniczonych tak bardzo wymownym przejściu przez kościół w stronę ołtarza… Wrażliwe serce Izy wezbrało mieszaniną tkliwości i współczucia, gdy śledziła sylwetki Ani i Majka w tym uroczystym przemarszu ramię w ramię przez szpaler ludzi stojących po obu stronach nawy.

„Nie przy takim sakramencie i nie w takim charakterze marzył, by prowadzić ją do ołtarza” – myślała z melancholią. – „Jak to go musi boleć! Byliby taką piękną parą…”

Urwała jednak tę myśl, przypomniawszy sobie, że przecież tuż obok niej stoi Jean-Pierre, mężczyzna, którego Ania wybrała spośród tysięcy innych. Jej mąż, który również kochał ją z całego serca… W tej sekundzie z pełną mocą dotarło do niej, że bez względu na wszystko nie wolno jej nawet myślach w taki sposób łączyć Ani z Majkiem. Zresztą czyż sam Majk nie wspomniał jej kiedyś o tym? Tyle że wtedy chodziło o nadzieję…

Przypomniała sobie dokładnie jego słowa wypowiedziane w samochodzie przy jednej z ich rozmów w trybie terapii. Byłbym ostatnim ścierwem, gdybym choćby pomyślał o nadziei… Tak, to była prawda. Nawet ona, osoba postronna, nie powinna w myślach rozłączać Ani i Jean-Pierre’a, nigdy, pod żadnym pozorem. To byłoby nieuczciwe… i złe! Pomyślała o Bartku, którego również było jej żal, ale czyż mogłaby wyobrazić sobie u boku Lodzi kogokolwiek innego niż Pablo? Ach nie, nigdy! To byłoby niepodobieństwem, absurdem, orwellowską myślozbrodnią…

Uroczystość była w toku. Iza starała się skupiać na uczestnictwie w trwającej mszy, jednak jej skołatane myśli wciąż biegły ku parze rodziców chrzestnych Edzia, których ze swojego miejsca mogła obserwować bez przeszkód. Mimo że zabraniała sobie myśleć o nich w ten sposób, nie mogła powstrzymać niesfornej wyobraźni, która spontanicznie podsunęła jej przed oczy obraz Ani w białej sukni i welonie… a obok Majka ubranego tak jak dziś. To było przecież marzenie jego życia, niespełnione, niemożliwe marzenie jego zakochanego na zawsze serca… A jednak Izie coś w tym obrazie przeszkadzało, miała wrażenie, że coś w nim było nie tak. Co? Nie mogła w żaden sposób uchwycić tego świadomością. To nie chodziło tylko o to, o czym myślała przed chwilą… o to, że miejsce przy boku Ani było zarezerwowane wyłącznie dla Jean-Pierre’a. Nie, to nie to… To było coś jeszcze, coś zupełnie innego. Tylko co?

(c.d.n.)


* Bah oui, nos vadrouilleurs! (fr.) – No tak, nasi włóczędzy!

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział XXXIX (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz