Anabella – Rozdział XXXV (cz. 1)

Wakacyjne dni mijały Izie jak sen. Piękna letnia pogoda sprzyjała długim spacerom po łąkach i polach rozpościerających się wokół Korytkowa, a także wycieczkom na tonący w morzu zieleni i kolorowych kwiatów cmentarz, gdzie codziennie po południu odwiedzała grób swoich rodziców. Amelia nie zgodziła się, by pomagała w sklepie częściej niż raz na dwa dni, uzasadniając to faktem, że świeżo zatrudniona młodziutka ekspedientka Zosia powinna wprawiać się i nabierać doświadczenia, gdyż po rozbudowie sklepu będzie im niezbędnie potrzebna do obsługi jednego z planowanych stoisk.

– Ty jesteś na wakacjach i masz odpoczywać, kochanie – oznajmiła stanowczo Izie. – Mam nadzieję, że już na zawsze minęły te czasy, kiedy każdą wolną chwilę musiałaś spędzać w sklepie. Studiujesz teraz, rozwijasz się, masz swoją pracę w restauracji… więc kiedy przyjeżdżasz do nas na parę wolnych dni, to ja nie pozwolę, żebyś poświęcała ten czas na pomoc nam. Nie ma mowy, Iza. Tym bardziej, że już od paru miesięcy nie wzięłaś od nas ani grosza… O nie, koniec dyskusji, odpoczywasz i już!

Iza nie protestowała, gdyż sama czuła, że w istocie potrzebuje chociaż kilku dni odpoczynku, by naładować wyczerpane baterie energią do działania na kolejne tygodnie i miesiące. Choć lata ciężkiej pracy i konieczności radzenia sobie w trudnych warunkach zaprawiły ją w codziennych bojach, raz na zawsze wypleniając z jej charakteru wszelką skłonność do lenistwa, po prawie dziesięciu miesiącach, jakie minęły od jej wyjazdu na studia do Lublina, czuła się znużona, a emocje, jakie w ostatnim czasie przeżyła w związku z odnowionym kontaktem z Michałem, dodatkowo obciążyły jej zszargane nerwy. Włócząc się zatem samotnie po ukwieconych korytkowskich łąkach i miedzach, powoli wracała do równowagi i uspokajała się, stopniowo odzyskując siły i chęci do działania.

Mimo że metodycznie unikała dręczenia się myślami o Michale, nie mogła w pełni odsunąć ich od siebie, chociażby dlatego, że codziennie chcąc nie chcąc przechodziła obok budowy hotelu, którą Krzemińscy prowadzili zaledwie sto metrów od jej domu. Inwestycja nabierała coraz konkretniejszych kształtów, prace wykończeniowe szły do przodu pełną parą, pojawiła się również nowa ekipa, której zadaniem było zagospodarowanie terenu wokół świeżo otynkowanego i pomalowanego już częściowo na pastelowy beż budynku. Widać było, że inwestorowi zależy na jak najefektywniejszym wykorzystaniu pięknej lipcowej pogody i rychłym ukończeniu prac.

Jak wspomniała jej przy którymś z obiadów Amelia, stary Krzemiński wyzdrowiał już na tyle, że mógł z powrotem przejąć pełnowymiarowe obowiązki, zwalniając z nich swojego syna. Ów opuścił Korytkowo mniej więcej w połowie czerwca i od tamtej pory nikt go tu nie widział, chodziły wręcz słuchy, że zniechęcony ciężką wiosną, kiedy to musiał zastąpić chorego ojca w większości zadań w firmie, zapowiedział rodzicom, że aż do końca wakacji jego noga nie postanie w rodzinnych stronach.

Iza nie czuła z tego powodu żalu, nawet w pewnym sensie cieszyła sie, że jej zabliźniające się powolutku rany nie będą znów niepotrzebnie i przedwcześnie się otwierać. Domyślała się, że nieobecność Michała w Korytkowie była ściśle związana z jego nowym sercowym podbojem, ową piękną Sylwią, którą w wieczór przed swoim wyjazdem z Lublina widziała z nim w Anabelli. A skoro tak, to czy nie lepiej było nie patrzeć na to, nie oglądać go z nią tutaj, nie narażać się po raz kolejny na jego jawnie manifestowaną obojętność?

„Skoro nie mogę mieć nadziei, to przynajmniej będę miała spokój” – dumała, snując się po ukwieconej łące pod lasem, tej samej, na której kiedyś przeżyła niezapomniane chwile szczęścia. – „To zawsze jakaś nagroda pocieszenia. Spokój ducha jest taki ważny! Wszyscy, którzy w jakiś sposób cierpią, potrzebują spokoju. I ja, i pani Ziuta, i pan Szczepcio… i szef… Przecież on też gadał o spokoju w ten ostatni dzień, kiedy byli Belgowie… Wtedy nie rozumiałam, jakie to jest kluczowe, nawet nie do końca mu wierzyłam. Ale teraz już wiem, co wtedy czuł, bo sama czuję to teraz… Spokój wbrew smutkowi i beznadziei. Spokój ponad wszystko i mimo wszystko. Ech… dziękuję ci, Majk. Tak bardzo mi pomogłeś…”

Na wzmiankę o Majku łagodny uśmiech rozjaśnił jej twarz. Choć nie myślała o nim za wiele, zawsze kiedy przypominała sobie ich ostatnią rozmowę i kojące ciepło jego ramion, czuła wobec niego głęboką wdzięczność i sympatię. Sympatię, którą wzbudzał w niej już od dawna, właściwie od pierwszego wieczoru, kiedy oboje pomagali panu Szczepanowi po stracie buta w zimnym deszczu, a którą do tej pory starała się zawsze równoważyć karną i posłuszną postawą pracownika względem szefa. Nie miała zresztą zamiaru wychodzić z tej roli, w końcu nadal był jej szefem, przełożonym, pracodawcą… Jednak po wydarzeniach z ostatniego wieczoru w Anabelli ów szef stał się bliższy jej sercu niż kiedykolwiek wcześniej i podczas jednej z długich włóczęg po rozświetlonych słońcem łąkach po raz pierwszy z pełnym przekonaniem nazwała go w duchu przyjacielem.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Dalsze części:

Rozdział XXXV (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz