Anabella – Rozdział XXXVI (cz. 3)

Wyszedłszy z mieszkania pana Szczepana, Iza zerknęła na zegarek i szybko ruszyła w dół po schodach. Była już szesnasta, a ona musiała wrócić jeszcze do domu, przebrać się i na osiemnastą zameldować się w pracy. Jej myśli odrywały się już od staruszka i biegły w stronę koleżanek i kolegów z Anabelli, których niebawem miała zobaczyć po trzytygodniowym urlopie, kiedy na parterze kamienicy wyłoniła się nagle przed nią postać pani Jadzi, niewidzianej już od dłuższego czasu sąsiadki pana Szczepana.

– Dzień dobry – ukłoniła się grzecznie Iza.

– A dzień dobry, dzień dobry – skinęła głową sąsiadka. – Właśnie tu czekałam na panienkę.

– Na mnie… Chodzi o pana Szczepana, prawda?

– No tak – potwierdziła pani Jadzia. – A o cóż by innego… Dawno panienki tu nie było – zauważyła, patrząc na nią nieco podejrzliwym wzrokiem.

– To prawda – przyznała Iza. – Miałam trzy tygodnie urlopu, byłam poza Lublinem…

– A dzisiaj przyuważyłam przez okno, że panienka idzie do niego – ciągnęła kobieta. – To sobie pomyślałam, że poczekam, aż będzie wychodzić i wszystko jej powiem. Bo wcześniej to starym Matuszczykiem jakiś pan się zajmował, dobrze mówię? Taki ciemny blondyn, ze trzydzieści pięć lat, biega szybko po schodach i ma bardzo dużo włosów na głowie…

– Tak! – roześmiała się ubawiona trafnością tego opisu Iza. – Zajmował się panem Szczepciem pod moją nieobecność.

– Ja już wcześniej widywałam go tu czasami, ale nie wiedziałam, kto to, więc nie chciałam go zaczepiać – wyjaśniła jej rzeczowo pani Jadzia. – Wolałam poczekać na panienkę, bo raz już rozmawiałyśmy, to i teraz panience wolę powiedzieć niż komu obcemu…

– Ale co takiego? – zaniepokoiła się Iza.

– Że znowu pogotowie było! – zniżyła konspiracyjnie głos sąsiadka, pochylając się mocniej w jej stronę. – U starego Matuszczyka, znaczy się. Dwa tygodnie temu!

– Pogotowie? – Iza spojrzała na nią niedowierzająco. – Może raczej lekarz? Bo że lekarz był u niego, to ja wiem, pan Szczepcio źle się czuł, więc mój… kolega… wezwał znajomego lekarza, żeby go zbadał i w ogóle…

– Jak mówię, że pogotowie, to pogotowie – sprostowała stanowczo pani Jadzia. – Sama ich wzywałam. Bo jak zapukałam do sąsiada, żeby mu gazetę przynieść… wie panienka, my się umówiliśmy, że jak przeczytam gazetę, to mu przynoszę, żeby też sobie poczytał… to on mi nie otworzył, a wiedziałam, że jest w domu. No to weszłam sama, idę do pokoju, patrzę, a on cały siny, ledwo oddech łapie, dusi się i za serce trzyma…

Pani Jadzia aż wzdrygnęła się na to wspomnienie. Iza słuchała z niepokojem.

– No to ja w te pędy po telefon i od razu dzwonię na pogotowie! – ciągnęła z przejęciem sąsiadka. – Na szczęście szybko przyjechali, dali mu zastrzyk i wszystko się uspokoiło. Pytałam, czy do szpitala by go nie wziąć na obserwację, bo on sam mieszka i jak to znowu się powtórzy, to może nikt mu nie pomóc… Ale Matuszczyk nie chciał do szpitala, a ten pan z karetki powiedział, że na siłę zawieźć go nie mogą, musi być dobrowolna zgoda pacjenta. Chyba że jest bezpośrednie zagrożenie życia, ale tu podobno nie było… W każdym razie chcę, żeby panienka wiedziała, bo jak go znam, to pewnie nic panience nie powiedział.

– Nie powiedział – westchnęła Iza. – Ech… to pewnie po tym ataku tak źle się poczuł i do tej pory nie jest dobrze. Już nawet z łóżka nie za bardzo może wstać…

– No właśnie – pokiwała głową pani Jadzia. – Jak mu wczoraj gazetę niosłam, to też leżał, ja nawet nie wiem, czy on na noc sobie mieszkanie zamyka, bo co idę, to otwarte… wie panienka, żeby go kto w nocy nie napadł – dodała szeptem. – Ukraść to tam pewnie u niego nie ma co, ale jeszcze kto mu krzywdę zrobi…

– Dzisiaj, jak szłam do niego, to było zamknięte – zapewniła ją Iza. – Mam dorobione klucze, więc sama sobie otwieram. To znaczy, że on czasami wstaje z łóżka, przecież nawet musi pójść coś zjeść czy do łazienki… Ale prawda, że bardzo osłabł ostatnio. Dziękuję pani – dodała. – I wie pani co? Może ja bym klucze i dla pani dorobiła? Miałaby pani pod ręką w razie czego, bo gdyby drzwi były zamknięte, a on by potrzebował pomocy…

– A tak, to dobry pomysł – przyznała pani Jadzia. – Ja do niego i tak czasami zaglądam, a chociaż na noc trzeba by mu te drzwi zamykać, bo to różni ludzie po świecie chodzą, nigdy nie wiadomo… Ale wie panienka? – zniżyła znowu głos. – Mnie się coś tak myśli, że stary Matuszczyk to już długo na tym świecie nie pobędzie. Ten człowiek z karetki… nie wiem, lekarz czy pielęgniarz jakiś to był… też coś takiego powiedział, jak mówiłam o tym szpitalu. Że niedługo to dla niego bardziej hospicjum się przyda niż szpital.

Iza westchnęła, czując, jak jej serce, niczym mgła, ogarnia fala smutku i żalu.

– Muszę już iść, proszę pani – powiedziała cicho. – Śpieszę się do pracy. Zapukam do pani w najbliższych dniach, przyniosę te klucze. W każdym razie bardzo dziękuję. Dziękuję pani za wszystko.

– Nie ma za co, panienko – odparła życzliwie pani Jadzia. – Jak co trzeba pomóc, to ja przecie zawsze. Toć i ja go lubię… No, niech panienka idzie, bo się spóźni. Do widzenia.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział XXXVI (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz